Na świecie wykorzystanie dorobku ekonomii behawioralnej w polityce publicznej stało się powszechne, w wielu krajach istnieją specjalne jednostki, które mają usprawniać administrację, odwołując się do tej wiedzy. Jak to wygląda w Polsce?
Paweł Śliwowski: W Polsce sytuacja jest niejednoznaczna. Z naszego badania wynika, że polskie urzędy sięgają po rozwiązania, które są inspirowane ekonomią behawioralną. Przykładem jest np. inicjatywa obywatel.gov.pl, która upraszcza procedury. Jednym z kluczowych wniosków z badań behawioralnych jest bowiem to, że nasze zdolności poznawcze, związane z przetwarzaniem informacji, są ograniczone. Innym przykładem jest stosowanie ustawień domyślnych, choćby w głośnym projekcie e-PIT, który okazał się sporym sukcesem. Opcją domyślną był wypełniony PIT, a jeśli obywatel go nie zmienił, to urząd podatkowy uznawał sprawozdanie za złożone. Stosujemy więc narzędzia oparte na ekonomii behawioralnej, ale od innych państw różnimy się tym, że nie robimy tego w sposób uporządkowany, brakuje m.in. współpracy z ekspertami.