Na razie jednak strona irańska określiła słowa prezydenta USA jako nonsens i powtórzyła, że nadal kontroluje sytuację. Przypomnijmy, że prezydent USA przyznał, że jego zdaniem atak na Iran przebiega znacznie szybciej, niż zakładane przez niego wcześniej 4-5 tygodni i wojna w zasadzie została już zakończona, gdyż większość celów miała zostać zniszczona. Dodał też, że ruch w cieśninie Ormuz zostanie wkrótce udrożniony i przestrzegł przez silnym odwetem USA, gdyby Iran próbował nadal blokować ten kluczowy dla globalnego transportu akwen. Tymczasem Irańczycy odpowiedzieli na to zapowiedzią przepuszczania statków tylko tych krajów, które zdeklarują się zerwać kontakty dyplomatyczne z USA i Izraelem. Władze w Teheranie dały też do zrozumienia, że ataki odwetowe są prowokowane przez działania USA i Izraela i to od Waszyngtonu i Tel-Aviwu będzie zależeć, kiedy ten konflikt się zakończy. Te ostatnie słowa mogą sugerować, że Iran nie będzie dalej prowokował sąsiadów, gdyby rzeczywiście na dniach doszło do rozejmu i rozmów pokojowych. Tyle, że na razie nie ma ku temu mocnych plotek, czy spekulacji z wiarygodnych źródeł. Za chwilę możemy za to zobaczyć próbę sił w temacie cieśniny Ormuz... o ile jakikolwiek tankowiec zdecyduje się przepłynąć biorąc pod uwagę, że biznesowo jest to kompletnie nie opłacalne ze względu wyłączenia z ubezpieczeń po sygnałach od największych firm w tej branży.
Tym samym na razie rynki zdają się funkcjonować w pewnej narracji, która za chwilę zderzy się z faktami. Dopóki nie będzie sygnałów o rozmowach pokojowych, dopóty mamy "złudny rozejm", który w każdej chwili może zostać przerwany, a każda ze stron będzie obwiniać o to przeciwnika. Tym samym optymistyczna reakcja rynków w poniedziałek wieczorem mogła być przesadzona... podobnie jak pesymizm w niedzielę w nocy. Mamy do czynienia z silnymi wahaniami i grą algorytmów, które nie za bardzo rozumieją złożonego kontekstu tej wojny.
Wnioski dla rynku walut? Dolar zaczyna przegrywać rozdanie od początku tygodnia i nie jest to tylko wynik dynamicznych wahań risk-off/risk-on, choć w dużej mierze tak to wygląda. Podskórnie rynki wyczuwają problem, jaki za chwilę będą mieć USA w kontekście swojej wiarygodności na arenie międzynarodowej (pryska mit parasola ochronnego za petrodolary), ale i też możliwych problemów wewnętrznych, jakie zaczną się już na jesieni (utrata Kongresu przez republikanów i rozpoczęcie procesu impeachmentu Trumpa). USA mogą być mocno osłabione w latach 2027-28, co może stworzyć pole do geopolitycznych przetasowań i spadku znaczenia amerykańskiej waluty.
W kwestii bieżących wątków makro, to we wtorek rano warto zwrócić uwagę na dwie kwestie - mocne dane makro z Azji. I tak zanualizowany PKB w Japonii za IV kwartał wyniósł 1,3 proc. dzięki większym capex ze strony przedsiębiorstw, oraz wzrostowi popytu wewnętrznego. Wzrosły też płace w ujęciu realnym (1,4 proc.). To sprawia, że ruch BOJ na stopach w I połowie roku dalej pozostaje "w grze", ale czysto teoretycznie, co pokazuje niewielki ruch na USDJPY. Rynek jest sceptyczny biorąc pod uwagę ogromne negatywne ryzyka dla japońskiej gospodarki przez drogą ropę. Drugi temat to Chiny - nadwyżka w handlu zagranicznym za pierwsze dwa miesiące 2026 r. sięgnęła rekordowych 213,6 mld USD za sprawą blisko 22 proc. wzrostu eksportu (Chiny znalazły alternatywne rynki dla USA w Europie i krajach ASEAN). Trzeci wątek to wypowiedź przedstawiciela RBA, która była mocno "jastrzębia" - w efekcie AUD jest dzisiaj najsilniejszy w relacji z dolarem.
W kalendarzu makro jest dzisiaj ubogo, zatem nadal kluczowe pozostaną wątki geopolityczne.