[b]Czy po niepowodzeniu oferty publicznej nie obawia się Pan pogorszenia stosunków między dwoma głównymi właścicielami akcji BGŻ – Rabobankiem i Skarbem Państwa? Czy nie będziemy mieli powtórki z konfliktu o PZU?[/b]

Ja bardzo liczę na dobrą współpracę akcjonariuszy. Mam nadzieję, że decyzja Ministra Skarbu o tym, że pozostaje w akcjonariacie rzeczywiście świadczy o tym, że – jak powiedział sam minister – on wierzy w naszą strategię. Wierzy, że w średnim terminie akcje będą więcej warte. Byłoby trudno zrealizować ten cel, gdyby nie było dobrej współpracy obu akcjonariuszy. Myślę, że oni zdają sobie sprawę z tego, że jakieś zadrażnienia nie służyłyby rozwojowi spółki.

[b]Gdy obejmował Pan stanowisko prezesa BGŻ w 2002 r. mówił Pan, że celem jest debiut giełdowy. Po debiucie nadal wiąże Pan swoją przyszłość z tym bankiem?[/b]

Oczywiście. Jak mówiłem w czasie spotkań z zagranicznymi inwestorami: „BGŻ is close to my heart”.

[b]A nauczył się Pan niderlandzkiego przez te wszystkie lata pracy z Holendrami? [/b]

No, nie do końca (śmiech). Nie przypuszczałem, że po 12 latach pracy w ING będę znów pracował dla banku, który będzie miał holenderskiego inwestora.

[b][i]Kiedy bank, którego akcje 27 maja debiutują na GPW, zacznie płacić dywidendę, jakie ma możliwości poprawienia rentowności i jak ma działać nowy projekt detaliczny BGŻ – czytaj w rozmowie z Jackiem Bartkiewiczem w piątkowym „Parkiecie”[/i][/b]