Parkiet PLUS

Hollywood też kocha futbol

Biznes i sport › Arabscy szejkowie, rosyjscy oligarchowie i amerykańscy inwestorzy wspierający kluby piłkarskie to już stały element sportowego krajobrazu. Gwiazdy show-biznesu nie chcą być gorsze.
Dwaj aktorzy, Rob McElhenney i Ryan Reynolds, grający w amerykańskich filmach, chcą przywrócić blask jednemu z najstarszych klubów świata Wrexham. Czy im się udał?
Shutterstock

Ta historia mogłaby posłużyć za scenariusz filmowy. Dwaj aktorzy grający w amerykańskich produkcjach lądują w Walii i pragną przywrócić blask jednemu z najstarszych klubów świata. Tyle że to nie fikcja, lecz rzeczywistość.

Ci aktorzy to Ryan Reynold s i Rob McElhenney. Pierwszego przedstawiać chyba nie trzeba. Nawet jeśli ktoś nie kojarzy go z nazwiska, twarz powinna wydać mu się znajoma. Był tytułowym „Wiecznym studentem" w komedii dla młodzieży, partnerował Sandrze Bullock w „Narzeczonym mimo woli", grał lekkoduchów i agentów, ratował świat i szukał zemsty w kasowych adaptacjach komiksów. Na filmach zarobił ponad 100 mln dolarów.

McElhenney tak bogatej filmografii koledze może pozazdrościć. Amerykanin w CV ma wprawdzie seriale „Gra o tron", „Fargo", „Zagubieni" czy „Ostry dyżur", ale były to tylko gościnne występy. Od 2005 roku gra jedną z głównych ról w serialu komediowym „U nas w Filadelfii" (jest też jego reżyserem i scenarzystą), opowiadającym o perypetiach czwórki przyjaciół prowadzących irlandzki bar w tym amerykańskim mieście. Teraz zamarzyło mu się kupno do spółki z Reynoldsem klubu.

2 miliony funtów na stole

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby chodziło o lokal rozrywkowy, a nie drużynę piłkarską – w dodatku amatorski, grający w piątej lidze angielskiej Wrexham. – To trzeci najstarszy klub na świecie i nie widzimy powodu, dla którego nie mógłby stać się globalną marką. Chcemy, by był potęgą – zapowiada Reynolds, inwestujący już w bardziej znane Swansea, w którym przez cztery lata bronił Łukasz Fabiański.

Ale Swansea grało w Premier League, a Wrexham w 2008 roku znalazł się na marginesie profesjonalnego futbolu. Tradycje ma jednak bogate. Powstał w 1864 roku – starsze są tylko Sheffield FC (1857) i Notts County (1862). W latach 1972–1996, dzięki triumfom w Pucharze Walii, osiem razy występował w nieistniejącym już Pucharze Zdobywców Pucharów. W sezonie 1975/1976 awansował nawet do ćwierćfinału, eliminując po drodze Stal Rzeszów i przegrywając z późniejszym triumfatorem Anderlechtem Bruksela.

Od 2011 roku Wrexham jest własnością kibiców i to oni zagłosują, czy przekazać go w ręce aktorskiego duetu. Zielone światło do rozmów już dali, negocjacje są podobno zaawansowane. Ostateczna decyzja ma zapaść w przyszłym tygodniu. Reynolds i McElhenney zapowiedzieli już, że jeśli transakcja dojdzie do skutku, nakręcą o tym film dokumentalny.

Plany mają bardzo ambitne. Przedstawili je sympatykom klubu podczas wideospotkania. Celem jest powrót do zawodowej rywalizacji i poprawienie frekwencji na stadionie Racecourse Ground, uznawanym za najstarszy futbolowy obiekt na świecie, na którym nadal odbywają się międzynarodowe mecze. Zainwestować chcą nawet 2 mln funtów w rozwój zespołu i całej infrastruktury.

Wypić drinka z kibicami

– Mam wizję, która pozwoli przyciągnąć kibiców na stadion. Widziałem na filmach, jak był wypełniony w 1977 roku. Chcemy, by znów tak było – podkreśla McElhenney, a Reynolds obiecuje, że będą się pojawiać na trybunach tak często, jak to możliwe. – Chcemy napić się z wami drinka i być świetnymi ambasadorami klubu – dodaje.

Serca kibiców zdobyli także deklaracją, że pod ich rządami Wrexham będzie zawsze wygrywał z odwiecznym rywalem – Chester. Ale jak zwykle w takich sytuacjach pojawiają się obawy, czy ta zabawa szybko się gwiazdorom nie znudzi i po pewnym czasie nie zostawią klubu na lodzie albo nie przeniosą go do innego miasta. – Traktujemy to przedsięwzięcie bardzo poważnie. Dlaczego Wrexham? Bo to uśpiony gigant – przekonuje Reynolds.

W wyborze klubu pomogła im amerykańska firma Inner Circle Sports – ta sama, która pośredniczyła w przejęciu Liverpoolu przez Fenway Sports Group. – Nasi ludzie prowadzili poszukiwania w całej Europie Zachodniej. Chcieliśmy społeczności, z którą moglibyśmy się identyfikować – tłumaczy McElhenney. Czy odniosą taki sukces jak Elton John?

Gladiator na boisku

Słynny wokalista i kompozytor przez ponad ćwierć wieku był prezesem Watford, przez większość tego czasu również właścicielem klubu. Chciał wyprowadzić go z czwartej do pierwszej ligi angielskiej i udało mu się to jeszcze przed powstaniem Premier League. W 1983 roku drużyna zdobyła wicemistrzostwo, ulegając tylko Liverpoolowi. Awansowała też do finału Pucharu Anglii (1984). Muzyk ustąpił ze stanowiska w 2002 roku, ale nadal pełni funkcję honorową. Jego imieniem nazwano trybunę na stadionie. – To jeden z najwspanialszych dni w moim życiu – nie krył wzruszenia podczas uroczystości.

W 2006 roku gwiazdor Hollywood Russell Crowe kupił, do spółki z biznesmenem Peterem Holmesem a Courtem, podupadający klub rugby South Sydney Rabbitohs. Ale jak to często w interesach bywa, panowie się poróżnili i wkrótce ich drogi się rozeszły. Urodzony w Nowej Zelandii aktor i reżyser z inwestycji nie zrezygnował, świętował z zespołem mistrzostwo, a parę lat temu zrobiło się głośno o jego planach przejęcia Leeds. Do transakcji nie doszło, ale filmowy „Gladiator" wciąż kibicuje drużynie, która największe triumfy święciła w jego dzieciństwie. Został także narratorem sześcioodcinkowego dokumentu „Take us home: Leeds United", wyprodukowanego przez Amazona i opowiadającego o jednym sezonie (2018/2019) z życia klubu, który po kilkunastu latach tułaczki po peryferiach znów gra na angielskich salonach.

Big Brother w szatni

Premier League przyciąga gwiazdy show-biznesu. Tom Hanks kibicuje Aston Villi, Sylvester Stallone – Evertonowi, a reżyser Spike Lee – Arsenalowi.

W lutym madrycki dziennik „AS" pisał, że George Clooney w imieniu dużej spółki prowadził rozmowy w sprawie przejęcia Malagi. Klub, który wraz z przyjściem szejków miał się stać europejską potęgą, popadł w tarapaty finansowe i spadł do drugiej ligi hiszpańskiej, a katarscy sponsorzy byliby chętni sprzedać swoje udziały. Problem w tym, że zażyczyli sobie 100 mln euro.

Grupa producentów filmowych, których reprezentuje Clooney, chciała podobno stworzyć reality show z udziałem piłkarzy i trenerów. Byliby obserwowani przez 24 godziny na dobę. Wybuchła jednak pandemia i temat przycichł.

Futbolowy „Big Brother" być może byłby telewizyjnym hitem, ale prowadzenie klubu to żmudna, codzienna praca, o czym zdążyli się już przekonać szejkowie. Pieniądze to za mało, by odnieść sportowy sukces.

Powiązane artykuły

© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.