Kryptowaluty

Dawid Muszyński o upadku giełdy kryptowalutowej Bitmarket

Dawid Muszyński, założyciel serwisów flyingatom.com i bithub.pl był gościem Piotra Zająca we wtorkowym programie Parkiet TV. Tematem rozmowy był upadek giełdy kryptowalutowej Bitmarket.

Dawid Muszyński, założyciel serwisów flyingatom.com i bithub.pl

Foto: parkiet.com

Powiedzmy sobie na początek z jakiej skali problemem mamy do czynienia? Ilu było klientów giełdy i jakie kwoty stracili?

Z moich wstępnych szacunków wynika, że jest od 2000 do 10 000 poszkodowanych, a łączne straty sięgają od 100 do 150 mln zł.

Czyli dużo. Pomimo faktu, że na mapie globalnej to nie była znacząca giełda.

Moim zdaniem to są bardzo duże straty. Mówimy o kwotach stanowiących mnie więcej 14-20 proc. środków zdefraudowanych w Amber Gold.

Okazuje się, że sygnały ostrzegawcze, mówiące, że z Bitmarketem dzieje się coś niepokojącego, pojawiały się już wcześniej. Czy to prawda?

Może warto przytoczyć pewną chronologię zdarzeń. Dodam, że my jako kantor FlyingAtom korzystaliśmy z usług tej platformy od początku jej funkcjonowania, czyli od czterech lat. I teraz tak - w grudniu 2018 r. odnotowaliśmy, że wypłaty realizowane są wolniej, tzn. zamiast 1-2 dnia trwało to od 3 do 4 dni. W styczniu 2019 r. zdarzyła się natomiast sytuacja, że na przelew czekaliśmy około 20 dni. Od tego czasu już żadnych środków nie trzymaliśmy na Bitmarkecie. W marcu tego roku doszło natomiast do takiej sytuacji, że jeden z klientów tej platformy nie mógł wypłacić 110 bitcoinów. W kwietniu spotkał się z Marcinem Aszkiełowiczem (szef Bitmarketu, red.), który prosi o pożyczkę w kryptowalucie. Później mamy początek czerwca i informację na jednym z forów, że giełda ma problemy. Miesiąc później, 8 lipca, IQ Partners wydaje oficjalny komunikat o ryzyku zamknięcia giełdy, a kilka minut po północy 9 lipca, na stronie Bitmarketu pojawia się informacja o zakończeniu działalności z powodu utraty płynności. Pod koniec ubiegłego tygodnia natomiast oficjalny głos w sprawie zabiera Aszkiełowicz, który pisze m. in., że jest przekonany o swojej uczciwości i dobrej woli i że będzie jej bronił w trakcie postępowania sądowego.

Pytanie tylko, czy te problemy było faktycznie łatwo zidentyfikować i odpowiednio na nie zareagować?

Myślę, że każdy kto śledzi polskie forum bitcoina, ten widział informacje i ostrzeżenia bardziej doświadczonych użytkowników, które pojawiały się od początku czerwca. To mnie więcej podobna sprawa jak z Bitcurexem, czyli inną giełdą, która upadła i pozostawiła klientów na lodzie.

Szkopuł w tym, że gdyby dużo ludzi nagle zaczęło wycofywać środki z Bitmarketu, to pewnie padł by on znacznie szybciej niż to się ostatecznie stało i mało komu udałoby się przeprowadzić wypłatę.

Wspomniany przez ciebie komunikat Aszkiełowicza zawiera tłumaczenie, według którego problemy giełdy ciągnęły się od dawna, a ich przyczyną było złe zarządzanie firmą w pierwszych dwóch latach jej funkcjonowania. On tylko próbował cały czas naprawić sytuację, ale po prostu mu się nie udało. Co ty na to?

Dla mnie to nie ma sensu. Skoro giełda miała takie problemy, to powinna to była ogłosić, a nie ukrywać. Tymczasem szefostwo giełdy podejmowało dziwne decyzje, jak np. ta dotycząca informacji o rzekomym ataku hakerskim i prośby o zmianę loginów i haseł. Ja odczytuje to, jako próby motania całej sytuacji. Ponadto kwietniowa prośba o pożyczkę od jednego z klientów, też jest dla mnie bardzo dziwna. Dlatego nie do końca wierzę w prawdziwość tego komunikatu.

To zapytam wprost – myślisz, że upadek giełdy to zwykłe oszustwo i ktoś zdefraudował środki klientów?

Nie wiem i nie mogę tego nazwać w ten sposób. Cała sytuacja wygląda jednak podejrzanie, jest w niej wiele niespójnych wątków i myślę, że media powinny się tym bardziej zainteresować i drążyć temat. W przypadku giełdy Bitcurex minęło już dwa lata od jej upadku i do dziś osoby, które stały za tą platformą nie poniosły żadnych konsekwencji. I obawiam się, że w przypadku Bitmarketu historia się powtórzy.

Ostatnio był w naszym studiu Krzysztof Bielecki, autor książki „ABC blockchaina" i mówił o tym, że bitcoin się ucywilizował. Sprawa, o której rozmawiamy pokazuje jednak, że środowisko kryptowalutowe to wciąż „Dziki zachód"...

To co się stało, to nie jest wina bitcoina. Tak jak odpowiedzialnością za aferę z GetBackiem nie obarczamy złotego czy obligacji. Moim zdaniem głównym winowajcom pozostaje wciąż człowiek. Często bywa tak, że zmieniają się ludzie kierujący jakimś podmiotem i nagle zaczyna on zupełnie inaczej funkcjonować, wbrew renomie i marce, którą sobie wcześniej wypracował.

W całej sprawie przewija się wątek IQ Partners, giełdowego funduszu, który w zeszłym roku kupił firmę zarządzającą Bitmarketem. Spółka utrzymuje jednak, że samo przejęcie platformy było dopiero w toku i tak naprawdę była ona właścicielem samej domeny Bitmarket.pl. Co o tym sądzisz?

Dla mnie komunikaty z zeszłego roku mówiły jasno, że IQ Partners przejmuje Bitmarket. Oczywiście nie znam się dokładnie na tych umowach, nie mam do nich wglądu, ale obecne tłumaczenia są w moim odczuciu bardzo dziwne. Na spotkaniu z poszkodowanymi, organizowanym przez Fundację TJS, rozmawialiśmy telefonicznie z wiceprezesem spółki - Wojciechem Przyłęckim, i miałem takie wrażenie, że niewiele wiedział o platformie, którą przejmował. Gdybym kupował stodołę to zrobiłbym większy research, a co dopiero giełdę...

Ale komentowania sprawy i kontaktowania się z poszkodowanymi nie unika.

Niby nie. Ale jest już po złożeniu zeznań w prokuraturze, więc zawsze może się zasłaniać, że nie może czegoś powiedzieć, bo jest to coś istotnego dla całego śledztwa. Poza tym nie padły tam żadne trudne pytania do niego. W ostatniej chwili dowiedziałem się, że połączy się z nami telefonicznie.

TJS próbuje wesprzeć poszkodowanych?

Fundacja chce stworzyć przestrzeń do spotkań i dyskusji o całym temacie. Mają na głowie trzy inne sprawy, w których dochodziło do oszustw, więc nie mogą całej uwagi skierować tutaj. Udało się spotkać w ubiegłym tygodniu i w tym szykuje się kolejne spotkanie. Szkoda, że nikt bardziej nie przygotował się do tej rozmowy z wiceprezesem IQ Partners.

A udało się wypracować jakieś pomysły, które pomogą poszkodowanym? W końcu było tam obecnych sporo przedstawicieli środowiska, od prawników do szefów kantorów.

Jeśli chodzi o odzyskanie pieniędzy, to wątpię by cokolwiek w tej spawie udało się zdziałać. Dla całego środowiska dobrze by było, gdyby osoby odpowiedzialno za upadek Bitmarketu poniosły prawne konsekwencje.

Jaką lekcję daje ta sytuacja całemu środowisku i inwestorom?

Okazuje się, że branża wciąż jest słaba i nie potrafi we własnym zakresie wypracować pewnych zasad funkcjonowania, które zmniejszałyby ryzyko wystąpienia takich sytuacji. A myślę, że jest możliwość by wspólnie się zorganizować i spróbować pewne regulacje opracować.

Z perspektywy inwestora najważniejsza nauczka jest taka, że środki na giełdzie kryptowalut należy trzymać przez możliwie najkrótszy czas. Najlepiej przesyłać je na własne portfele, na przykład sprzętowe, które uchodzą za jedne z bardziej bezpiecznych.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.