Gra giełdowa

Eliza Dąbrowska, Noble Securities: Trzeba być przygotowanym na każdy scenariusz

#PROSTOZPARKIETU. Jak korzystać ze zleceń zabezpieczających?

Gościem środowego programu „Prosto z Parkietu” była Eliza Dąbrowska, dyrektor do spraw rozwoju usługi doradztwa inwestycyjnego w Noble Securities.

Foto: parkiet.com

Czy inwestorzy, na przykład klienci domu maklerskiego Noble Securities, chętnie zabezpieczają się przed ryzykiem straty? Wykorzystanie zleceń zabezpieczających jest powszechne?

Przypuszczam, że wśród ogółu klientów naszego domu maklerskiego te zlecenia nie są szczególnie popularne. Natomiast grupa klientów doradztwa inwestycyjnego – a tym się na co dzień zajmuję – korzysta z nich częściej. Przykładamy dużą wagę do zalecania klientom wystawiania takich zleceń. Robimy to już od kilku lat i przynosi to skutki: odsetek osób, które z nich korzystają, zauważalnie rośnie.

Z czego wynika niska popularność zleceń zabezpieczających wśród inwestorów, którzy nie są do tego aktywnie zachęcani? To jest skomplikowane?

To jest specyficzny rodzaj zleceń. Ich składanie wiąże się z koniecznością wypełnienia dodatkowych pól, trzeba też znać pewne zasady, którymi te zlecenia się rządzą. Ludzie są wygodni, lubią proste rozwiązania, więc jest to pewna bariera dla części inwestorów. Druga bariera ma charakter mentalny. Kiedy rozpoczynamy inwestycję, z reguły nie zakładamy, że poniesiemy stratę. Ciężko pomyśleć o tym, że coś może pójść nie tak, jak założyliśmy. A na tym przecież polega inwestowanie, żeby być przygotowanym na różne scenariusze.

A może przeszkodą są koszty?

Nie wydaje mi się, żeby to była istotna bariera. Koszt złożenia zlecenia zabezpieczającego jest taki sam jak zwykłego zlecenia kupna lub sprzedaży. Moim zdaniem przeszkody są raczej natury technologicznej i psychologicznej. Mam na to pewien dowód. Jakiś czas temu zaoferowaliśmy naszym klientom dodatkowe narzędzie ułatwiające realizację zleceń na podstawie naszych rekomendacji. Jeden z tych formularzy obejmuje też wystawianie zleceń zabezpieczających, przy czym klienci otrzymują podpowiedzi, co i jak powinni wypełnić. I widzimy, że to skutkuje przyrostem liczby takich zleceń.

Podstawowym zleceniem zabezpieczającym jest stop loss. Czym to się różni od ustawienia zlecenia sprzedaży na poziomie niższym od bieżącego kursu danego waloru?

Jeśli wystawimy zwykłe zlecenie sprzedaży z limitem poniżej aktualnej ceny danego waloru, to ono zostanie od razu zrealizowane. Jeśli złożymy zlecenie zabezpieczające, gdzie poziom STOP jest poniżej bieżącej ceny waloru, to ono nie będzie widoczne dla innych uczestników rynku dopóty, dopóki cena do tego poziomu nie spadnie. Oprócz określenia tego poziomu STOP, przy którym zlecenie stanie się widoczne w arkuszu, inwestor powinien też określić, po jakiej cenie to zlecenie powinno się faktycznie zrealizować. Ta cena może być równa poziomowi STOP bądź niższa, ale może to też być popularne zlecenie PKC (po każdej cenie).

W jaki sposób ustalić dystans między poziomem STOP a bieżącą ceną?

Metod wyznaczania tego poziomu jest wiele. Można kierować się np. ostatnim poziomem wsparcia i ustalić cenę STOP nieco poniżej, można bazować też na średnim odchyleniu od średniej ceny, biorąc w ten sposób pod uwagę zmienność danego waloru.

Jak rozumiem, to zależy też od horyzontu inwestycyjnego. Im ten horyzont dłuższy, tym dystans między bieżącą ceną a poziomem STOP może być większy, żeby pozycja nie została przedwcześnie zamknięta przy chwilowym wahnięciu kursu?

Ma pan rację. Inwestorzy długoterminowi często w ogóle nie korzystają ze zleceń zabezpieczających. Godzą się z tym, że w całym horyzoncie inwestycji wybrany walor będzie podlegał sporym wahaniom. Ale rozmawiamy przy okazji „Parkiet Challenge", a uczestnicy tej gry giełdowej siłą rzeczy inwestują krótkoterminowo. Takim inwestorom proponowałabym uwzględnienie zleceń ze STOP-em i to raczej niezbyt odległym od bieżącej ceny walorów, maksymalnie o kilka procent.

Dystans między bieżącą ceną akcji a poziomem STOP jest też pewną miarą ryzyka danej pozycji. Jak z tej informacji korzystać?

Odpowiem na przykładzie praktycznym. Wyobraźmy sobie, że chcemy zainwestować w akcję jakiejś spółki i spodziewamy się w perspektywie miesiąca zysku rzędu 5–10 proc. Gdy pytaliśmy klientów, gdzie powinni w takiej sytuacji ustawić zlecenie zabezpieczające, często wskazywali ceny bardzo niskie, oddalone nawet o 20 proc. od ceny zakupu. Ale w takim wypadku należałoby sobie zadać pytanie, czy warto w ogóle rozważać taką inwestycję. Akceptowalna strata powinna być proporcjonalna do spodziewanego zysku.

W jakich okolicznościach należy korzystać z kroczącego zlecenia stop loss? Czy składanie takiego zlecenia jest trudniejsze niż w przypadku prostego zlecenia zabezpieczającego?

Jeśli już ktoś sobie poradził z wystawieniem zlecenia stop loss, to modyfikowanie go nie powinno już mu nastręczać problemów. Bo tak naprawdę kroczący stop loss to seria modyfikacji już wystawionego zlecenia sprzedaj z limitem aktywacji.

Czy to można w jakiś sposób zautomatyzować?

Można. Mamy nawet w ofercie taki typ zlecenia, ale nie jest to zbyt popularna opcja. Przyzwyczailiśmy naszych klientów, że dość mocno monitorujemy zachowanie kursu walorów, które zarekomendowaliśmy. I często wygodniej jest im poczekać na nową rekomendację z nowym poziomem STOP i zmodyfikować poprzednie zlecenie.

Czy zdarzają się problemy z realizacją zleceń stop loss?

To są rzadkie sytuacje, ale zdarzają się. Dzieje się tak na przykład wtedy, gdy notowania danego waloru otwierają się z luką, do czego dochodzi niekiedy na przykład po publikacji wyników. Może być tak, że zlecenie zabezpieczające nie ma szansy na realizację, bo kurs otwarcia jest poniżej ceny STOP. W takiej sytuacji inwestor musi się zastanowić, co robić dalej. Zamknąć pozycję ze stratą czy ustawić nowe zlecenie stop loss i monitorować zachowanie waloru.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.