Pisząc wtorkowy komentarz giełdowy, zapowiadaliśmy, że już w środę w końcu czekają nas na rynkach większe emocje. Po środzie wypadałoby za te rozbudzone oczekiwania przeprosić. Oczekiwania były bardzo duże, ale jak się okazało, kolejny raz z dużej chmury spadł mały deszcz.
Najważniejszym wydarzeniem środy miała być publikacja danych o inflacji w Stanach Zjednoczonych. Wydarzenie było zaplanowane na godz. 14.30 naszego czasu, w związku z czym poranny marazm na GPW był zrozumiały i usprawiedliwiony. Znów mieliśmy do czynienia z chaotycznym handlem bez wyraźnego kierunku i przy bardzo niskiej zmienności. Swoich sił próbowały byki, jak i niedźwiedzie. Nawet jednak jeśli jedna ze strony zdobywała przewagę, to szybko była ona niwelowana.
W końcu nadeszła godzina „zero”. I co? Patrząc na zachowanie indeksów można powiedzieć, że w zasadzie nic się nie stało. Odczyt dotyczący inflacji okazał się lekko powyżej oczekiwań.
Czytaj więcej
Inflacja konsumencka w USA okazała się nieco wyższa niż oczekiwano. Przyspieszyła z 3,2 proc. w lipcu do 3,7 proc. w sierpniu, podczas gdy średnio...
Nie miało to jednak większego przełożenia na Wall Street, gdzie po rozpoczęciu handlu lekką przewagę mieli kupujący. Skoro Wall Street nie przejęła się danymi o inflacji, to GPW tym bardziej. Nasz rynek w marazmie doczołgał się do końca notowań. WIG20 ostatecznie zamknął dzień na poziomie takim jak we wtorek. Przewagę podaży, choć stosunkowo niewielką, obserwowaliśmy na innych europejskich parkietach.
Po zapowiedziach i tym, co faktycznie się działo podczas środowej sesji, trochę strach pisać znów o dużych oczekiwaniach w kontekście kolejnych dni. Tym razem nadzieje na rozruszanie notowań można natomiast pokładać w Europejskim Banku Centralnym, który w czwartek podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych.
O ile można narzekać na nudnawą sesję na GPW, tak zupełnie inaczej było w przypadku rynku walutowego. Tam dzień zaczął się do kolejnej przeceny złotego. Później jednak sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Złoty zaczął zyskiwać nawet 1 proc. względem dolara i euro. Husarzem, który przybył z odsieczą dla naszej waluty, okazał się prezes PFR Paweł Borys, który w rozmowie z agencją Bloomberg wskazał, że słabość złotego jest nadmierna.
Czytaj więcej
Do sprawy słabości złotego po decyzji RPP o cięciu stóp odniósł się Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju. stwierdzając m.in., że bank cen...
Warto dodać natomiast, że same dane o inflacji ze Stanów Zjednoczonych, tak jak w przypadku rynku akcji, miały znikome przełożenia na rynek walutowy.