REKLAMA
REKLAMA

Parkiet PLUS

Po tak długim i wąskim trendzie bocznym pora na silny ruch

Inwestycje › Od kilkunastu miesięcy giełda tkwi w trendzie bocznym (konsolidacji), który zgodnie z tradycją powinien zapowiadać mocny i szybki ruch. Pokazujemy kontekst historyczny, zastanawiamy się nad czynnikami przemawiającymi za tym, w którym kierunku podąży oczekiwany ruch oraz do jakich poziomów docelowych może w efekcie dotrzeć WIG.
Foto: Fotorzepa, Grzegorz Psujek

Baczni obserwatorzy sytuacji na warszawskiej giełdzie mogą łatwo zauważyć, że WIG mimo trwającej huśtawki nastrojów jest ciągle mniej więcej na tych samych poziomach co jeszcze wiosną 2018 r. Oznacza to, że już od kilkunastu miesięcy tkwi w tzw. konsolidacji czy też trendzie bocznym (horyzontalnym).

Precyzyjne stwierdzenie, kiedy dokładnie ów trend boczny się rozpoczął, jest kwestią problematyczną i w pewnym stopniu o charakterze głównie akademickim (może należy liczyć już od wspomnianej wiosny 2018 r., a może dopiero od dołka z października ub.r.?). Jedno jest pewne – mamy do czynienia z jednym z najdłuższych w historii GPW trendów bocznych.

A do tego jednym z... „najwęższych". Jeśli zmierzyć dystans pomiędzy dołkiem sprzed roku (dolna granica omawianej konsolidacji – ok. 54 tys. pkt) a serią szczytów (górna granica – ok. 62 tys. pkt), to jest to ok. 8000 pkt. Środek trendu bocznego wypada zatem na poziomie ok. 58 tys. pkt (WIG ostatnio był tam raptem niespełna miesiąc temu). Licząc od tego średniego pułapu, WIG porusza się w zakresie niecałych 7 proc. w górę lub w dół.

Warto to wszystko skonfrontować z historycznym kontekstem. Nasz przegląd pokazuje, że z tak długotrwałymi i wąskimi konsolidacjami inwestorzy w zasadzie nie mieli w ogóle do czynienia przed 2012 r. Owszem, trendy boczne się zdarzały i potrafiły utrzymywać się przez wiele miesięcy, ale miewały o wiele większy zasięg. Klasyczna tendencja horyzontalna widoczna była np. od jesieni 2001 r. do wiosny 2003 r., tyle że w najszerszym punkcie obejmowała... 40 proc. (od dołka do szczytu).

Tamte czasy to jednak najwyraźniej zamierzchła przeszłość. Szczególnie po 2011 r. rzeczywistość na GPW wygląda już zgoła odmiennie. Wąskie trendy boczne takie jak ten obecny zaczęły się stawać normą. Swoistym pierwowzorem, który niejako jest od tej pory „kopiowany", była stagnacja, jaką WIG przeżył w okresie od pamiętnego krachu w sierpniu 2011 r. do sierpnia 2012 r. Tamten trend boczny – podobnie jak obecny – miał klasyczny kształt „prostokąta". Nieco mniej regularną formę, ale zbliżony zakres oraz czas trwania, miały tendencje horyzontalne w latach 2014–2015 oraz w 2016 r.

Ich cechą wspólną było to, że stanowiły okres przejściowy pomiędzy silnymi ruchami WIG. Zasada była taka, że jeśli trend boczny pojawiał się po mocnej przecenie, to zapowiadał... hossę (tak było dwa razy), jeśli zaś pojawił się po fali hossy, to zapowiadał... przecenę (jeden raz). Gdyby ufać tej prostej regule, należałoby założyć, że skoro obecna tendencja horyzontalna pojawiła się po fali spadkowej, to powinna zapowiadać mocny ruch w górę.

Oczywiście pojawia się pytanie, czy tej „regule" należy bezgranicznie ufać. Być może rozsądniej jest zastanowić się nad dwiema kwestiami: (a) jaki byłby poziom docelowy ruchu w przypadku tzw. wybicia górą albo dołem, (b) jakie argumenty/czynniki sprzyjają tym alternatywnym scenariuszom?

Jeśli posłużyć się prostym schematem, to można założyć, że po zakończeniu trendu bocznego WIG powinien wykonać (zapewne w dość szybkim tempie) ruch o zasięgu równym co najmniej szerokości tego trendu. W scenariuszu optymistycznym indeks powinien według tej kalkulacji dotrzeć docelowo przynajmniej do ok. 70 tys. pkt, czyli ze sporą nawiązką pokonać szczyty z lat 2018 i 2007 i ustanowić nowe rekordy wszech czasów. W scenariuszu pesymistycznym po wybiciu dołem WIG mógłby dotrzeć docelowo do ok. 46 tys. pkt – na tym pułapie był ostatnio ponad trzy lata temu.

W ramce opisujemy czynniki, które sprzyjają alternatywnym scenariuszom (jeśli chodzi o osobiste zdanie autora, to większe – choć niekoniecznie bardzo wysokie – prawdopodobieństwo przypisuje on wariantowi pozytywnemu). Dla ortodoksyjnych zwolenników analizy technicznej te rozważania nie mają zapewne kluczowego znaczenia, bo zakładają, że rynek „dyskontuje wszystko" i lepiej po prostu czekać na sygnały wybicia w którymkolwiek kierunku. Ale i to podejście nie jest pozbawione wad – przykładowo w 2015 r. wydawało się, że WIG wybija się górą z trendu bocznego, a tymczasem był to klasyczny fałszywy sygnał i ostatecznie do wybicia doszło, ale... dołem.

KONKLUZJE:

¶ Ostatnich kilkanaście miesięcy to huśtawka nastrojów na GPW, w języku analityków technicznych zwana trendem bocznym (horyzontalnym).

¶ Z podobnymi trendami mieliśmy do czynienia już trzykrotnie w ciągu ostatnich ośmiu lat.

¶ Każdy z nich zapowiadał mocny ruch WIG.

¶ Jeśli trend boczny następował po przecenie (tak jak obecny), to zapowiadał falę hossy; jeśli po zwyżce – zapowiadał przecenę.

¶ Argumentów za każdym ze scenariuszy nie brakuje.

¶ Szacujemy, że w przypadku wybicia górą WIG powinien docelowo dotrzeć przynajmniej w okolicę 70 tys. pkt; w przypadku wybicia dołem poziom docelowy to z kolei 46 tys. pkt.

Co przemawia za scenariuszem pozytywnym (WIG 70 000 pkt)?

¶ Na rynkach panuje strach przed recesją i bessą (np. według globalnego sondażu BofA/ML), a to paradoksalnie dobre warunki do... poprawy nastrojów;

¶ Wyceny na GPW są relatywnie niskie, a wg niektórych miar nawet bardzo niskie;

¶ Zakończenie wojen handlowych byłoby dobrym znakiem, zdejmującym ciężar z rynków wschodzących, do których w praktyce ciągle zalicza się GPW;

¶ W pozytywny scenariusz wpisywałby się idealnie tzw. cykl Kitchina.

A co za negatywnym (WIG 46 000 pkt)?

¶ Jeśli zgodnie z sygnałami takimi jak odwrócona krzywa rentowności obligacji w USA globalna gospodarka zmierza ku rychłej recesji/kryzysowi, to WIG nie ustrzeże się przed kolejnymi wstrząsami;

¶ Z GPW systematycznie od miesięcy ucieka kapitał – zarówno krajowy (fundusze inwestycyjne, OFE), jak i zagraniczny;

¶ Wiele największych spółek na GPW obarczonych jest ryzykiem politycznym.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA