Parkiet TV

Wszechobecne technologie zjadają świat

W Polsce trudno znaleźć inwestorów, którzy powierzają kapitał na siedem lat i spokojnie czekają - - mówi Dariusz Lewandowski, prezes Aria Fund, gość Andrzeja Steca w Parkiet TV.
Foto: parkiet.com

Aria Fund to fundusz growth, inwestujący w spółki technologiczne z Europy Centralnej. To dobry czas na tego typu inwestycje?

Absolutnie tak. Inwestycje w spółki technologiczne w fazie growth to moment, kiedy firmy posiadają już zweryfikowany model biznesowy i technologię. Mają regularne przychody, bazę klientów i potrzebują finansowania na dalszy rozwój.

Warto być inwestorem w funduszu venture capital?

Każdy fundusz ma swoja własna charakterystykę. Modelowo jest to metodyczne podejście, zdywersyfikowany portfel. Jest to efekt pracy wielu osób, które 100 proc. czasu poświęcają inwestycjom w spółki technologiczne. Dziś technologia nas otacza wszędzie. To już mainstream, a nie nisza.

Spółki z tego obszaru w fazie wzrostu mają nieograniczony potencjał wzrostu. Często możemy dokonać transakcji przy bardzo dobrych wycenach. W inwestowaniu we wczesnej fazie istotne jest, aby znać niuanse, odróżniać firmy, które są na etapie bardzo wczesnym od tych na etapie skalowania.

Nie da się inwestować w spółki technologiczne nie będąc codziennie na rynku. Inwestowanie za pomocą funduszu venture jest najlepszym rozwiązaniem. Portfel z definicji jest tu różnorodny.

Na niektórych giełdach spółki technologiczne są wyceniana nawet ponad 100 razy więcej, niż generowany zysk. To nie bańka? Jak pan widzi perspektywy dla firm technologicznych?

Perspektywy są dobre, choć oczywiście spółka spółce nierówna. Trzeba pamiętać skąd bierze się cena. Jeżeli krańcowy przychód zbliża się do krańcowego zysku, to łatwo sobie wyobrazić wyceny o jakich pan wspomniał. 100-krotność zakłada, że spółka dalej będzie rosła i to w szybkim tempie. Firmy technologiczne rosną obecnie nawet kilkukrotnie w rok. W portfelu na przykład mamy spółkę, która w ciągu czterech lat urosła 10-krotnie. Na giełdach światowych mamy jednorożce, które rosną dziesiątki procent.

Ciągle jesteśmy na początku rozwoju technologii. Dywersyfikacja portfela i rozróżnienie spółek o solidnych podstawach wzrostu jest kluczowe. Spółki, które posiadają przewagę konkurencyjną, będą dalej rosnąć.

Zajrzyjmy do państwa portfela. Jakich inwestycji dokonaliście ostatnio?

W lipcu ogłosiliśmy inwestycje w Nethone, która zabezpiecza transakcje online przed oszustwami. Ich najważniejsi klienci to duże firmy e-commerce, instytucje finansowe, dostawcy dóbr cyfrowych. Nanosekundy decydują czy jesteśmy w stanie wyłapać oszusta. Jest to już spółka międzynarodowa, 90 proc. przychodu pochodzi z rynków Europy Zachodniej. Wkrótce będą obecni w Azji i Ameryce Łacińskiej. To przykład biznesu, który startując z Polski jest w stanie budować obecność międzynarodową.

W kwietniu ogłosiliśmy inwestycję w Sundose. Oferują spersonalizowane suplementacje diety. Rozwiązanie oparte jest o sztuczną inteligencję i rozwiązania personalizowane.

Pracujemy nad kolejnymi transakcjami.

Jaki macie horyzont inwestycyjny?

Modelowo to ok. pięciu lat, czyli 3-7 lat to idealny czas życia inwestycji. Na pewno nie krócej. Spółki growth potrzebują czasu, żeby się rozpędzić. Nam się nie opłaca sprzedawać ich za szybko. Gdyby nie ograniczenia, które nakładają inwestorzy, to większość spółek można by trzymać pięć, a nawet 10 lat.

Oczywiście wszystkie spółki technologiczne nie będą rosły w nieskończoność. Większość prawdopodobnie nie przetrwa kolejnych pięciu lat. Przy odpowiedniej selekcji i zarządzaniu inwestycjami w czasie, to warto poczekać 5-7 lat. W żadnej grupie aktywów nie można osiągnąć tak wysokiej, długoterminowej stopy zwrotu. Wynika to z faktu, że przedsiębiorstwa technologiczne operują w świecie, który się zmienia. Technologia dociera coraz dalej. Rozwiązania, które dzisiaj technologicznie są możliwe, prędzej czy później zagoszczą w domach. Nawet te najbardziej niespotykane. Czasami tego nie dostrzegamy.

Rozważacie czy wykluczacie warszawski parkiet jako miejsce wyjścia z inwestycji?

W interesie polskich inwestorów i nas jako narodu, powinno być to, aby wykorzystywać warszawską giełdę jak najszerzej. To się do końca nie dzieje, z wielu przyczyn. Zazwyczaj dostaję pytanie od inwestorów giełdowych o EBITDA. Tymczasem najczęściej firmy technologiczne jej nie mają. To nie ich strategia, szczególnie na początku. Tego typu spółki chcą zdobywać rynek, dopracować technologię, zapewnić sobie silną przewagę konkurencyjną. Dlatego w kolejnych rundach finansowania, poza rynkiem publicznym, zyskują na wartości x razy, nie mając EBITDA, wyniku netta, a są warte ogromne pieniądze. Najlepszym przykładem był Facebook. Wchodząc na giełdę inwestorzy mówili, że przy ówczesnej wycenie to już bańka, że nic z tego nie będzie. Padały pytania, że kto to słyszał, żeby tyle płacić za marketing. Prawda jest taka, że technologia zjada świat. Giełda, która powinna kupować przyszłość, powinna być idealnym odbiorcą już na etapie wzrostu. Na rynkach zagranicznych to się dzieje. Spółki bez dodatnich wyników finansowych z sukcesem plasują ogromne emisje na miliardy euro. Tam rynek jest dużo bardziej dojrzały, są głębsze kieszenie. Nasz inwestor zazwyczaj pyta, kiedy spółka osiągnie zysk. Inwestycje na etapie growth trwają 3-7 lat. Nikt nie chce tyle czekać na giełdzie na wyniki i stabilny cashflow. Co ważne, nie mówimy o wzrośnie liniowym, lecz wykładniczym. Są spółki, które rosną dziesiątki procent rok do roku.

Takie przedsięwzięcia oczywiście niosą ze sobą ryzyko. Jako inwestor odpowiadamy sobie na pytanie, czy to ryzyko warte jest swojej ceny. Mamy specjalistów z branży VC i growth, którzy uważają, że tak. Inwestor giełdowy inaczej ocenia ryzyko. W Polsce trudno znaleźć inwestorów, którzy powierzają kapitał na siedem lat i spokojnie czekają. To wymaga bardzo dużej edukacji. Nie ma możliwości osiągnięcia ponadprzeciętnych wyników, nie zostawiając kapitału na dłużej. Na rynkach zagranicznych to nie jest nic nadzwyczajnego.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.