REKLAMA
REKLAMA

Inwestycje

Krzysztof Stupnicki, Skarbiec TFI: Recesji w USA nie będzie, będą zwyżki na giełdzie

#PROSTOzPARKIETU. Na giełdy większy wpływ mają wypowiedzi szefów banków centralnych niż dane makro. Krzysztof Stupnicki, członek zarządu Skarbiec TFI był gościem Andrzeja Steca w poniedziałkowym Parkiet TV

Krzysztof Stupnicki, członek zarządu Skarbiec TFI

Foto: parkiet.com

Dużo mówi się o recesji w Stanach Zjednoczonych i Niemczech. Jakie są inne globalne czynniki ryzyka?

Krzysztof Stupnicki: Rynki obawiają się zwolnienia wzrostu gospodarczego na świecie. To jest realne zagrożenie, większe w Europie niż w Stanach. W związku z tym banki centralne zmieniły narrację, powiedziały, że będą luzowały politykę monetarną.

Dla akcjonariuszy to dobra informacja?

Standardowe wskaźniki wyprzedzające recesję w USA pięć razy przepowiedziały ostatnie trzy recesje. Oznacza to, że te wskaźniki nie zawsze prawidłowo prognozują recesję. Wydaje mi się, że obecne obawy są nieuzasadnione i recesji w USA nie będzie w przyszłym roku, więc w 2019 r. na akcjach amerykańskich będzie można zarobić.

Jakie są inne, globalne czynniki ryzyka?

Czynnikiem nieuwzględnionym w cenach akcji europejskich jest ryzyko twardego brexitu, bez umowy. Przyszły premier Wielkiej Brytanii uważa, że to jest korzystne rozwiązanie. A będzie to duże gospodarcze trzęsienie ziemi.

Ważne też, co się będzie działo po decyzji prezydenta Erdogana w Turcji. Pewnie będą też inne zdarzenia, o których jeszcze nie wiemy.

Obawia się pan o wojnę handlową między Japonią i Koreą czy USA i Chinami?

Z odwracaniem korzyści z globalizacji, rozumianej jako rozwój handlu szybszy niż wzrost gospodarczy, mamy do czynienia od dwóch lat. Widać to w wycenach w Japonii i na rynkach wschodzących. Nie widzę łatwego rozstrzygnięcia konfliktu, bo różnice między USA i Chinami są zasadnicze. One nie zostaną rozwiązane w wyniku negocjacji przez trzy–pięć miesięcy, ale to już jest w cenach akcji.

Jak pan ocenia perspektywy dla polskiej gospodarki? Narastają obawy o inflację.

Przez ostatnie cztery lata mówiłem, że inflacja nie wzrośnie powyżej celu. Byłem w mniejszości. Dzisiaj widać, że z deflacji doszliśmy do 2,5 proc. inflacji. Wydaje mi się, że na koniec roku inflacja będzie niższa niż w zeszłym miesiącu.

Wzrost gospodarczy w Polsce powinien utrzymać się powyżej 4,5 proc. Polska gospodarka rośnie bardzo szybko i ten wzrost w tym roku jest niezagrożony.

Można odnieść wrażenie, że ceny wielu produktów galopują. Miernik inflacji podawany przez GUS prawidłowo odzwierciedla realne zmiany cen w gospodarce?

Nie mam wątpliwości co do wiarygodności danych GUS. Koszyk to statystyczny konsument. Większość czytelników „Parkietu" nie jest typowym konsumentem. To powoduje, że indywidualne wrażenie doświadczanych cen jest inne. Natura ludzka jest taka, że zauważa negatywne zmiany, a pomija pozytywne. Ceny butów i odzieży spadają od 10 lat. Nikt nie zastanawia się, czy spadek cen jest uwzględniony w indeksie inflacji.

W takim razie, jak wyjaśnić, że mówimy o spowolnieniu, a na Zachodzie indeks jest najwyżej od 12 miesięcy, na Wall Street co tydzień mamy historyczne rekordy. Rynek finansowy oderwał się od rzeczywistości?

To jest fascynujące pytanie. Na notowania giełdowe większy wpływ mają wypowiedzi szefów banków centralnych niż dane makro. W przypadku Polski z kolei uważam, że spółki na giełdzie nie są reprezentatywne dla polskiej gospodarki. Dlatego polska gospodarka ma się bardzo dobrze, a spółki notowane na giełdzie średnio.

Powinniśmy zmodyfikować skład indeksów giełdowych, żeby bardziej realnie odzwierciedlały gospodarkę?

To nie jest nasza decyzja, bo to akcjonariusze decydują, czy wprowadzić spółkę na giełdę, czy ją wycofać. Ciekawe, że na innych giełdach niedaleko nas jest odwrotnie – gospodarka wyraźnie zwalnia, a giełda ma się bardzo dobrze (np. Frankfurt). Zjawisko takiej dywergencji jest szersze. Polityka monetarna w tym momencie ma większy wpływ na wyceny aktywów giełdowych niż dane makro.

Inwestorzy są zakładnikami banków centralnych?

Tak, to trafne stwierdzenie.

Na czym będzie można zarobić?

W II poł. roku będziemy mieli kontynuację trendu z I poł. Będzie kontynuowana hossa na akcjach na rynkach rozwiniętych, natomiast wolniej będą rosły niektóre rynki wschodzące. Polska giełda będzie w końcówce peletonu. Hossa na obligacjach będzie także kontynuowana, więc na funduszach obligacji też będzie można zarobić więcej niż na lokacie.

Trend wzrostowy trwa już długo. Jest ryzyko, że przyjdzie gwałtowny krach?

Na rynkach kapitałowych nie widać euforii, która poprzedzała krach w 2001 i 2008 r. Jest strach, są obawy, wątpliwości, wielu inwestorów nie uczestniczy we wzroście. To świadczy o tym, że nie jesteśmy w ostatnim etapie wzrostu nieopartego na fundamentach.

Na świecie jest dużo spółek, które mają dobre wyniki. Ich wyniki nie tracą na wojnach handlowych. Dlatego są fundusze akcji spółek wzrostowych, które mają bardzo ładne stopy zwrotu. W Polsce takich dobrych spółek jest mniej, więc stopy zwrotu są niższe.

Rynek amerykański nie jest historycznie bardzo drogi. Giełda amerykańska jest droga, ale nie ekstremalnie. Nie oczekują uderzenia z tamtej strony, jak było w poprzednich dwóch krachach.

Ma pan wrażenie, że dużo niedobrego dzieje się na rynku obligacji korporacyjnych? Nie ma emisji, ten rynek niemal zamarł.

Rynek obligacji korporacyjnych ma się w Polsce bardzo źle. Nie jest to tylko kwestia afery GetBacku. Ten trend schyłkowy zaczął się ok. 2014 r., kiedy liczba emitentów zaczęła spadać. Poza nielicznymi wyjątkami mamy emitentów z trzech branż: deweloperzy, firmy windykacyjne i banki. Banki emitowały ryzykowne obligacje podporządkowane. Tego większość nabywców nie rozumiała.

Trend schyłkowy się zaczął, teraz wszystko zamarło. Emisji publicznych jest kilka w ciągu pół roku, a powinno być kilkanaście. Cały ten rynek ma zasadnicze problemy strukturalne. Bez zmian regulacyjnych ten rynek się nie rozwinie.

Podobnie jest z funduszami zamkniętymi (FIZ-ami)?

W tym przypadku ostatnie parę lat były okresem dynamicznego wzrostu, ale był on oparty na glinianych nogach, czyli dużym elemencie missellingu. Przed nami zmiany regulacyjne. Nowelizacja ustawy o ofercie publicznej może wprowadzić zmiany.

FIZ-y to produkt potrzebny, bo tylko w ich ramach można realizować strategie na mniej płynnych aktywach, które dają w dłuższym okresie atrakcyjne stopy zwrotu.

Czy PPK odniosą sukces i przełoży się to na gospodarkę, na rynek kapitałowy?

Trudno mi sobie wyobrazić, że w krótkim okresie ten program przełoży się na całą gospodarkę. Na pewno jest to szansa, podobnie jak reforma OFE była szansą dla rynku kapitałowego. Tamta szansa została wykorzystana, mieliśmy kilka lat wspaniałego rozwoju dużych spółek, dużo emisji małych podmiotów. To był udany eksperyment. Teraz PPK ma szansę na podobny pozytywny wpływ na giełdę.

Oczekiwania muszą być dostosowane do rzeczywistości. Napływy do programu zaczną się w grudniu, a istotnie będą za 12 miesięcy. Nie oczekujmy rzeczy, których nie ma w programie.

Rząd ma przyspieszyć prace nad przekształceniem OFE w IKE. Jak pan ocenia tę propozycję?

Propozycja przedstawiona dwa miesiące temu przez premiera Morawieckiego jest dobrze przemyślana. Widzę, że jest przygotowana przez ludzi rozumiejących rynek. Powinno to mieć pozytywny wpływ na giełdę. Niepewność odnośnie do OFE ciążyła rynkowi parę lat.

Notował Grzegorz Balawender

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA