Sztuka

Samoobrona na rynku sztuki

O milionowym majątku obywateli decydują przypadkowe osoby.

Jacek Yerka stworzył własny rozpoznawalny styl.

Foto: Agra-Art

Antykwariat wystawił falsyfikat sławnej malarki z pierwszej połowy XX wieku. Oczywiście obraz figuruje w ofercie jako autentyk. Sprzedawca zapewnia, że ma ekspertyzę autentyczności. Jest to słaba, nieomal szkolna martwa natura. Wysłałem zdjęcie obrazu czterem znawcom. Ich zdaniem nie jest to autentyk.

Czy można kwestionować autentyczność tylko na podstawie zdjęć z internetu? Tak, jeśli temat obrazu odbiega od autentycznego dorobku, jeśli sposób malowania istotnie różni się od oryginalnej twórczości. W tym wypadku istnieje bogato ilustrowana monografia artystki. Oferowany obraz nie ma w sobie ducha jej malarstwa.

Dlaczego nie piszę szczegółowo w sposób pozwalający na identyfikację sprzedawcy? Ponieważ jutro na biurku miałbym pozwy sądowe o zniesławienie i odebranie korzyści z możliwej transakcji. Przez długie lata w sądzie trwałaby absurdalna wojna na ekspertyzy.

Dzieło Tadeusza Dominika nosi tytuł „Poziomka”.

Foto: Desa Unicum

Rynkiem sztuki rządzą adwokaci. Dziennikarze nie podejmują ryzykownych tematów w poczuciu wysokiego zagrożenia wieloletnim procesem.

Ważna ekspertyza

Jak w tej sytuacji mają się zachować potencjalni nabywcy, skoro nikt ich nie ostrzega przed konkretnym niebezpieczeństwem? Od lat przekonuję w „Parkiecie", że nabywca też odpowiada za jakość transakcji.

Nabywca powinien zachować maksymalną podmiotowość! Jeśli autentyczność budzi uzasadnione wątpliwości, powinien sam zamówić ekspertyzę do interesującego go obrazu. Zdrowy rozsądek podpowiada, że ekspertyza dostarczona przez właściciela obrazu może być niewiarygodna. Właścicielowi nie zależy przecież na wyliczaniu wad towaru, jaki wystawił na sprzedaż w antykwariacie.

A jeśli obraz ma ekspertyzę sprzedającego? To zależy, jakiego sprzedawcy. Jeśli jest to firma zasiedziała na rynku, która dba o wizerunek, to jest wysoce prawdopodobne, że ekspertyza jest rzetelna. Niestety, lawinowo wzrosła liczba nowych firm na rynku sztuki, zwłaszcza działających online. Nierzadko oferują one byle co i byle jak. Wzrosło w związku z tym zagrożenie falsyfikatami.

Gdybym sam znalazł się w podobnej sytuacji, to skorzystałbym z porad firmy Art Konsultant historyka sztuki Adama Konopackiego. Konopacki prowadzi firmę od 30 lat, jako pierwszy zarejestrował działalność gospodarczą w tej dziedzinie. Zdążył zatem zebrać bogate doświadczenia. Wie, z kim ewentualnie przedyskutować nieprzewidziane problemy.

Jest kłopot z wyborem niezależnego eksperta. Na rynku masowo grasują eksperci samozwańcy, o ograniczonej wiedzy. Nie mają ubezpieczenia OC, w razie konfliktu praktycznie za nic nie odpowiadają. Nie rozliczają się też zwykle ze swoich dochodów z urzędem skarbowym.

Państwo, niestety, nie uregulowało zawodu eksperta. Pozostaje on niezdefiniowany w sensie prawnym. Zawód ten wykonuje w Polsce praktycznie każdy, kto chce. Przed niefachowymi ekspertami klient musi bronić się sam! Właśnie brak regulacji prawnych powoduje, że procesy dziennikarzy ujawniających zagrożenia toczą się w nieskończoność. Potrzebny jest porządek prawny.

W innych krajach ekspert rynku sztuki to urzędnik państwowy, to zawód zaufania publicznego, taki jak np. notariusz. U nas o milionowym majątku obywateli jako eksperci decydują często przypadkowe osoby. Państwo u nas nie reguluje zawodu eksperta mimo alarmów ze strony dziennikarzy i prawników.

Oczywiście w pierwszej kolejności sprawdzamy autentyczność samych ekspertyz dołączonych do obrazu, przedwojennych i powojennych. Warto! Zwłaszcza gdy obraz jest drogi.

Oczywiście na ekspertyzie ekspert musi wprost jednoznacznie stwierdzać, że obiekt jest autentyczny. Ekspertyza musi pozwalać na identyfikację ocenianego przedmiotu. Dobrze jeśli na datowanej ekspertyzie wydrukowane jest zdjęcie.

Jak kupujemy używany samochód, to prześwietlamy transakcję na wszystkie strony. Jesteśmy przygotowani, mamy własnego rzeczoznawcę, który rutynowo bada grubość lakieru. Rewidujemy zapewnienia sprzedawcy. Wiemy, że to, co mówi sprzedawca auta, to handlowa retoryka i nic więcej. Taką samą ostrożność opłaca się zachować przy zakupie obrazu. Piękne słowa sprzedawcy powinniśmy gruntownie prześwietlić.

Uwaga na prace konserwatorskie

Jeśli obraz ma kilkadziesiąt lat, to niekiedy warto zastanowić się nad ekspertyzą konserwatorską. Nabywca obrazu powinien wiedzieć, czy obraz był np. konserwowany. Jak głębokie i jak rozległe były ingerencje konserwatora? Dotyczyły tła czy namalowanych postaci, np. ich oczu?

Niefachowa konserwacja może radykalnie zmienić ekspresję dzieła. Wpływa to na jego wartość estetyczną. Niefachowa konserwacja zmniejsza szansę odsprzedaży obrazu.

Ekspertyza z analizą konserwatorską może kosztować od 1 tys. zł do 2 tys. zł lub więcej, w zależności od nakładu pracy. Przede wszystkim przy zakupie obrazu żądamy dokumentów zakupu, pozwalających na identyfikację dzieła i na złożenie ewentualnej reklamacji, gdy dojdziemy do wniosku, że to falsyfikat.

Nabywca drogiego obrazu powinien panować nad zadowoleniem z samego siebie... Klientów na rynku sztuki nierzadko gubi poczucie nieomylności, pycha. Znają się na przykład na wyrobach tekstylnych, odnieśli w tej branży sukces. Automatycznie uważają, że tak samo znają się na malarstwie i mechanizmach rynku sztuki. Pycha zaślepia. Pyszny nabywca staje się łatwym łupem dla nieuczciwego sprzedawcy w każdej branży.

Atrakcyjna oferta

Co ciekawego aktualnie oferuje rynek? 28 września Polswiss Art organizuje wielką aukcję rzeźby (www.polswissart.pl). Licytowana będzie np. rzeźba Wojciecha Fangora z 1948 r. pt. „Księżyc". Odlew (wys. 45,5 cm) pochodzi z 2014 r. Rzeźbę powielono w nakładzie trzech egzemplarzy, oferowane dzieło ma nr 2. Wycena szacunkowa wynosi 120–150 tys. zł.

To cena względnie niska, jak na dzieła Fangora. Jest w ofercie druga rzeźba artysty. Ma ona zdecydowanie wyższą wycenę. Kolorystycznie przypomina modne pulsujące kolorami obrazy Fangora.

Natomiast Agra-Art 30 września zorganizuje aukcję „Sztuka wyobraźni" (www.agraart.pl). Wysoką wyceną wyróżniają się obrazy Zdzisława Beksińskiego, rekordzisty krajowego rynku sztuki. Zdecydowanie tańsze są dzieła Jacka Yerki (wycena szacunkowa 8–20 tys. zł) i Mariana Michalika (15–25 tys. zł).

Z kolei Desa Unicum 30 września wystawi m.in. świetny obraz Tadeusza Dominika. Bardzo często dzieła tego klasyka sztuki są kolorowe, radosne, przez to bardzo poszukiwane (www.desa.pl).

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.