REKLAMA
REKLAMA

Okiem eksperta

Cuda na Wall Street

Rosnący w zupełnie nieprawdopodobnym stylu amerykański indeks S&P 500 odrobił praktycznie całość strat poniesionych w grudniu, docierając do potencjalnej strefy oporu wyznaczonej przez lokalne szczyty połowy października, listopada i początku grudnia (2790–2814 pkt).
Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski

Na tym samym mniej więcej poziomie znajdują się też lokalne szczyty indeksu z lutego, marca i czerwca (2780–2787 pkt). Oznacza to, że wartość S&P 500 jest obecnie na tym samym mniej więcej poziomie co rok temu. Co ciekawe, polski WIG20 dotarł do poziomów z lutego ub.r. już prawie miesiąc temu i od tamtej pory czekał, aż S&P do niego „doszlusuje".

W ciągu minionych 38 sesji S&P 500 wzrósł o ponad 18 proc. To całkowicie szokujący rezultat nie tyle nawet ze względu na skalę wzrostu, co na fakt, że od lat 70. tego typu rajdy zwykle sygnalizowały wyjście amerykańskiej gospodarki z recesji. Ponad 18-proc. 38-sesyjnych wzrostów S&P 500 było w tym czasie siedem (obecny jest ósmy) i pięć z nich pojawiało się przy przełamywaniu recesji (sygnały z lutego 1975, października 1982, marca 1991, listopada 2001 oraz kwietnia 2009). Dwa pozostałe sygnały – listopad 1998 oraz listopad 2002 – sygnalizowały początek nowej hossy po zakończeniu kryzysu (rosyjskiego w pierwszym przypadku, w sektorze IT/telekomunikacyjnym w przypadku drugim). Tylko jeden z tych siedmiu przypadków – listopad 2001 – nie był doskonałą okazją do przynajmniej średnioterminowych zakupów amerykańskich akcji. Tymczasem ostatnie znane dane na temat tempa wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych za III kw. pokazywały najwyższą od ponad trzech lat 3-proc. dynamikę po najdłuższej w historii sekwencji dziewięciu kolejnych kwartałów przyspieszającego rocznego tempa wzrostu PKB. Z pewnością więc nie można obecnie mówić o wyjściu z recesji. Co więcej, za trzy miesiące gospodarka USA wyrówna swój rekord długości ożywienia gospodarczego, ustanowiony w okresie marzec 1991 – marzec 2001 (120 miesięcy), więc historia sugeruje, by zastanawiać się raczej nad terminem końca trwającego ożywienia niż nad początkiem nowego. Także kształt krzywej rentowności – bardzo płaskiej – również raczej sugeruje spadek tempa wzrostu gospodarczego w USA w ciągu najbliższego roku. Oparty na różnicy rentowności 10-latek i stopie trzymiesięcznych bonów skarbowych wskaźnik prawdopodobieństwa recesji gospodarczej w USA za 12 miesięcy, publikowany przez nowojorski oddział Fedu, osiągnął w styczniu najwyższy od lat 2007–2008 poziom 23,6 proc. Od lat 60. taki poziom tego wskaźnika siedem na dziesięć razy poprawnie przepowiadał recesję gospodarczą. Cały czas również trwa prowadzona przez Fed operacja „quantitative easing", a skala dotychczasowej redukcji portfela obligacji Rezerwy Federalnej dorównuje jedynie tej obserwowanej w maju 2008 r. (na cztery miesiące przed upadkiem Lehman Brothers). W tym kontekście zachowanie rynku akcji w okresie od świąt Bożego Narodzenia należy uznać za jedną wielką zagadkę. ¶

Wojciech Białek analityk finansowy


Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA