REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka - Świat

Kraje, które wywoływały zazdrość

Wenezuela, Argentyna i Kuba kilka dziesięcioleci temu uznawane były za państwa zamożne w porównaniu choćby z Europą Zachodnią. Przyciągały wielką imigrację zarobkową.

gen. Marcos Pérez Jiménez rządził Wenezuelą w latach 1952–1958 i pozostawił po sobie wiele wspaniałych budowli. Za jego czasów Wenezuela była jednym z najbogatszych krajów świata, choć ceny ropy były wówczas niskie. Gen. Juan Domingo Peron i jego żona Eva Peron Duarte rządzili Argentyną w czasach, gdy ten kraj był bogatszy od niemal wszystkich państw Europy Zachodniej. Ich polityka wywołuje do dzisiaj ogromne kontrowersje. płk Fulgencio Batista był kubańskim dyktatorem sportretowanym w „Ojcu chrzestnym II”. Mimo korupcji jego rządy przyniosły Kubie rozwój gospodarczy i postęp społeczny. Pod pewnymi względami był on przywódcą niewygodnym dla USA i został obalony przez rewolucję kierowaną przez braci Fidela i Raula Castro.

Foto: GettyImages

Dzisiaj Wenezuela jest krajem hiperinflacji oraz pustych sklepowych półek, z którego uciekły miliony ludzi. 40 lat temu jednak Wenezuelczycy latali do Miami na zakupy w markowych sklepach, a cały region zazdrościł im bogactwa. Obecnie Argentyna jest synonimem kraju będącego seryjnym bankrutem, kiedyś zaliczała się jednak do grona najbogatszych państw. Kuba pod rządami komunistów boryka się z niedostatkiem i zacofaniem, ale wcześniej była atrakcyjniejszym niż USA miejscem dla imigrantów zarobkowych z Europy. Losy tych gospodarek Ameryki Łacińskiej pokazują, że dobrobyt nie jest dany wiecznie i można go łatwo roztrwonić.

Generał, który lubił budować

Wenezuela należy do krajów, które budowały swój dobrobyt na olbrzymich złożach ropy naftowej. Silna zwyżka cen ropy w ostatniej dekadzie pozwoliła socjalistycznemu prezydentowi Hugo Chavezowi na niesłychane rozdawnictwo socjalne (na które kraju już nie stać), a w latach 70. demokratycznym rządom na rozbudowę przemysłu ciężkiego. Był jednak w dziejach Wenezueli okres, w którym wzrostowi dobrobytu nie towarzyszył znaczący skok cen ropy. Były nim rządy prezydenta gen. Marcosa Pereza Jimeneza w latach 1952–1958. Cena ropy wzrosła w tym okresie jedynie z 2,92 USD za baryłkę, do 3 USD za baryłkę, więc do państwowego skarbca nie napłynęła szeroka rzeka surowcowego kapitału. Perez Jimenez wykorzystał jednak dostępne w budżecie środki na uruchomienie śmiałych programów infrastrukturalnych. Zbudowano wtedy m.in. najważniejszą autostradę w kraju, dziewięciokilometrowy most nad jeziorem Maracaibo, wielką elektrownię wodną w Guri, a ponadto wiele szpitali, szkół, budynków administracyjnych, osiedli mieszkalnych, elektrowni, rafinerii, dróg, mostów, tuneli i lotnisk, z których kraj do dzisiaj korzysta. Niezrealizowane futurystyczne projekty, takie jak miejskie podwieszane kolejki, są omawiane na blogach poświęconych architekturze i epoce Pereza Jimeneza. Ten dyktator rozumiał, że musi przekształcić model gospodarczy Wenezueli, tak by kraj rozwijał się również w okresach niskich cen ropy. Wenezuela osiągała wówczas znakomite wyniki gospodarcze. Jej PKB na głowę w 1956 r. plasował się w światowej czołówce. Dochody klasy średniej były na tyle dobre, że wycieczki do Włoch czy USA wykorzystywała ona jako okazje do tanich zakupów. Inflacja przez kilka lat nie przekraczała 1,4 proc., a kurs boliwara wenezuelskiego do dolara był ustawiony na sztywno na poziomie 3,35 boliwarów za 1 USD.

Perez Jimenez został obalony w wojskowym zamachu stanu z 1958 r., który przywrócił demokrację. Były dyktator był później sądzony za korupcję i nadużycia władzy, ale po pięciu latach oczekiwania na proces został wydalony do Hiszpanii. Ex post jego politykę (a szczególnie zadłużanie kraju) obwiniano o kryzys gospodarczy z lat 60. Dzisiaj jednak na jego rządy patrzy się głównie z nostalgią. „Można zaryzykować stwierdzenie, że po obaleniu reżimu generała Wenezuela nigdy już nie wróciła na podobne wyżyny rozwoju infrastrukturalnego, a czołowe miejsca w statystykach gospodarczych zamieniła na bicie rekordów w takich dziedzinach jak przestępczość czy korupcja" – napisał Wojciech Ganczarek w książce „Upały, mango i ropa naftowa".

W 1998 r. dożywający swoich dni w Hiszpanii Perez Jimenez udziela trzygodzinnego wywiadu dziennikarzowi Napoleonowi Bravo. Dziennikarz pyta go, czy po swoim „upadku" w 1958 r. próbował powrócić do władzy. Były prezydent poprawia go. Wyjaśnia, że nie doznał wrażenia, by upadł, a jego sytuacja materialna znacząco się nie pogorszyła. Jego zdaniem to Wenezuela upadła, a nie on.

W cieniu Evity

Innym krajem, który zaliczył spektakularny upadek, jest Argentyna. Dzisiaj trudno więc uwierzyć, że kiedyś zaliczała się ona do grona najbogatszych państw świata. Według danych Madison Project w latach 1895–1896 była nawet krajem o najwyższym na świecie PKB na głowę. W 1913 r. ten wskaźnik był dla niej wyższy niż dla Francji. Ponad dwa razy przewyższała wówczas Włochy pod względem PKB na głowę, a jej gospodarka stanowiła połowę PKB Ameryki Łacińskiej. Argentyna budowała swoje bogactwo przede wszystkim na sektorze rolniczym, a jej wołowina i pszenica zalewały cały świat. Co prawda Wielki Kryzys z lat 1929–1935 mocno w nią uderzył (tak jak w innych producentów rolnych), ale druga wojna światowa przyniosła nowy impuls rozwojowy. Argentyna bogaciła się na handlu z walczącymi stronami, a później przyciągnęła do siebie część kapitału zagrabionego przez Niemców w Europie.

Po zamachu stanu z 1943 r. krajem rządziła wojskowa, populistyczna ekipa na czele z gen. Juanem Peronem (prezydentem w latach 1946–1955 i 1973–1974) oraz jego charyzmatyczną żoną, byłą aktorką Evą Peron Duarte (zm. 1952). Rząd wdrażał politykę handlowego protekcjonizmu, nacjonalizował i rozbudowywał przemysł i fundował ambitne programy społeczne. Eva Peron prowadziła wówczas działalność charytatywną na ogromną skalę za pomocą swojej fundacji. (Fundacja opierała się głównie na wpłatach wymuszanych od przedsiębiorców i nie prowadziła transparentnej księgowości). W 1952 r. rząd Perona całkowicie spłacił zadłużenie zagraniczne, a Argentyna stała się międzynarodowym wierzycielem netto. Mimo ostro lewicowej polityki władz kraj mógł pochwalić się największą klasą średnią na kontynencie i przyciągał imigrantów z Europy. Jeszcze w 1962 r. argentyński PKB na głowę był wyższy niż włoski, austriacki, hiszpański czy japoński.

Przyspieszająca inflacja przyczyniła się jednak do upadku rządów gen. Perona w 1955 r. Następne ekipy miały różne recepty dla gospodarki, ale trzymały się części peronowskich działań protekcjonistycznych. Produkcja rolna spadała, a przemysł nie był jeszcze na tyle silny, by pociągnąć gospodarkę. Po spowolnieniu gospodarczym z przełomu lat 50. i 60. przyszło przyspieszenie. Odejście od protekcjonizmu na początku lat 70. przyniosło efekt uboczny w postaci dewaluacji peso argentyńskiego o 30 proc. Potem był szok naftowy, stagflacja, nieudolna polityka wojskowej junty i przegrana wojna o Falklandy. Lata 90. przyniosły zwrot ku neoliberalizmowi. Ten okres zakończył się kryzysem z 1998 r. i bankructwem kraju na przełomie 2001 i 2002 r. Wstrząs przyniósł władzę ekipie odwołującej się do tradycji Perona, która jednak nie zdołała wyprowadzić kraju na prostą. Od grudnia 2015 r. Argentyną rządzi nastawiony bardziej wolnorynkowo prezydent Mauricio Macri. Ale Argentyna wciąż jest uznawana przez inwestorów za słabe ogniwo, o czym świadczy osłabienie peso argentyńskiego do dolara o ponad 50 proc. od początku 2018 r.

Prawdziwy ojciec chrzestny

Gdy USA zaostrzyły politykę imigracyjną po wielkim kryzysie, wielu europejskich imigrantów, nie mogąc się dostać do Stanów, wybierało Kubę jako swój nowy dom. Ten wybór nie powinien dziwić. PKB na głowę był wówczas na Kubie wyższy niż w części stanów amerykańskiego Południa, a kubański klimat jest mimo wszystko bardziej przyjazny niż w Nowym Jorku czy w Chicago. Co prawda, w latach 50. kubański PKB na głowę wynosił jedną szóstą amerykańskiego, ale był wyższy niż np. we Włoszech. Dane Międzynarodowej Organizacji Pracy mówią również, że Kuba w 1958 r. (czyli na rok przed przejęciem władzy przez Fidela Castro) znajdowała się na ósmym miejscu na świecie pod względem wysokości średniej płacy w przemyśle. Wynagrodzenia w rolnictwie były wyższe niż w niektórych krajach Europy Zachodniej. Pod względem liczby samochodów i telefonów w stosunku do liczby mieszkańców, Kuba znajdowała się na drugim miejscu na półkuli zachodniej. Pod względem liczby telewizorów na 1000 mieszkańców wyprzedzała nawet USA. Oczywiście to niepełny obraz sytuacji gospodarczo-społecznej na wyspie. Jedna trzecia domów nie miała przecież wówczas dostępu do bieżącej wody, w kraju panowały duże nierówności majątkowe, 80 proc. ziemi uprawnej należało do latyfundystów (takich jak rodzina Fidela Castro), eksport był zdominowany przez trzcinę cukrową, a przemysł i finanse przez amerykańskich inwestorów. Kubą rządził płk Fulgencio Batista (faktyczny przywódca w latach 1933–1940 i oficjalny prezydent w latach 1940–1945 oraz 1952–1959), który miał opinię skorumpowanego dyktatora. Żył on w dobrych relacjach z amerykańską mafią i zmieniał Kubę w „centrum rozrywkowe" u wybrzeży Florydy. Kwitły hazard i prostytucja, ale tysiące Kubańczyków zarabiało również na mniej kontrowersyjnych aspektach boomu turystycznego, a kraj przyciągał inwestycje. Co ciekawe, Batista był socjalistą, którego władzę popierała również... Komunistyczna Partia Kuby. Niezwykle rozbudowana służba zdrowia na Kubie jest de facto jednym z osiągnięć społecznych Batisty, które przywłaszczył sobie komunistyczny reżim.

Batista, wykreowany przez amerykańskie media na niesłychanie represyjnego dyktatora (pomimo tego, że ułaskawił on Fidela Castro, po tym jak dokonał on próby zamachu stanu), zrzekł się władzy podczas sylwestrowego przyjęcia 31 grudnia 1958 r. 1 stycznia nad ranem odleciał do Dominikany wraz z rodziną i grupką zwolenników. Partyzanci Fidela Castro wkroczyli do Hawany dopiero osiem dni później. Mieszkańcy kubańskiej stolicy wówczas świętowali, nie spodziewając się, że to początek nowego reżimu, który wprowadzi jednopartyjną dyktaturę i komunistyczną politykę gospodarczą skutkującą biedą. Choć komunistyczny rząd Kuby chwali się „osiągnięciami rewolucji", to wielu zwykłych Kubańczyków wciąż korzysta z samochodów i lodówek kupionych w czasach Batisty. Innych się nie dorobili. A sam Batista zmarł w 1973 r. w Hiszpanii, gdzie kierował firmą inwestującą w nieruchomości.


Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA