Ocena piątkowej sesji może być niejednoznaczna. Rano bowiem mieliśmy przewagę koloru zielonego, dzięki czemu WIG20 ustanowił nowy rekord hossy na poziomie 3313 pkt. Historyczny rekord ustanowił też WIG. Podobno jednak nieważne, jak się zaczyna, a jak się kończy. A końcówka sesji należała już do niedźwiedzi. Z tego punktu widzenia raczej więc można mówić o rozczarowaniu.

Już jednak rano widać było, że apetyt do dalszej rynkowej wspinaczki jest ograniczony. Niby padły rekordy, ale nasze indeksy nie poszły za ciosem. Zamiast tego zaczęło się powolne osuwanie, co zresztą wpisywało się w to, co oglądaliśmy na innych europejskich rynkach, gdzie od początku dnia mieliśmy lekką przewagę niedźwiedzi.

Giełda i złoty w dół

O ile jednak jeszcze w połowie sesji w Warszawie też można było mówić o lekkiej przewadze sprzedających, tak już później nasze indeksy zaczęły razić słabością. Spadki na GPW zaczęły się bowiem pogłębiać. Dodatkowym argumentem dla niedźwiedzi w Warszawie był spadkowy początek dnia na Wall Street. To w zasadzie przesądziło końcówkę dnia na GPW. Na ostatniej prostej WIG20 tracił już blisko 1 proc.

Ostatecznie nasz główny wskaźnik stracił w piątek 0,7 proc. Bilans całego tygodnia wypadł praktycznie na „zero”. Oczywiście samo piątkowe cofnięcie ciężko uznać za element, który mógłby zagrozić hossie na GPW. Na uwagę zwraca jednak fakt, że w piątek nie tylko mieliśmy spadki na warszawskim parkiecie, ale dodatkowo słabiej zachowywała się nasza waluta przy relatywnie niewielkich wahaniach głównej pary walutowej EUR/USD. Tymczasem po południu dolar kosztował 3,64 zł, czyli o 0,4 proc. więcej niż w czwartek. Euro drożało o 0,3 proc. do 4,22 zł. Nie są to wielkie ruchy, ale w najbliższych dniach warto monitorować sytuację. Czy aby przypadkiem część inwestorów zagranicznych nie zaczyna przystępować do realizacji części zysków po świetnym 2025 r. i udanym otwarciu 2026 r.?