Okiem eksperta

Kolejny rekord pesymizmu krajowych inwestorów

Amerykańska oferta wznowienia negocjacji handlowych z władzami Chin przełożyła się na czwartkowe odbicie cen akcji w górę.

Wojciech Białek analityk finansowy

Foto: Archiwum

Stawką są cła na chińskie towary o wartości 200 miliardów dolarów. Czwartkowe generalne umocnienie walut innych niż dolar (w tym złotego) potwierdziło spadek napięcia związanego z obawami przed eskalacją wojny handlowej toczonej przez USA. Najbardziej pozytywnie na tę wiadomość zareagował w czwartek Hang Seng, rosnąc 2,5 proc. Wcześniej indeks ten spadł do najniższego poziomu od roku. Shanghai Composite Index odbił się w górę z poziomu dołka z początku 2016 roku, a Shanghai B-Share Index od minimum z lata 2015 roku. Te poziomy wsparcia na wykresach obu chińskich indeksów można uznać za ostatnie linie obrony „byków". Ich ewentualne przełamanie byłoby zapowiedzią poważniejszych kryzysowych zjawisk w chińskiej gospodarce.

Pojawiły się spekulacje, że ta pojednawcza oferta ze strony administracji USA ma związek ze zbliżającym się terminem listopadowych wyborów do tamtejszego Kongresu. Listopad jest o tyle ciekawym terminem, że wypada dziesięć miesięcy po styczniowym szczycie cen akcji, co pasuje do 40-tygodniowej cykliczności. Innymi słowy byłby to dobry termin na kolejne ważne maksimum cen akcji (szczyt domniemanej wzrostowej fali B korekty rozpoczętej w styczniu cyklicznej bessy). Jeśli zakładać, że rzeczywiście władze USA wolałyby uniknąć jakiegoś kryzysu na rynkach w przedwyborczym okresie, to argument ten straci ważność w listopadzie, gdy wybory się już odbędą i można będzie wtedy oczekiwać powrotu agresywnego stanowiska władz USA w odniesieniu do kwestii handlowych. Zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami Fed podniesie stopy we wrześniu i grudniu (do przedziału 2,25–2,5 proc.). Różnica pomiędzy rentownością 10-letnich (2,95 proc.) i 2-letnich obligacji (2,74) rządu USA wynosi obecnie 0,21 pkt proc. Można sądzić, że dwie kolejne podwyżki stóp o łącznie pół punktu procentowego mogą spowodować pojawienie się – choćby przejściowej – inwersji krzywej rentowności, co mogłoby stać się pretekstem do wyprzedaży na rynku akcji.

Tydzień temu poznaliśmy najnowszy zestaw danych z rynku pracy w USA. Wzrost zatrudnienia (+201 tysięcy) oraz wysokości stopy bezrobocia (3,9 proc.) były typowe dla ostatniego okresu i potwierdzały dobrą kondycję gospodarki USA. Uwagę zwracało natomiast zachowanie trzeciego głównego elementu piątkowego raportu, czyli wzrost rocznej zmiany stawki godzinowej płacy do najwyższego poziomu od ponad dziewięciu lat (2,92 proc.). To potwierdzenie narastania presji inflacyjnej w gospodarce USA. Równocześnie jednak to ciągle znacznie niższy poziom dynamiki płac niż ten, który ostrzegał przed Wielką Recesją z lat 2007–2009 (+3,6 proc. w szczycie z czerwca 2007).

Na krajowym podwórku warto zwrócić uwagę na nowy rekord pesymizmu krajowych inwestorów indywidualnych. W czwartek saldo INI SII spadło do -43 pkt proc. Poprzedni rekord ujemnego sentymentu (-42 pkt proc.) padł 28 czerwca br. i bezpośrednio poprzedził 300-punktowe odbicie WIG20 w górę. Również wcześniejsze rekordy pesymizmu – w listopadzie 2017 oraz w czerwcu 2016 – poprzedzały przynajmniej kilkutygodniowe odbicia cen akcji w górę. ¶

Wojciech Białek analityk finansowy


Wideo komentarz