Wycofanie się USA z porozumienia nuklearnego z Iranem oraz wznowienie sankcji na irańską gospodarkę zostały odebrane przez dużą część świata jako decyzje szkodliwe gospodarczo i politycznie. Oto bowiem pojawia się groźba wyłączenia z globalnego rynku sporej części irańskiej ropy. Uderza to w podaż surowca (i tak już znacząco ograniczoną z powodu kryzysu w Wenezueli i cięć w produkcji, których trzymają się państwa OPEC i Rosja), zwiększa ceny paliw, a przez to uderza rykoszetem w wiele gospodarek. Amerykanie deklarują zaś, że będą sankcje stosować bardzo rygorystycznie. Dotknięte nimi mogą zostać firmy z innych krajów, które będą prowadziły interesy z Iranem. W Brukseli już uznano to za uderzenie handlowe w europejskie koncerny, które przez ostatnich kilkanaście miesięcy wchodziły na irański rynek. Teraz będą musiały szukać „strategii wyjścia", gdyż ryzykują, że amerykańscy regulatorzy skutecznie odetną je od nowojorskiego rynku finansowego i wielkiego rynku zbytu w USA. Zagrożenie sankcjami powinny poważnie brać pod uwagę również chińskie spółki. Demonstracja w postaci odcięcia koncernu ZTE od dostaw amerykańskich podzespołów za naruszanie w przeszłości sankcji nałożonych na Iran powinna im dać dużo do myślenia. Nic dziwnego więc, że na administrację Trumpa wylała się rzeka krytyki w związku z decyzją podjętą w sprawie Iranu.