REKLAMA
REKLAMA

Inwestycje

Marek Rogalski, DM BOŚ: Fed będzie ostrożnie obniżał stopy procentowe

#PROSTOzPARKIETU. Marek Rogalski: globalne spowolnienie gospodarcze wciąż jest zagrożeniem

Gościem Przemysława Tychmanowicza w Parkiet TV był Marek Rogalski, analityk walutowy w DM BOŚ.

Foto: parkiet.com

W piątek ukazały się dane z amerykańskiego rynku pracy, które wprowadziły sporo zamieszania. Przed publikacją rynek oczekiwał, że w lipcu Rezerwa Federalna obniży stopy procentowe o 50 pkt bazowych. To chyba się jednak mocno zmieniło?

Marek Rogalski: Mam wrażenie, że wcześniej mieliśmy do czynienia z „przerysowaniem" rynkowym. Były trochę dziwne nadzieje na to, że Rezerwa Federalna będzie mocno cięła stopy procentowe. Bank centralny zawsze jednak stara się wykonywać wyważone ruchy, chyba że faktycznie sytuacja jest na tyle poważna, iż wymaga drastycznych działań. Teraz nie jesteśmy jednak na tym etapie, chociaż oczywiście istnieje też niepewność odnośnie do wzrostu gospodarczego. To może skłaniać Rezerwę Federalną do tego, aby wykonać ruch asekurujący w postaci obniżki stóp. Jeśli chodzi o skalę możliwej obniżki, to opcja zakładająca cięcie o 50 pkt zniknęła właściwie już po szczycie G20, gdy okazało się, że jest jakieś niby-porozumienie w sprawie wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Rynki przyjęły założenie, że na razie nie będzie dalszej eskalacji konfliktu i w takim układzie, jeżeli dojdzie do obniżki stóp, to cięcie o 25 pkt wydaje się właściwe.

Jeśli mówimy o piątkowych danych z rynku pracy, to moim zdaniem one ostatecznie przekreślają szansę na głębszy ruch Rezerwy Federalnej. Stawiają też pod znakiem zapytania to, czy lipcowa obniżka będzie jednorazowym ruchem, czy będzie to początek cyklu. Rezerwa Federalna może pod presją rynku obniżyć stopy, ale jednocześnie może dać znać, że będzie obserwowała dalszy rozwój wydarzeń. Natomiast fakt, że dolar umacniał się nie tylko w piątek, ale też w poniedziałek i wtorek, to dowód na to, że działają też inne czynniki.

Inne, czyli jakie?

Mam tu na myśli przede wszystkim obawy dotyczące spowolnienia globalnej gospodarki i tego, jaki będzie to miało wpływ na decyzje innych banków centralnych. Wciąż mamy chociażby zamieszanie wokół brexitu i funta, który tanieje praktycznie od dwóch tygodni. Niewykluczone bowiem, że Wielka Brytania będzie potrzebowała cięcia stóp. Z kolei w strefie euro jest pytanie o potencjalne ruchy Europejskiego Banku Centralnego. W lipcu raczej nie należy się spodziewać cięcia stóp, natomiast widać, że EBC będzie szedł w stronę łagodniejszej polityki. Nowa szefowa EBC, która stanie na czele banku centralnego w październiku, bardziej postrzegana jest jako polityk niż ekonomista, więc może być bardziej podatna na sugestie swoich doradców. Problemy rynków lokalnych również więc mają znaczenie i powodują, że dolar na tym tle prezentuje się całkiem nieźle.

Poruszył pan wątek tego, czy lipcowa obniżka może być początkiem cyklu. Czy nie zdecydują o tym kolejne doniesienia w sprawie wojny handlowej?

Faktycznie, wątek wojny handlowej jest jednym z głównych czynników i ma wpływ na to, jak rynek postrzega dalsze ruchy Rezerwy Federalnej. Z obniżki pod koniec lipca bankowi centralnemu trudno będzie się już wycofać. Do niej więc dojdzie. Nie jestem jednak przekonany, że będzie to początek cyklu obniżek. Uważam, że banki centralne nie powinny się spieszyć. Powinny bowiem zachować amunicję na potem, bo to właśnie później mogą się pojawić prawdziwe problemy w gospodarce. Spodziewałbym się więc raczej ostrożnych obniżek. Pytanie, czy w takiej sytuacji dolar faktycznie będzie tracił na wartości. W tym kontekście warto bowiem też zwrócić uwagę na sytuację, z jaką mamy do czynienia na rynkach akcji. Moim zdaniem dopiero teraz zaczynają one odczuwać eskalację wojny handlowej z maja, chociaż oczywiście teraz ten temat został zamrożony.

To zamrożenie pozwoliło jednak, aby amerykański indeks S&P 500 zbliżył się do 3000 pkt.

Pytanie, czy mieliśmy do czynienia z ruchem fałszywym czy prawdziwym. Patrząc na to, co się dzieje w tym tygodniu, mam wrażenie, że mieliśmy do czynienia z fałszywym ruchem. Było wybicie, nowy rekord, a teraz rynek się cofa, bo zaczyna dostrzegać ryzyka. Inwestorzy zaczynają się bać tego, że spowolnienie gospodarcze zacznie się odbijać na wynikach spółek. Jeśli rynki akcji wejdą w głębszą korektę, to historycznie dolar w takim układzie będzie raczej zyskiwał na wartości.

W przypadku Stanów Zjednoczonych jest jeszcze jeden ciekawy wątek, czyli niechęć prezydenta Trumpa do szefa Rezerwy Federalnej. Czy to jest jakiś czynnik ryzyka? W teorii bank centralny jest niezależny.

Ostatni przypadek z Turcji, gdzie odwołany został szef banku centralnego, oczywiście pokazuje, że na rynku wszystko jest możliwe. Jednak Stany Zjednoczone to nie Turcja. Natomiast to, co robi Trump, to pokazywanie swoim wyborcom: ja chcę zrobić dobrze, ale oni mnie nie słuchają. To jest element kampanii wyborczej, która już się zaczęła. Trump wykonuje tak naprawdę bardzo ryzykowny ruch. Zdaje sobie sprawę, że wojna gospodarcza z Chinami będzie kosztować. W związku z tym szuka różnych innych rozwiązań i wciąż mu się wydaje, że Rezerwa Federalna będzie go słuchała i – mając na uwadze relacje z Chinami – zdecyduje się na obniżkę stóp procentowych. Tak to jednak nie działa. Mamy więc różnego rodzaju nawoływania i presję na Rezerwę Federalną. Pamiętajmy jednak, że instytucja ta też musi działać niezależnie, bo inaczej straci wiarygodność. To nie służyłoby nikomu. Warto także pamiętać, że Trump to prezydent, jak zresztą każdy amerykański prezydent, który musi uważnie śledzić sytuację na rynku akcji. Jeśli w roku wyborczym dojdzie do tąpnięcia, to szanse Trumpa na reelekcję zmaleją.

Co ta układanka walutowa może oznaczać dla złotego? Czy widzi pan szansę na jakieś większe umocnienie naszej waluty?

Jeśli chodzi o złotego, to raczej powinniśmy patrzeć na globalne nastawienie do aktywów bardziej ryzykownych. Jeżeli dojdzie do jakichś mocniejszych perturbacji na rynkach akcji, to one ograniczą szanse na umocnienie złotego. Inna sprawa, że moim zdaniem przestrzeń do umocnienia złotego też nie jest duża. W przypadku pary EUR/PLN zadziałało wsparcie na poziomie 4,23– 4,24. Jeśli chodzi o parę USD/PLN, to już we wtorek rano była ona powyżej poziomu 3,80. W ciągu najbliższych paru tygodni spodziewam się raczej słabszego niż mocniejszego złotego. Szanse na umocnienie naszej waluty, które pojawiły się w czerwcu, już się wyczerpały.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA