Silna, jak na ostatnie tygodnie, zniżka sprowadziła indeks największych spółek do poziomu najniższego od miesiąca. To zdecydowanie rozczarowujący bieg wydarzeń dla tych inwestorów, którzy liczyli na tradycyjny „efekt stycznia”.
Najważniejszym powodem przeceny na GPW są rosnące pokusy realizacji zysków na rynkach światowych. Dziś akcje taniały także na Zachodzie, czemu towarzyszyła wyprzedaż surowców i umocnienie uważanego za bezpieczną przystań dolara.
Czynnik ten nie tłumaczy jednak wszystkiego. Siła spadków na GPW, przynajmniej jeśli chodzi o duże spółki, była bowiem znacznie większa niż na Zachodzie. Przykładowo niemiecki indeks DAX spadł tylko o 0,8 proc.
Analitycy wskazują, że o szczególnej niechęci inwestorów do polskich akcji zdecydowały czynniki lokalne. Przede wszystkim nad rynkiem unosi się widmo uszczuplenia przez rząd strumienia pieniędzy płynących do OFE. Tomasz Bardziłowski, szef Credit Suisse Securities w Polsce, wyliczył, że zakupy akcji przez OFE mogą zmaleć w tym roku do 4 mld zł z 13 mld zł w 2010 r.
Jakby tego było mało, rano inwestorów postraszył minister finansów Jacek Rostowski, zapowiadając wprowadzenie tzw. podatku bankowego, nawet jeszcze w tym roku. Akcje banków należały dziś do najmocniej przecenionych.
Być może straty na GPW byłyby dziś jeszcze większe, gdyby nie to, że nastroje inwestorów zdołały nieco poprawić korzystne dane makro z USA. Według raportu ADP zatrudnienie w sektorze prywatnym powiększyło się w grudniu o 297 tys. etatów – prawie 3 razy bardziej niż prognozowano, zaś wskaźnik ISM dla sektora usług poszybował do 57,1 pkt. To wystarczyło jednak tylko do częściowego zniwelowania spadku indeksów.