Inwestycje

Michał Stajniak, X-Trade Brokers: Hossa na rynku surowców jeszcze się utrzyma

#PROSTOZPARKIETU. Złoto może odzyskać powab po pierwszej podwyżce stóp procentowych w USA.

Gościem Grzegorza Siemionczyka był Michał Stajniak, analityk w X-Trade Brokers.

Foto: parkiet.com

Surowce były w 2021 r. inwestycyjnym hitem. Główne indeksy surowcowe zyskały niemal 40 proc. W praktyce jednak rynek surowców, choć mówimy o nich jako o jednej klasie aktywów, jest bardzo różnorodny. Czy w surowcowej hossie uczestniczyły wszystkie towary?

Nie. W 2021 r. traciły na wartości te surowce, które najmocniej zyskały w 2020 r. Chodzi o metale szlachetne. Spośród tych najpopularniejszych wśród inwestorów surowców to metale szlachetne straciły najbardziej. Dotyczy to w szczególności srebra, platyny i palladu, które potaniały o kilkanaście procent. Złoto ostatecznie straciło na wartości tylko kilka procent. Ale to i tak było dla inwestorów pewne zaskoczenie, biorąc pod uwagę znakomity 2020 r. Na drugim biegunie były tzw. surowce miękkie, czyli kawa, cukier, kukurydza. One, a także metale przemysłowe i ropa naftowa, były wśród najlepszych surowców.

Wydawałoby się, że otoczenie makroekonomiczne w ub.r. sprzyjało metalom szlachetnym jak rzadko kiedy. Na całym świecie inflacja nabierała rozpędu, dochodziła do poziomów nienotowanych od dekad, a jednocześnie banki centralne długo na to nie reagowały. Dlaczego mimo to złoto potaniało?

Jeśli popatrzymy historycznie, to złoto broni przed inflacją przede wszystkim wtedy, kiedy inwestorzy oczekują, że ona utrzyma się na wysokim poziomie przez długi czas. Gdy inflacja zaskakuje, to znaczy przyspiesza mocno w krótkim okresie, to złoto niekoniecznie jest dobrym wyborem, szczególnie jeśli mamy jakieś działania banków centralnych. A w 2021 r. takie działania się rozpoczęły. To, że na rynkach zaczęto oczekiwać wyższych stóp procentowych, sprawiło, że złoto nie było preferowaną klasą aktywów. Inwestorzy patrzyli głównie na rynek akcji i kryptowalut, tam szukali ochrony przed spadkiem wartości pieniądza. W najbliższym czasie stopy procentowe niemal na pewno będą rosły. Rezerwa Federalna jeszcze niedawno utrzymywała, że podwyższona inflacja to zjawisko przejściowe. Teraz mamy zupełnie inną komunikację, Fed sygnalizuje podwyżki stóp już w marcu. Od połowy roku może się zacząć ograniczanie bilansu Fedu, czyli ściąganie pieniędzy z rynku. W takich warunkach na rynku złota, ale też rynku akcji, może być nerwowo. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że historycznie rzecz biorąc, pierwsza podwyżka stóp procentowych w ramach cyklu była sygnałem zmiany trendu na rynku złota. Na przykład w 2015 r. po pierwszej podwyżce stóp złoto w perspektywie 100–150 dni zyskało na wartości 10–15 proc. i potem dalej drożało. W poprzednich cyklach zaostrzania polityki pieniężnej było podobnie. Widzę szansę, że teraz także od momentu pierwszej podwyżki stóp złoto zyska na wartości.

Czy zaostrzanie polityki pieniężnej przez Fed będzie oznaczało dalszą aprecjację dolara? I jakie to będzie miało znaczenie dla rynku surowców, które są notowane właśnie w dolarach? W 2021 r. aprecjacja amerykańskiej waluty akurat nie przeszkodziła we wzroście cen na tym rynku, ale to chyba było zjawisko nietypowe.

To, że surowce zyskiwały w 2021 r. pomimo aprecjacji dolara, było efektem inflacji. Choć mówi się, że inflacja jest pozytywna dla notowań złota, to w praktyce jest pozytywna dla wszystkich surowców jako czegoś fizycznego, namacalnego. Na to nałożyły się jeszcze problemy w łańcuchach dostaw i ze zbyt niską podażą niektórych surowców w stosunku do popytu. Na przykład produkcja niektórych metali przemysłowych była wygaszana w apogeum pandemii koronawirusa, a potem trudno było przywrócić jej poprzedni poziom. Zapasy miedzi, aluminium itp. są wciąż na bardzo niskich poziomach właśnie ze względu na to, że podaż była ograniczona, a popyt bardzo szybko odbił. Dostosowanie podaży do obecnego popytu może zająć kilka lat, bo inwestycje są czasochłonne.

W świetle tego, co pan mówi, popyt na surowce wciąż będzie przekraczał podaż, a ich ceny mogą nadal rosnąć. To, że 2021 r. był tak udany dla tej klasy aktywów, nie oznacza automatycznie, że bieżący rok będzie nieudany?

Rynek surowców pozostanie moim zdaniem w modzie. Wciąż mamy do czynienia z tym niedostosowaniem podaży do popytu. To będzie odgrywało dużą rolę w tym, że surowce powinny pozostać w trendzie wzrostowym. Do tego wydaje się, że światowa gospodarka wciąż będzie się miała bardzo dobrze, w szczególności, jeśli uda się wygaszać stopniowo pandemię. Rynek surowców charakteryzuje się też dość długimi cyklami. W momencie, gdy rozpoczynają się zwyżki cen, trudno je zatrzymać. Cykle wzrostowe trwają zwykle około 10 lat. Tak było od początku lat 70. XX w. do początku lat 80. XX w. i później od końcówki lat 90. XX w. do 2008 r. Teoretycznie kolejny taki cykl mógł się rozpocząć w 2020 r. Jak dotąd trwa dopiero dwa lata i nie można wykluczyć, że zwyżki cen utrzymają się jeszcze przez pięć czy nawet siedem lat. Na to w swoich analizach wskazuje na przykład Goldman Sachs. Nawet względnie silny dolar nie musiałby tego cyklu przerwać. Moc do wzrostów mają metale przemysłowe, surowce rolne, ale też niektóre metale szlachetne, które są mocno wyprzedane. Część metali szlachetnych, np. srebro, platyna i pallad, jest wykorzystywana w przemyśle. Tymczasem zaburzenia w łańcuchach dostaw powodowały, że niektóre branże przemysłu – np. motoryzacja – radziły sobie ostatnio słabo. Niedobór niektórych komponentów do produkcji samochodów sprawiał, że popyt na te metale też był słaby. Jeśli produkcja samochodów odbije, popyt na te surowce też wzrośnie.

A co z ropą naftową?

To jest najbardziej upolityczniony ze wszystkich surowców, a notowania będą zależały od decyzji poszczególnych rządów. Ale na tym rynku też widać przewagę popytu nad podażą. Ja oczekuję, że notowania ropy pozostaną na wysokich poziomach jeszcze przynajmniej przez pół roku, ale nie spodziewam się cen powyżej 100 USD za baryłkę.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.