Firmy

Trudna sztuka przyciągania

Wielkie obietnice młodych spółek ubiegających się o finansowanie z pewnością przyciągają chętnych do zainwestowania. Te same obietnice mogą być jednocześnie hamulcem rozwoju biznesu.
Foto: Adobestock

Często spółki organizujące emisje crowdinwestycyjne czy te z rynku NewConnect starają się przyciągnąć inwestorów perspektywami szybkiego rozwoju, zyskami czy nawet dywidendą. Jak jednak wpływa to na sukces emisji?

Pamiętajmy o podstawach

– Moim zdaniem takie obietnice na świadomych inwestorów wpływają negatywnie. Wiedzą, jak trudno jest osiągnąć tak ambitne prognozy i będą intensywnie rozważać, czy spółka ma na pewno wszystko przemyślane. Z mojego doświadczenia wiem, że w znacznej mierze bardzo ambitne prognozy wynikają z nadmiernego optymizmu albo niepełnego zrozumienia bądź przemyślenia biznesplanu i rynkowych możliwości rozwoju – stwierdza Michał Wrzołek, dyrektor inwestycyjny w Tar Heel Capital Pathfinder.

Przy inwestycjach w startupy często ciężko przeprowadzić analizę potencjału danego produktu, dlatego warto przyjrzeć się osobom, które nim zarządzają. – Zaangażowanie w startup powinno być poddane takiej samej ocenie jak każda inna decyzja inwestycyjna – liczy się relacja potencjalnego zwrotu do ryzyka. Wiedząc, że z natury typowy startup jest raczej skromną operacją, z wizją opracowania unikalnego produktu i dopiero wprowadzenia go na rynek, z tych dwóch zmiennych pewni możemy być jedynie ryzyka – zauważa dyrektor BM Pekao Piotr Kozłowski. – Inwestując w startup, tak naprawdę inwestuje się w zespół tworzących go ludzi, a nie same prognozy biznesu. Patrząc zatem na obietnice przyszłych przychodów, nacisk należy położyć na to, kto te obietnice składa i czy przebija się z nich odpowiedni pomysł na dotarcie do klienta – dodaje Kozłowski.

Zawyżone prognozy oraz obietnice dywidend mogą przyciągnąć zainteresowanie inwestorów, jednak może dojść do sytuacji, gdy będą dla spółki przeszkodą. – Reklamowanie firmy poprzez możliwe przyszłe dywidendy to broń obosieczna. W momencie braku spełnienia oczekiwań kurs spółki może podlegać dodatkowej zmienności, a zarząd staje się zakładnikiem swoich obietnic. Taka deklaracja może rodzić pytania o to, jak firma zamierza osiągnąć takie wyniki, dlatego tak ważna jest pełna informacja o inwestycji – wyjaśnia Wawrzyniec Bąk, menedżer inwestycyjny w Prosper Capital DM. – Mało spółek tworzy pełny marketing oparty o prognozy biznesowe i ich możliwe przełożenie na przyszłe wyniki, więc niestety użyteczność samego marketingu jest ograniczona, jeśli spółka nie publikuje prognoz – dodaje.

W ostatnim czasie na rynku crowdinwestycyjnym popularność zyskują emisje, które promują znane osoby. Kilka tygodni temu zakończyła się m.in. emisja producenta perfum Lajuu reklamowana przez Weronikę Rosati. Dużą popularnością cieszyły się także projekty promowane przez Janusza Palikota. – Inwestorzy biorący udział w zbiórkach, których twarzami są przede wszystkim znane osoby, z dużym prawdopodobieństwem nie posiadają wiedzy potrzebnej do przeanalizowania sytuacji finansowej danej spółki. W wypadku takich przedsiębiorstw inwestorzy nastawieni są bardziej na znajomość marki, rozpoznawalność głównej postaci oraz przedstawiane perspektywy rozwoju – tłumaczy Szymon Nowak, analityk BNP Paribas. – Naturalnie stanowi to podłoże do nadużyć, lecz takie można również znaleźć w przypadku innych inwestycji. W wypadku crowdinwestowania to platformy, na których odbywają się emisje, powinny być gwarantem tego, że spółka oferująca swoje akcje dostarczy wszystkie niezbędne dokumenty i w sposób jasny i przejrzysty przedstawi je potencjalnym inwestorom – podsumowuje.

Podobny pogląd dotyczący znacznego ryzyka inwestycji w startupy oraz potencjalnych nadużyć związanych z rosnącą popularnością platform crowdinwestycyjnych prezentuje UKNF. Zmieni to wchodzące w życie 10 listopada unijne rozporządzenie dotyczące finansowania społecznościowego, które wprowadzi m.in. obowiązek udzielania szerszych informacji inwestorom. – UKNF zaleca szczególną ostrożność, jeżeli chodzi o inwestowanie w papiery wartościowe emitowane przez tzw. spółki wysokiego ryzyka (startupy lub firmy w tzw. pierwszych fazach rozwoju). Spółki te, jak wskazuje dotychczasowa praktyka, najczęściej prowadzą zbiórki za pośrednictwem platform crowdfundingowych. Bywa, że dopiero przygotowują się do wprowadzenia danego produktu lub usługi na rynek, a jednocześnie przedstawiają bardzo optymistyczne prognozowane wyniki sprzedażowe czy zyski, opierając się jedynie o szacunki i założenia, które nie zawsze muszą okazać się prawidłowe. UKNF rekomenduje, aby do informacji o przewidywanych zyskach czy wysokich stopach zwrotu z inwestycji przedstawianych przez emitentów podchodzić krytycznie, a przede wszystkim weryfikować je w dokumentach finansowych spółki i innych źródłach – mówi rzecznik KNF Jacek Barszczewski.

Weryfikacja rynku

Eksperci podkreślają, że rzeczywiście wśród młodych firm jest tendencja do obiecywania coraz większych zysków w coraz krótszym czasie. Ostatecznie jednak obietnice ustępują analizie spółki oraz biznesplanu. – Wspomniane obietnice traktujemy z przymrużeniem oka. Gwarancje spółki to jedno, nasze analizy drugie. Przed inwestycją sprawdzamy rynek, produkt, rozmawiamy z klientami firmy oraz z członkami zespołu – w ten sposób weryfikujemy ideę, produkt i potencjał całości. Jeżeli mamy spółkę młodą, to właśnie zespół jest najistotniejszy – podkreśla Mateusz Bodio, dyrektor zarządzający w RKKVC. – Niestety, spotykamy się coraz częściej z coraz to większymi obietnicami wysokich wyników finansowych w krótkich okresach. Nie jest to dla nas w żaden sposób wyznacznik – dodaje ekspert.

Ważnym aspektem jest również sens składania gwarancji wypłaty w niedalekiej przyszłości dywidendy. Jak podkreślają analitycy, dobra spółka z potencjałem powinna w początkowym okresie skupić się na szybkim rozwoju, co oznacza reinwestycję zysków. – W moim odczuciu szybko rosnąca spółka nie powinna mieć zbyt szybko zysków ani wypłacać dywidend. Każdą zarobioną złotówkę powinna przeznaczać na jeszcze szybszy wzrost. Jeżeli firma planuje szybko wypłacać dywidendę, może to oznaczać, że nie ma pomysłu na to, jak szybko rosnąć, albo zarządzający nią chcą szybko zrealizować zyski, zamiast dalej rozwijać swój biznes – stwierdza Michał Wrzołek z Tar Heel Capital. – Naszym celem jako funduszu VC jest inwestycja, agresywny rozwój i wsparcie spółki, a następnie czy to sprzedaż naszego udziału do np. funduszy typu secondaries, czy też wyjście z inwestycji poprzez IPO bądź sprzedaż do inwestora strategicznego. Jeżeli pojawią się dywidendy, wolimy, by były w całości reinwestowane w rozwój spółki, by tempo zwiększania wartości było jak najszybsze – wyjaśnia Mateusz Bodio z RKKVC.

Szerokie obietnice spółek mogą być spowodowane m.in. rosnącą popularnością rynku startupów oraz VC. Z tego powodu firmy na różne sposoby chcą wyróżnić się spośród innych ubiegających się o finansowanie. – Dostrzegamy coraz większe zainteresowanie światem VC zarówno ze strony inwestorów, jak i początkujących przedsiębiorców. W ten sposób robi się coraz tłoczniej, więc startupy szukają kreatywnych ścieżek na wybicie się z tłumu – mówi Bodio. – Żyjemy w czasach, w których marketing, fake newsy i rzetelna informacja mieszają się ze sobą. Jednocześnie panuje przekonanie napędzane hasłem „wyróżnij się albo zgiń". Na pewno w takim gąszczu informacji inwestorzy mają utrudnione zadanie w ocenie interesujących ich spółek i często mogą dać się skusić obietnicą szybkiego lub wysokiego zarobku. Trzeba jednak pamiętać, że dobry pomysł lub dobra realizacja zawsze się obronią. Wbrew pozorom na rynku jest całkiem sporo pieniędzy, widać to po rynku VC, który rok do roku bije rekordy skumulowanych inwestycji, ale też wielkości pojedynczych rund – podsumowuje Przemysław Jurgiel-Żyła, dyrektor inwestycyjny w Movens VC.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.