Ekonomiści od miesięcy toczą spory dotyczące tego, jak bliska jest recesja w USA. W dyskusjach o kondycji gospodarczej Stanów Zjednoczonych omawiane są najróżniejsze wskaźniki: przyrost miejsc pracy, inflacja, indeksy koniunktury w przemyśle i usługach, ceny nieruchomości, rentowności obligacji oraz poziomy osiągane przez indeksy giełdowe. Najczęściej w tej debacie pomijane są jednak wskaźniki dotyczące amerykańskiego rolnictwa. Dzieje się tak, bo agrobiznes to branża specyficzna, bardziej niż inne zależna od czynników pogodowych. Rolnictwo, przetwórstwo spożywcze i pokrewne branże wnoszą do amerykańskiego PKB 1,05 bln USD, co odpowiada około 5 proc. udziału. Wkład farmerów w PKB to zaledwie około 1 proc. Sektor rolno-spożywczy zatrudnia 11 proc. siły roboczej w USA. Jest więc w tyle za przemysłem i usługami. Pewne zjawiska dotykające obecnie amerykańskich farm źle jednak wróżą tamtejszej gospodarce i mogą poważnie wpłynąć na wynik przyszłorocznych wyborów prezydenckich.