Podczas gdy jeszcze w 2015 r. cudzoziemcy stanowili zaledwie 1,2 proc. legalnie zatrudnionych pracowników ubezpieczonych w ZUS, to na koniec I półrocza 2025 będzie sięgał już 7,6 proc. Ich liczba w rejestrach ZUS wzrosła w tym czasie ze 184,2 tysiąca w końcu 2015 r., do miliona 240 tys. na koniec czerwca tego roku. I nadal rośnie, bo w lipcu przybyło w rejestrach ZUS prawie 8 tys. cudzoziemców.

Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej, zwraca uwagę, że nawet przy umiarkowanym dziś popycie na pracowników, w Polsce są setki tysięcy nieobsadzonych miejsc pracy. Na wiele z nich (w tym na wakaty na fermach drobiu czy w zakładach mięsnych) trudno jest pozyskać krajowych pracowników czy nawet Ukraińców. W sierpniowej edycji Miesięcznego Indeksu Koniunktury (MIK), badania prowadzonego przez Polski Instytut Ekonomiczny, połowa firm wśród barier w działalności wskazywała niedostępność pracowników.

Cudzoziemcy budują Nową Chemię

Wraz ze starzeniem się polskiego społeczeństwa z rynku pracy znikają tysiące przechodzących na emeryturę fachowców, w tym budowlańców, monterów czy spawaczy. Nie ma ich kto zastąpić, bo młode pokolenia nie dość, że mniej liczne, to wolą prace biurowe.

Tegoroczny Barometr Zawodów opracowywany na zlecenie Ministerstwa Rodziny Pracy i Pomocy Społecznej wśród dziesięciu najbardziej deficytowych zawodów wskazuje kierowców samochodów ciężarowych, spawaczy, elektryków i operatorów sprzętu budowlanego. Tomasz Dudek, dyrektor zarządzający agencji zatrudnienia Otto Work Force Central Europe przyznaje, że Otto brakujących w Polsce spawaczy ściąga z Azji, w tym z Indonezji.

– Zmiany demograficzne powodują, że nawet jeśli przyspieszy rozwój robotyzacji i automatyzacji, to firmy wciąż będą szukać pracowników do prostych prac i fachowców w produkcji, logistyce i budownictwie. Będą więc potrzebować pracowników z zagranicy – przewiduje Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Do dużego udziału budownictwa w zatrudnieniu cudzoziemców przyczyniają się projekty infrastrukturalne, a także inwestycja PKN Orlen w budowę kompleksu Nowa Chemia w Płocku, największego od dekad projektu petrochemicznego w Europie. Według informacji biura prasowego PKN Orlen, na budowie Nowej Chemii, którą realizuje konsorcjum firm Hyundai Engineering i Tecnicas Reunidas, pracuje obecnie 1,1 tys. Polaków i ponad 4,5 tys. pracowników zagranicznych.

– Skala tej inwestycji sprawiła, że firmy realizujące projekt musiały szukać podwykonawców nie tylko w Polsce, ale też na rynku międzynarodowym. W przypadku niektórych robót, na przykład montażu automatyki, nie ma w Polsce firmy, która podjęłaby się zadania wymagającego zatrudnienia kilku tysięcy wykwalifikowanych pracowników tej specjalności – wyjaśnia biuro prasowe Orlenu. Według jego danych, cudzoziemcy budujący Nową Chemię pochodzą z kilkudziesięciu państw, w tym m.in. z Algierii, Azerbejdżanu, Bangladeszu, Białorusi, Filipin, Hiszpanii, Kolumbii, Indii, Malezji, Nepalu, Pakistanu, Ukrainy czy Zimbabwe.

Taką wielonarodowościową i wielokulturową mieszankę kadr można dziś spotkać w wielu firmach produkcyjnych, w logistyce, a także w handlu.

Skutki wojny na Ukrainie

– Jesteśmy firmą otwartą na zatrudnianie osób zza granicy – podkreśla Tomasz Owsianik, dyrektor ds. Danych i Analiz HR w sieci Biedronka. Ten największy w Polsce pracodawca zatrudnia ponad 85 tys. pracowników. Ponad 5300 z nich to cudzoziemcy, reprezentujący 40 narodowości, choć większość to osoby z Ukrainy.

– Pracownicy z zagranicy są obecni we wszystkich obszarach naszej organizacji – w sklepach, centrach dystrybucyjnych i biurach – i na różnych poziomach funkcjonalnych – wylicza Tomasz Owsianik, dodając, że sieć wspiera rozwój karier zatrudnionych w niej cudzoziemców umożliwiając im udział w szkoleniach i kursach zawodowych, które pomagają im podnosić kwalifikacje i lepiej odnaleźć się w miejscu pracy.

Nie tylko w Biedronce, ale na całym rynku pracy największą grupą pracowników z zagranicy pozostają Ukraińcy. Od czasu rosyjskiej agresji na Ukrainę w lutym 2022 r., liczba ukraińskich pracowników z Ukrainy w rejestrach ZUS wzrosła prawie o 200 tysięcy, do 824,5 tys. na koniec lipca. Bardzo pomogły tu ułatwienia dotyczące legalizacji pobytu i pracy Ukraińców wprowadzone w specustawie przyjętej po wybuchu wojny.

Mimo to, udział Ukraińców wśród pracujących w Polsce cudzoziemców spadł z ponad 70 do 66 proc., gdyż wojna ograniczyła napływ ukraińskich mężczyzn. Wakaty w „męskich” zawodach firmy coraz częściej wypełniają migrantami zarobkowymi spoza Europy, w tym z Azji i Ameryki Południowej, na czele z Kolumbią. Migranci zarobkowi z Kolumbii są teraz już piątą co do wielkości grupą cudzoziemców w rejestrach ZUS (po Ukraińcach, Białorusinach, Gruzinach i Hindusach). Na koniec lipca ich liczba sięgała 17,9 tys., o trzy czwarte więcej niż rok wcześniej.

Jak wyjaśnia Anna Dzhobolda, dyrektorka departamentu rekrutacji międzynarodowych w agencji zatrudnienia Gremi Personal, pracownicy z Kolumbii, którzy najczęściej pracują w szeroko pojętej branży spożywczej (w zakładach przetwórstwa owocowo-warzywnego, rybnego, mlecznego i mięsnego) są wydajni i sumienni. Cenią ich więc pracodawcy, którzy mają problemy z dużą rotacją.

Do Kolumbijczyków trafiło też najwięcej (21,5 tys.) zezwoleń na pracę w Polsce wydanych cudzoziemcom w I połowie tego roku. Dostali ich o 36 proc. więcej niż przed rokiem, podczas gdy łączna liczba wydanych wtedy dokumentów legalizujących pracę obcokrajowców (823 tysiące) była o 11 proc. mniejsza.

Pomijając zaś powiadomienia o powierzeniu pracy uchodźcom z Ukrainy, liczba zezwoleń i oświadczeń pozwalających na legalne zatrudnienie obcokrajowców zmalała w porównaniu z I połową zeszłego roku o ponad jedną piątą, do 332 tys. Jak komentuje resort pracy, w tym roku udało się ograniczyć liczbę dokumentów legalizujących pracę cudzoziemca, które były składane dla pozoru – po to, by zdobyć wizę kraju Schengen.

Mniej przyjazne przepisy

– Spadek liczby zezwoleń na pracę w pierwszym półroczu nie oznacza, że polski rynek pracy traci zainteresowanie pracownikami zagranicznymi. Popyt na międzynarodowe wsparcie kadrowe wciąż jest bardzo wysoki – wynika to z demografii i utrzymującej się luki kadrowej w przetwórstwie przemysłowym, logistyce, budownictwie czy usługach – podkreśla Artur Gregorczyk, ekspert agencji zatrudnienia EWL Group.

Zdaniem Tomasza Dudka, tegoroczny spadek liczby zezwoleń na pracę cudzoziemców to efekt zaostrzenia przepisów. Będzie on jeszcze bardziej widoczny w drugim półroczu, gdy już w pełni będą obowiązywać zapisy ustawy o warunkach dopuszczalności powierzania pracy cudzoziemcom, która weszła w życie z początkiem czerwca. Blokuje ona np. rekrutację cudzoziemców z państw trzecich przebywających w innych krajach Schengen. (Teraz muszą wystąpić o polską wizę.)

Niezbyt precyzyjne przepisy i problemy z cyfryzacją obsługi cudzoziemców już wywołały sporo zamieszania, wydłużając czas uzyskiwania zezwoleń na pracę w Polsce z 1,5 do trzech miesięcy. Polskim pracodawcom nie ułatwia też życia niepewność, jaką wywołało prezydenckie weto do nowelizacji specustawy o pomocy obywatelom Ukrainy.

Miała ona przedłużyć do 4 marca 2026 r. obecne warunki pobytu, zatrudnienia i dostępu do świadczeń socjalnych (w tym 800+) dla Ukraińców. Nie tylko dla uchodźców wojennych, ale także dla tych, którzy już od dłuższego czasu mieszkają i pracują w Polsce. Jak oceniał w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Bartosz Marczuk, ekspert Instytutu Sobieskiego, w najtrudniejszym położeniu może być około 600-700 tys. takich osób, bo legalizacja ich pobytu i pracy w Polsce zależy od przedłużenia specustawy. Tym problemom chce zaradzić rząd, który – według rzecznika, Adama Szłapki – do następnego posiedzenia Sejmu, czyli do 8 września, ma przygotować nowe propozycje rozwiązań regulujących dostępność świadczeń społecznych dla obcokrajowców w Polsce.