Na początek warto wspomnieć, że spółki mogą znikać z rynku niekoniecznie w wyniku delistingu „celowego” – niekiedy może to być skutek upadłości, decyzji nadzorcy czy połączeń notowanych spółek. Nie mam danych liczbowych pozwalających na szczegółowy podział, poniżej będę się zatem odnosić do delistingów „celowych”, mając świadomość, że przedstawione w ubiegłym tygodniu dane częściowo odnoszą się też do innych form opuszczania rynku.
W idealnym świecie najprościej byłoby zapytać o przyczyny delistingów „celowych” osoby, które w tych sprawach podejmowały decyzje. Ale nie żyjemy w świecie idealnym i takie działania nie będą podjęte. A akcjonariusze wykupujący spółkę nie będą chętni, aby oficjalnie wskazać szczegółowe problemy, które doprowadziły do przyjęcia tak drastycznego rozwiązania, którym jest opuszczenie publicznego rynku kapitałowego.
Niejednokrotnie miałem możliwość usłyszenia autentycznych powodów, przy czym wprost nie nadają się one do zacytowania. Można natomiast wyciągnąć z nich jeden wniosek – otóż główną przyczyną fali delistingów jest fakt, że małe spółki nie są duże. Zdaję sobie sprawę, że pozornie stwierdzenie to nic nie wnosi, ale zawiera ono w sobie bardzo głęboką myśl. Chodzi mianowicie o to, że decydenci znają problemy wyłącznie spółek dużych. Nie tylko dlatego, że dużym jest łatwiej o lobbing, ale też ze względów czysto ludzkich – przyjemniej jest rozmawiać z zadowolonymi miliarderami niż z frustratami, którzy nie mogą związać końca z końcem i gotowi są zadawać trudne pytania w stylu „jak żyć?”. W związku z tym, jeśli coś nie jest problemem spółek dużych, to w ogóle nie znajdzie się w spektrum analizowanych zagadnień.
Natomiast bardzo wiele problemów „małych” nie jest widocznych w przypadku spółek dużych, gdyż rozwiązywane są one samoczynnie za pomocą niewidzialnej ręki rynku. Np. płynność przyciąga płynność – w sposób naturalny, bez żadnych dodatkowych działań. Duże spółki mogą korzystać z dobrodziejstw rynku, których mała spółka nie będzie w stanie zrealizować, choćby zatrudniła najlepszych specjalistów od relacji inwestorskich. A ma to o tyle istotne znaczenie, że na polskim rynku notowane są spółki raczej małe niż duże.
Z drugiej strony małe spółki ponoszą nieproporcjonalnie wysokie koszty związane z notowaniem, w tym w szczególności dotyczące otwartości informacyjnej. Im mniejsza spółka, tym w bardziej konkurencyjnym otoczeniu funkcjonuje, a jednocześnie tym niższy ma próg wrażliwości choćby w kontekście identyfikacji i publikacji informacji poufnej. Przecież w małej spółce z NewConnect, codziennie walczącej o przetrwanie, każda decyzja biznesowa może decydować o przyszłości spółki, a zatem teoretycznie wyczerpuje znamiona informacji podlegającej publikacji. Natomiast w wielkich korporacjach trzeba naprawdę dużej sprawy, aby podpadała pod obowiązek raportowania.