REKLAMA
REKLAMA

Giełda

Zastój małych i średnich spółek

Piątkowa sesja była właściwie kopią tego, co działo się podczas dwóch poprzednich dni na WIG20.
Foto: Fotorzepa, Grzegorz Psujek

Kupujący znów starali się zdobyć poziom 2200 pkt. Znów udało się to im tylko na jakiś czas i ostatecznie musieli pogodzić się z porażką.

Oczywiście cały mijający tydzień należy zaliczyć do udanych, jeśli chodzi o indeks dużych spółek. Najwięcej pozytywnych emocji przyniósł poniedziałek. Wówczas na wykresie WIG20 ukształtowała się długa biała świeca, a zamknięcie notowań wypadło niemal na maksimum sesji. WIG20 tego jednego dnia zyskał 2,44 proc. Udany był również wtorek, natomiast dwa pozostałe dni tygodnia nie przyniosły właściwie żadnej zmiany na notowaniach indeksu blue chips. Oczywiście nie znaczy to, że nic się podczas tych sesji nie działo. Kupujący podejmowali walkę o trwałe przebicie okrągłego poziomu 2200 pkt. Dwa razy nieskutecznie. W piątek od samego rana kupujący znów podjęli próbę trwałego sforsowania tego poziomu. WIG20 wzniósł się nawet do 2210,7 pkt, czyli najwyższego od początku sierpnia. Tym razem jednak również ostatnie słowo należało do sprzedających i ostatecznie WIG20 zakończył dzień na poziomie 2201 pkt. Taki rozwój trzech ostatnich sesji nie świadczy najlepiej o sile kupujących, a długie górne cienie mogą być mocnym argumentem w rękach niedźwiedzi na początku przyszłego tygodnia. Kolejnym zaś jest niska płynność rynku – obroty akcjami dużych spółek pod koniec dnia kształtowały się w okolicach 0,4 mld zł.

Kompletny marazm panował przez cały tydzień w przypadku małych oraz średnich spółek. mWIG40 i sWIG80 po pięciu dnia notowań znajdowały się właściwie w tym samym punkcie.

Większość europejskich indeksów w piątek świeciła na zielono. Z podobnym wynikiem jak WIG20, dzień kończył niemiecki DAX (0,54 proc.). S&P 500 rozpoczął dzień od zwyżek, które pozwoliły zbliżyć się do maksimów z czwartku. Indeks w ostatnich dniach otworzył sobie drogę do historycznych rekordów. ¶

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA