Waluty

Dzień, którego mogłoby nie być...

Sytuacja na rynkach 26 listopada

Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ

Foto: materiały prasowe

Na rynkach widać marazm, co nie dziwi biorąc pod uwagę obchody Święta Dziękczynienia w USA, które wygaszają aktywność niektórych inwestorów z USA nawet do poniedziałku (jutro handel będzie bardziej symboliczny, a większym zainteresowaniem będą sie cieszyć zakupowe promocje związane z Black Friday). Dolar jest dzisiaj minimalnie słabszy, rano lekko w górę idą kontrakty futures na amerykańskie indeksy, co ma bardziej związek z dobrymi nastrojami w Azji.

Opublikowane wczoraj wieczorem zapiski z listopadowego posiedzenia FOMC nie dały dodatkowego impulsu rynkom. Członkowie FED wprawdzie zgadzali się, co do tego, że dodatkowe wsparcie w polityce monetarnej może okazać się konieczne, ale nie byli przekonani co do tego, aby się z tym spieszyć. Niektórzy zgłaszali nawet, że pole do zwiększania skali QE może być ograniczone, a bank centralny powinien bardziej się skoncentrować na zmianach idących w stronę zakupu obligacji z dłuższym terminem zapadalności.

Dzisiaj całkiem dobrze radzi sobie euro - kurs EURUSD naruszył ważną techniczną barierę przy 1,1930. Trudno ocenić, czy ma to związek z oczekiwaniami związanymi z dzisiejszymi zapiskami Europejskiego Banku Centralnego, które powinny rzucić nieco więcej światła na to, jakie ruchy może wykonać EBC na posiedzeniu 10 grudnia. Odrzucenie scenariusza cięcia stóp procentowych (chociaż oczekiwane), może jednak dodać nieco punktów euro na mniej płynnym rynku dzisiaj. Na drugim biegunie jest m.in. funt, gdzie spadają szanse na szybkie przyjęcie nowej umowy handlowej. Według Financial Times unijni decydenci rozważają zwołanie specjalnego szczytu w końcu grudnia, który miałby się zająć tematem porozumienia z Wielką Brytanią.

OKIEM ANALITYKA - dzień, którego mogłoby nie być...

Gdyby to świętowała Europa, handel w większości przypadków odbywałby się normalnie, ale tutaj to Amerykanie mają w zasadzie przedłużony weekend, a bez głównego kompasu większość się gubi. Taką mamy charakterystykę rynków i nic nie zapowiada zmiany, no chyba, że kiedyś (nasze dzieci i wnuki?) będą bardziej zerkać na kalendarz chińskich świąt i pasjonować się zmianami na giełdzie w Szanghaju.

Reasumując, tytuł komentarza dobrze obrazuje to, co dzieje się na rynkach, nuda i mało znaczące zmiany, które mogą zostać szybko skorygowane, jeżeli Amerykanie powrócą do gry. Można, zatem potraktować czwartek i piątek, jako czas na raczej płytką korektę ruchów z ostatnich dni. Zwłaszcza, że kalendarz publikacji jest w zasadzie pusty - mamy tylko minutki EBC, które mogą lokalnie wesprzeć euro. Z kolei wczorajsze zapiski z FED w zasadzie nie wniosły wiele, ale warto zwrócić uwagę na aspekt w postaci rosnącej presji na techniczne modyfikacje w programie QE, zamiast samego faktu zwiększania dodruku. To może bardziej przypominać schemat japoński, gdzie BOJ ma jako jeden z celów kontrolę krzywej rentowności obligacji, która polega na większej koncentracji banku centralnego na papierach o dłuższej zapadalności. Dla rynków byłby to sygnał, że środowisko ultra niskich stóp procentowych może na bardzo długo wpisać sie w finansową rzeczywistość.

Sporządził: Marek Rogalski – główny analityk walutowy DM BOŚ

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.