REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Sierpniowa rewizja MSCI EM mniej bolesna dla naszej giełdy

Przed nami drugi etap zmian w globalnym indeksie rynków rozwijających się. Podaż akcji aktywnych i pasywnych inwestorów może sięgnąć 800 mln zł. Większość analityków zaleca spokój.
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Inwestorzy, w tym także ci z warszawskiej giełdy, nie mają w ostatnim czasie łatwego życia. Tylko w ciągu miesiąca indeks WIG20 stracił na wartości prawie 8 proc. Na globalnych rynkach znów jesteśmy świadkami ucieczki od ryzyka. Nie dość bowiem, że Rezerwa Federalna obcięła stopy procentowe tylko o 25 pkt baz., to jeszcze powrócił temat wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Na tym jednak problemy naszego rynku się nie kończą.

Na horyzoncie są już sierpniowe zmiany w indeksie MSCI Emerging Markets. Mając na uwadze to, co się działo przy okazji majowej rewizji MSCI EM, pytania o kondycję naszego parkietu wydają się być więcej niż zasadne.

Majowe doświadczenia

Ten rok jest szczególny, jeśli chodzi o rynki wschodzące. W indeksie MSCI EM, który jest punktem odniesienia dla globalnych inwestorów, zachodzą bowiem poważne zmiany. Te zostały rozłożone na trzy części. Pierwszy etap przypadł na maj. Wtedy do indeksu MSCI EM dołączyły dwa kraje: Argentyna oraz Arabia Saudyjska. Do tego zwiększono limit inwestycyjny chińskich spółek klasy A. To z kolei wiązało się ze spadkiem udziału Polski w indeksie MSCI EM. Według szacunków Trigona DM spadł on do 1,05 proc. (wcześniej było to około 1,07 proc.).

Zarówno jednak w przypadku Arabii Saudyjskiej, jak i chińskich spółek zmiany zostały rozłożone w czasie. W sierpniu przypada drugi etap zmian.

– Sierpniowa rewizja indeksów MSCI EM odbędzie się na zamknięciu sesji 26 sierpnia. Związana jest z drugim etapem włączenia Arabii Saudyjskiej oraz zwiększeniem limitu inwestycyjnego dla chińskich spółek klasy A z 10 proc. do 15 proc. – wyjaśniają analitycy Trigon DM. Według ich szacunków po sierpniowej rewizji udział Polski w MSCI EM będzie wynosił 1,03 proc.

O tym, jak duży wpływ na nasz rynek mają globalne przepływy związane ze zmianami w indeksie MSCI EM, przekonać mogliśmy się już w maju. Rodzimy indeks WIG20 już od marca (analitycy wskazują, że już na dwa miesiące przed faktyczną zmianą w indeksach inwestorzy zaczynają dostosowywać do nich swoje portfele) wyraźnie odstawał od MSCI EM. Sama GPW w raporcie półrocznym wskazywała, że przetasowania w indeksie rynków wschodzących były główną przyczyną słabości naszego parkietu.

Foto: GG Parkiet

„W marcu i kwietniu widoczna była relatywna słabość rynku. Od tegorocznego szczytu WIG20 na poziomie 2414 pkt osiągniętego 6 lutego, pomimo wzrostów na innych rynkach europejskich, zbliżył się jedynie do wartości z początku roku. Z początkiem maja WIG20 stracił w ciągu pierwszych dwóch tygodni prawie 8 proc., a wartość indeksu spadła z 2357 pkt do 2172 pkt. Słabość rynku widoczna była do 28 maja, czyli do samego dnia reklasyfikacji indeksu MSCI EM" – czytamy w raporcie GPW. Dopiero po 28 maja na naszym rynku znowu zaczęły przeważać wzrosty, których skala była nawet większa niż w przypadku MSCI EM.

Znowu spadki?

Foto: GG Parkiet

Czy teraz czeka nas powtórka z rozrywki? Niekoniecznie. Według wskazań analityków podaż polskich akcji związana z sierpniową rewizją MSCI EM nie będzie aż tak duża jak w maju. Z półrocznego raportu GPW wynika, że wtedy sięgnęła ona około 2,1 mld zł. Analitycy wskazują, że teraz mowa jest o zdecydowanie mniejszych kwotach.

Czytaj także: Politycy nie zaszkodzą GPW?

– Według naszych szacunków drugi etap włączenia Arabii Saudyjskiej do MSCI EM oraz zwiększenia wskaźnika udziału chińskich akcji klasy A o kolejne 5 pkt proc. może spowodować pasywne odpływy w wysokości około 90 mln USD (około 350 mln zł – red.) przy okazji sierpniowej rewizji indeksu MSCI EM. Skala odpływów powinna być niższa niż w maju, ponieważ wtedy dodatkowo do indeksu dodane zostały argentyńskie akcje – mówi Paweł Wieprzowski, analityk Wood & Company. Podobnej skali podaży spodziewa się Ipopema Securities. Większych odpływów spodziewają się przedstawiciele Trigona DM. Przedstawiciele tej instytucji i tak jednak obniżyli swoje wcześniejsze prognozy.

– Po wynikach majowej rewizji indeksu obniżamy nasze szacunki odnośnie do podaży przez inwestorów aktywnych. Uważamy, że w dużej mierze wykonali oni już wtedy ruch wyprzedzający na kolejne rewizje w tym roku. Szacujemy, że podaż polskich spółek podczas rewizji sierpniowej wyniesie około 800 mln zł, z podziałem 50/50 pomiędzy inwestorów pasywnych i aktywnych – uważają analitycy Trigona.

Eksperci są podzieleni, jeśli chodzi o to, czy znów zmiany w MSCI EM przełożą się na słabość naszego parkietu względem innych rynków wschodzących.

– Uważamy, że nie jest to już powód do niedoważania Polski względem EM i relatywna słabość, która wystąpiła w okresie styczeń–kwiecień 2019 r., nie powinna się powtórzyć – twierdzą analitycy Trigona DM. Również i przedstawiciele Wood & Company uważają, że sytuacja, z którą mieliśmy do czynienia przy okazji pierwszej rewizji, raczej się nie powtórzy.

– Wydaje nam się, że znacząca większość aktywnych inwestorów dokonała zmian w portfelach wcześniej. Dlatego też nie spodziewamy się, żeby największe polskie spółki wchodzące w skład WIG20 były w krótkim terminie pod tak znaczącą presją związaną z rewizją w indeksie MSCI EM jak trzy miesiące temu – mówi Paweł Wieprzowski.

Ostrożność zaleca natomiast Piotr Jusiński, analityk Ipopemy Securities.

– Podaż nadal powinna być zauważalna i w najbliższym czasie może ciążyć na krajowym rynku. Na pocieszenie można dodać, że ostatnia z tegorocznych rewizji (listopadowa) nie przyniesie kolejnych istotnych odpływów, gdyż w sierpniu zakończone zostanie włączanie do indeksu akcji z Arabii Saudyjskiej, które w większym stopniu wpływają na spadek wagi polskich spółek w MSCI EM – mówi Jusiński.

Według analityków Trigona ostatnia listopadowa rewizja może wygenerować w sumie około 500 mln zł (po 250 mln zł od inwestorów aktywnych i pasywnych) podaży akcji polskich.

Rynek walutowy | Trwa ucieczka w kierunku bezpiecznych przystani

Rynki wschodzące w ostatnim czasie znowu znalazły się pod presją. Globalny wzrost awersji do ryzyka sprawił, że indeks MSCI Emerging Markets w ciągu miesiąca stracił ponad 8 proc. Odwrót od ryzykownych aktywów widać nie tylko na rynkach akcji, ale i na rynku walutowym. Waluty krajów rozwijających się znalazły się w defensywie, a na wartości zyskują waluty uznawane za bezpieczne przystanie, takie jak jen czy frank.

Oczywiście na słabą postawę rynków rozwijających się wpływ ma głównie kwestia wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Swoje jednak robi też polityka pieniężna amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Sytuacja na rynku jest napięta, a część banków centralnych już zdecydowała się na działania. Stopy procentowe zostały obniżone w Nowej Zelandii oraz w Indiach, które są zaliczane do grona rynków rozwijających się.

– Banki centralne nigdy nie obniżają stóp procentowych bez powodu. Ich zadaniem jest dbanie o stabilność cen, co zazwyczaj sprowadza się do próby oddziaływania na cykl koniunkturalny. W idealnym świecie bankiera centralnego wzrost gospodarczy i inflacja zawsze są niezmienne. W praktyce jednak najczęściej obniżki stóp procentowych dokonywane są wtedy, gdy staje się jasne, że perspektywy dla wzrostu i inflacji pogarszają się. Co prawda bankierzy chcieliby wierzyć, że dokonują jedynie małych ruchów korekcyjnych, utrzymujących okręt na obranej trasie (wzrostu blisko możliwości gospodarki i inflacji blisko celu), ale często jest to życzeniowe myślenie. Tak swoją ostatnią obniżkę próbował uzasadniać Fed, wskazując, że jest to jedynie korekta obliczona na utrzymanie cyklu koniunkturalnego w fazie ekspansji – wskazuje Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. Jak jednocześnie dodaje, inne banki centralne zostały zachęcone do działania właśnie przez amerykańską Rezerwę Federalną.

– Globalne luzowanie pieniężne to po części efekt „zaproszenia" Fedu, który – tnąc stopy – dał sygnał, że podobny ruch nie jest oznaką słabości. To szczególnie istotne dla rynków wschodzących (w ostatnim czasie stopy obniżano m.in. w Turcji, Brazylii, RPA i Indiach), gdzie inaczej mogłoby to wywoływać nerwowe reakcje inwestorów. Być może również takie koncertowe luzowanie wykrzesze na tyle lokalnej aktywności, iż pozwoli zniwelować (lub przynajmniej istotnie zredukować) efekt globalnego spowolnienia w przemyśle i handlu – uważa Kwiecień.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA