Ostatnio na polskim rynku sporo było publicznych ofert obligacji podporządkowanych banków, kierowanych do inwestorów indywidualnych, które cieszyły się ogromnym powodzeniem. Pojawiają się jednak opinie, że nie jest to instrument dla masowego inwestora. Zgadza się pan z tą tezą?
Generalnie nie widzę przeszkód, aby obligacje podporządkowane banków były oferowane inwestorom indywidualnym, bo może to być ciekawy instrument zarówno dla emitentów, jak i dla inwestorów. Problem polega jednak na tym, że bardzo wiele osób nie orientuje się w różnicach w poziomie ryzyka, którym charakteryzują się różne instrumenty finansowe oferowane przez banki. W efekcie mogą oni traktować na równi ulokowanie środków na depozycie bankowym, zakup zwykłych obligacji, a także zakup obligacji podporządkowanych. Tymczasem już zwykłe obligacje są dla drobnego inwestora bardziej ryzykowne niż depozyt, ponieważ środki zainwestowane w obligacje nie podlegają ochronie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. W przypadku obligacji podporządkowanych ryzyko jest jeszcze wyższe, bowiem w razie wystąpienia upadłości banku posiadacze tego typu obligacji stoją na ostatnim miejscu w kolejce wierzycieli i można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że w takiej sytuacji nie odzyskaliby nic lub prawie nic z zainwestowanych środków.