REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Ludwik Sobolewski: Inwestorzy indywidualni powinni być priorytetem

#PROSTOzPARKIETU. Ludwik Sobolewski: dywersyfikacja przychodów GPW nie jest zła, ale nie może przysłaniać głównych celów

Przemysław Tychmanowicz rozmawiał w Parkiet TV z Ludwikiem Sobolewskim, byłym prezesem GPW, obecnie partnerem w Beesfund.

Foto: parkiet.com

Czy obecny szturm inwestorów indywidualnych na giełdę można porównać z tym, co obserwowaliśmy podczas czasów wielkich prywatyzacji?

Dzisiaj faktycznie obserwujemy napływ nowych inwestorów indywidualnych na rynek, ale wydaje mi się, że trudno jest to porównywać z latami wielkich prywatyzacji. Tamten ruch był efektem wieloletniej pracy, edukacji, akcjonariatu obywatelskiego, który budował zainteresowania ludzi giełdą. W kulminacyjnym momencie mieliśmy około 350–400 tys. aktywnych rachunków inwestycyjnych. To, co obserwujemy dzisiaj, to z kolei reakcja na niezwykłe marcowe wydarzenia. To nie jest nic złego. Powiedziałbym nawet, że jest to optymistyczne, gdyż ludzie uwierzyli, że można skierować się na giełdę, mimo że przed chwilą były tam ogromne spadki. Teraz otwarte jest pytanie, czy liczba aktywnych inwestorów nadal będzie się zwiększać i jak długo. Dobrze byłoby, aby ten moment przekształcić w renesans zainteresowania inwestycjami na rynku giełdowym.

Czy GPW, domy maklerskie, a także inni uczestnicy rynku mogą zrobić coś, aby faktycznie ten trend wzrostowy, jeśli chodzi o zainteresowanie rynkiem, podtrzymać?

Mam nadzieję, że ludzie którzy dzisiaj otwierają rachunki doskonale zdają sobie sprawę, że na giełdzie nie zawsze się zarabia. GPW powinna natomiast uznać za priorytet swojego działania to, aby przyciągać indywidualnych inwestorów do giełdy. Mam tutaj na myśli inwestorów w pełnym znaczeniu tego słowa, ale także graczy giełdowych, którzy potrafią wykorzystywać nadarzające się okazje. Wszyscy na rynku powinni uznać, że dzisiaj dla giełdy jest to rzecz absolutnie najważniejsza. Można naprawdę dużo zyskać przez odbudowę zaufania i renomy giełdy, jako atrakcyjnego miejsca do inwestowania. Jest to o tyle istotne, że nasza giełda funkcjonuje w otoczeniu, innych, konkurencyjnych rynków. Nie brakuje przecież osób, które inwestują na rynkach zagranicznych. Nie wynika to z faktu, że GPW im się nie podoba. Problemem jest to, że giełda warszawska ma za mało nowej oferty i nie są notowane na niej, albo są ubogo reprezentowane, pewne obszary gospodarki. Giełda musi więc wiele zrobić, aby wzbogacić ofertę, żeby pieniądze popłynęły głównie na nasz rynek.

Inwestorzy indywidualni priorytetem GPW, bogatsza oferta produktowa... to wszystko ładnie brzmi, ale jak to zrobić? W obecnych warunkach raczej ciężko jest zainteresować potencjalnych emitentów giełdą.

Zawsze było ciężko. Ważne jest jednak to, aby były nowe spółki i IPO. Czasy się zmieniają, ale jedno pozostaje bez zmian. Mało które wydarzenie tak ożywia rynek i budzi zainteresowanie ze strony inwestorów, jak nowe spółki, które wchodzą na rynek. Nie chodzi jednak tylko o aspekt ilościowy, ale też i strukturę napływu spółek. Trzeba dbać o to, aby giełda warszawska nie kojarzyła się głównie z gamingiem. W samej branży nie ma oczywiście nic złego, natomiast złe jest to, jeśli gaming jest głównym skojarzeniem z giełdą. Giełda powinna wrócić do myślenia o tworzeniu oferty, która zaspokaja różne wymagania inwestorów. Kolejną ważną rzeczą, którą giełda powinna robić, a czego w tej chwili nie ma, to sprostanie wyzwaniu, które polega na tym, żeby inwestorzy bardziej inwestowali w spółki zagraniczne notowane u nas niż w spółki notowane na zagranicznych rynkach. Dzisiaj Europa Środkowo-Wschodnia relatywnie dobrze radzi sobie gospodarczo. Są interesujące aktywa i powinniśmy znowu zacząć być centrum obrotu kapitałowego dla regionu. Dziś tak nie jest, a możemy dużo na tym zyskać. Mamy prężny rynek tylko potencjał trzeba skierować we właściwą stronę. Poza tym uważam też, że za mało słyszymy asertywnego głosu giełdy w zakresie regulacji, które zniechęcają spółki do rynku. Tego dzisiaj mi brakuje.

Tymczasem GPW dywersyfikuje przychody. Uruchomiony został rynek rolny, trwają prace nad rynkiem odpadów, GPW chce także stworzyć własną platformę transakcyjną. Czy to są właściwe kierunki?

Rynek rolny czy też rynek odpadów to są ciekawe, ale jednak uboczne zagadnienia. Dzisiaj trzeba postawić bardzo mocno na okręt flagowy, czyli: inwestor indywidualny, właściwa struktura spółek oraz strategia giełdy. Niestety, dzisiaj wydaje mi się, że uczestnicy rynku nie mają poczucia, że wiadomo, o co chodzi, i na mostku kapitańskim jest jasno określony plan działania i zdefiniowane cele. Z drugiej strony też trzeba pamiętać, że giełda jest spółką publiczną i też musi pokazywać efektywność. Nie kwestionuję więc towarowych kierunków rozwoju, nie powinny one natomiast dominować nad głównymi celami. Jeśli chodzi o system transakcyjny, to uważam to za całkowite nieporozumienie.

Zawodowo bliżej panu teraz jednak do crowdfundingu niż do giełdy. Ten obszar jest konkurencją dla giełdy czy elementem komplementarnym?

Warszawska giełda powinna być szczęśliwa, że rynek crowdfundingu się rozwija w Polsce. To buduje zainteresowanie ludzi inwestowaniem w instrumenty, których elementem jest ryzyko. To jest praktyczna edukacja inwestorów. Giełda powinna się zastanowić, czy lepiej być królem pustyni czy królem sawanny. Crowdfunding, biura maklerskie budują i odtwarzają sawannę. Pomaga w tym także KNF, której ostatnie wyjaśnienia dotyczące działalności platform crowdfundingowych pomagają uporządkować ten rynek, ale jednocześnie są bardzo prorozwojowe.

Nie jest tajemnicą, że dołączył pan do Beesfund w związku z planami ekspansji zagranicznej tej platformy. Na jakim są one etapie?

Myślimy o tym, aby uruchomić platformę w Rumunii. Zrobiliśmy już rozeznanie tego rynku. Plany pokrzyżował nam nieco koronawirus. Naszym celem jest jednak, aby do końca roku być już obecnym w Rumunii.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA