To, że światowy system finansowy się zepsuł w 2008 r., jest oczywiste. O tym, jak nienormalna stała się sytuacja, świadczą choćby ujemne rentowności rządowych obligacji, wojny walutowe, desperackie pomysły zrzucania przez banki centralne „pieniędzy z helikoptera", mechanizmy ratowania banków pieniędzmi ich klientów czy też indeksy giełdowe bijące rekordy mimo spadających zysków spółek i słabego ożywienia gospodarczego.
Tego, że system wymaga naprawy, są świadomi decydenci z wielu krajów. O koniecznym resecie systemu wielokrotnie mówiła w ostatnich latach choćby Christine Lagarde (w jednym ze swoich przemówień z 2014 r. w ciągu 2,5 minuty użyła słowa na „R" dziesięciokrotnie). – Potrzebujemy nowych reguł gry – mówił niedawno Ben Bernanke, były szef Fedu. Rozmowy na temat przebudowy światowego systemu finansowego są już zapewne prowadzone od kilku lat.