Finanse

Rozłucki i Socha: Dodatkowy podatek zaszkodzi giełdzie

Od nowego roku 4-proc. danina solidarnościowa obejmie również wysokie dochody ze sprzedaży akcji. Część bogatych podatników może próbować przed nią uciec.
Foto: Adobestock

 

Niewykluczone, że ucieczka przed nowym podatkiem już się zaczęła. Kilka spółek raportowało w ostatnich dniach transakcje sprzedaży akcji opiewające na miliony złotych. Tak było np. w przypadku CD Projektu. Jeden z akcjonariuszy sprzedał akcje warte 10,5 mln zł. Trudno powiedzieć, ile na nich zarobił, ale przed podatkiem mógł uratować kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Podatek w uproszczeniu działa tak, że jeśli na przykład ktoś kupił akcje za 1 mln zł, a sprzeda je po kilku latach powiedzmy za 4 mln zł, w obecnym stanie prawnym płaci 19 proc. od dochodu, czyli od 3 mln zł. Podatek to 570 tys. zł. Po wprowadzeniu daniny solidarnościowej zapłaci 19 proc. od 1 mln zł zysku i 23 proc. od nadwyżki ponad ten milion, czyli od pozostałych 2 mln zł. W sumie da to 650 tys. zł.

Podatek wymaga zmian

– Podatek giełdowy wprowadzał przed laty Marek Belka, który poszukiwał wtedy pieniędzy na załatanie w dużej części wirtualnej dziury Bauca. Podatek został do dziś – przypomina Jacek Socha, były szef Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (poprzednika Komisji Nadzoru Finansowego). Zwraca uwagę, że danina solidarnościowa również pojawiła się, gdy rząd zaczął pilnie poszukiwać pieniędzy. Tym razem na spełnienie postulatów osób niepełnosprawnych. – To pokazuje, jak się stanowi prawo w Polsce. Szybko, bez przemyślenia, bez patrzenia na skutki, nakłada się doraźnie nowe podatki, bo okazuje się, że na coś brakuje pieniędzy – mówi Jacek Socha.

Jego zdaniem te same pieniądze można znaleźć w systemie podatkowym, naprawiając go. – Łatwiej jednak wprowadza się u nas zmiany, które psują dobrze działające mechanizmy, utrudniają ludziom życie, niż takie, które ułatwiają to życie, naprawiają to, co funkcjonuje źle – rozkłada ręce były szef rynkowego nadzoru.

Jego zdaniem podatek giełdowy powinien być zmieniony. – Nie mówię, że zniesiony. Ale zmieniony. Na mądrzejszy, proinwestycyjny – mówi Socha.

Przypomina, że rynek kapitałowy od roku czeka na nową strategię. I na razie nie może się jej doczekać.

Daninę można rozszerzyć

– Choć dziś danina solidarnościowa dotyczy ludzi bardzo zamożnych, którzy osiągają bardzo wysokie dochody, to w przyszłości próg opodatkowania może zostać obniżony – mówi Wiesław Rozłucki, były szef GPW. – Jeśli zajdzie taka potrzeba, rząd znów będzie szukał pieniędzy, nowy podatek może też objąć mniejszych inwestorów giełdowych – uważa Rozłucki.

Jego zdaniem danina solidarnościowa to kolejny przejaw dyskryminacji inwestorów giełdowych. – Działa tu mechanizm podobny do stosowanego przy exit tax. Ów podatek, nakładany w przypadku wyjazdu za granicę czy zmiany rezydencji podatkowej, nie obejmuje pieniędzy na lokatach bankowych. Obejmuje natomiast pieniądze zainwestowane w papiery wartościowe. Lokaty bankowe są lepiej traktowane niż akcje i papiery wartościowe. A przecież inwestycja w papiery jest znacznie bardziej ryzykowna niż lokaty bankowe – mówi pierwszy szef warszawskiego parkietu.

Prawo nie działa tu wstecz

Część inwestorów ma wątpliwości, czy to, że danina solidarnościowa obejmie także dochody ze sprzedaży akcji kupionych przed dniem jej wprowadzenia, nie jest złamaniem zasady niedziałania prawa wstecz. Zapytaliśmy o to Ministerstwo Finansów. W długim wyjaśnieniu resort napisał, że przy ustalaniu wysokości podstawy obliczenia daniny solidarnościowej uwzględniane będą dochody uzyskane od 1 stycznia 2019 r. – Zatem dochody uzyskane w 2018 r. np. ze zbycia akcji, których rozliczenie następuje w zeznaniu składanym do 30 kwietnia 2019 r., nie będą brane pod uwagę przy ustalaniu wysokości podstawy obliczenia daniny solidarnościowej. W konsekwencji nie mamy do czynienia ze złamaniem zasady niedziałania prawa wstecz – dodał. Do naszego pytania się jednak wprost nie odniósł.

– Nie dopatrywałabym się tu złamania zasady niedziałania prawa wstecz – mówi jednak Małgorzata Samborska, doradca podatkowy z firmy Grant Thornton. – Gdyby tak było, to podobny zarzut można by stawiać przy każdej zmianie zasad opodatkowania czy przy wprowadzaniu nowych stawek – dodaje.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły