Giełda

Chwilę przed krachem

Na GPW wzrosty hamowane są przez temat OFE oraz kredyty frankowe. Pytanie, czy nasze zapóźnione w stosunku do zagranicy indeksy zdąża załapać się na trwającą falę wzrostową.
Foto: Bloomberg

Kamil Hajdamowicz, doradca inwestycyjny, Vienna Life TU na Życie, Vienna Insurance Group

Foto: parkiet.com

Pamiętam okres dokładnie sprzed roku, kiedy przygotowałem się do planowanej od pewnego czasu operacji, która miała mnie na 3 tygodnie wyłączyć z życia rynkowego. Wątek prywatny wpleciony jest tutaj nie bez przyczyny, gdyż te trzy tygodnie okazały się być jednym z najbardziej dramatycznych i ciekawszych okresów na rynku w ostatnim 20-30 leciu. Sam mój trochę wymuszony detox od rynków również się do końca nie udał, dynamika zdarzeń nie pozwoliła wyłączyć się chociaż na chwilę, resztę zaś dopełnił rynkowy instynkt. Patrząc te 12 miesięcy wstecz, WIG20 znajdował niedoścignionym od tego czasu poziomie 2150 punktów. Amerykański S&P 500 znajdował się na poziomie, który może oznaczać wsparcie dla dość drastycznej korekty, jeśli taka będzie mieć w najbliższym czasie miejsce. Amerykański Nasdaq zaś znajdował się całe lata świetlne od dziś, nieśmiałe zbliżając się do poziomu 10 000 punktów. Mało kto wówczas spodziewał się, że spadki będą tak gwałtowne, a następujące po nich odbicie równie silne.

Obecna sytuacja wygląda zupełnie inaczej, chociaż można doszukać się kilku analogii. Po pierwsze, wiele indeksów na rynkach rozwiniętych znajduje się na poziomach nowych historycznych szczytów. Podobnie jak rok temu, wiele mówi się o mogącej przyjść korekcie po okresie dynamicznych wzrostów. Pytanie tylko, czy tym razem korekta (raczej nie odwrócenie trendu) spowodowana będzie znanymi obecnie czynnikami, czy kolejnym czarnym łabędziem, jakim była i jest pandemia Covid-19.

Samo pisanie o korektach ma w sobie coś autodestrukcyjnego. Ilość przypadków, gdy pomimo oczywistych czynników ta się nie realizuje i kontynuowany jest trend wzrostowy, zdecydowanie przewyższa trafione prognozy. Tak będzie zapewne przez kilka najbliższych miesięcy obecnego roku. W dalszym ciągu najlepszą strategią na ten rok jest kupowanie na dołkach. Warto mieć jednak świadomość, że część tych dołków nie będzie spektakularna, zaś prawdziwe okazje do kupna mogą pojawić się raz, czy dwa w tym roku. W dalszym ciągu piszę o rynkach rozwiniętych, nasza krajowa giełda rządzi się nieco innymi prawami, chociaż zależność pozostaje niezmienna. Tylko okazji do kupna może być nieco więcej.

Obecnie rynki żyją nowym pakietem pomocowym w USA, zaś nastroje pozostają bycze, pomimo przejściowych wahań rynków. Prawdopodobnie prawdziwa przecena ( i okazja do kupna) nadejdzie wraz z momentem sprzedaży faktów, gdy żadnych nowych pakietów nie będzie już na horyzoncie, a efektywność szczepień przełoży się na uspokojenie pandemii. Wówczas inwestorzy będą musieli się zmierzyć z realnym obrazem gospodarki, zdewastowanym przez pandemię i przede wszystkim lock-downy. A obraz ten może się nieco różnić od oficjalnie publikowanych statystyk. W przypadku GPW wzrosty hamowane są przez temat OFE oraz kredyty frankowe. Pytanie, czy nasze zapóźnione w stosunku do zagranicy indeksy zdąża załapać się na trwającą falę wzrostową.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.