REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Abris wzywa Idea Bank do ugody

Finanse › DNLD, w której fundusz jest wspólnikiem, zarzuca nierzetelność przy sprzedaży GetBacku w 2016 r. Bank odpiera oskarżenia, twierdząc, że inwestor dogłębnie badał windykatora, a do jego upadłości doprowadziły działania już po transakcji.

Maciej Rudke

maciej.rudke@parkiet.com
Foto: spółka

Idea Bank dostał od głównego akcjonariusza GetBacku, czyli spółki DNLD, której jednym ze wspólników jest Abris, wezwanie do rozpoczęcia rozmów ugodowych zmierzających do zaspokojenia „bliżej nieokreślonej" szkody DNLD.

Nagła zmiana stanowiska

Chodzi o podpisaną w marcu i przeprowadzoną w czerwcu 2016 r. sprzedaż przez bank wszystkich akcji GetBacku za 825 mln zł. DNLD twierdzi, że „praprzyczyny nieprawidłowości skutkujące przedstawieniem licznych zarzutów członkom poprzedniego zarządu GetBacku musiały już występować na etapie zawierania umowy sprzedaży". Prawdopodobnie mowa o kupowaniu portfeli wierzytelności po zawyżonej cenie i sztucznym zwiększaniu ich wartości, co pozwalało GetBackowi w 2017 r. – na co wskazuje analiza Komisji Nadzoru Finansowego – zawyżać wyniki i unikać odpisów wartości portfeli. DNLD twierdzi, że występuje „wysoce uzasadnione prawdopodobieństwo, że w toku negocjacji umowy sprzedaży Idea Bank wiedział, że sytuacja windykatora była mniej optymistyczna niż przedstawiona oficjalnie DNLD".

Idea Bank nie komentuje sprawy szerzej, niż podał w raporcie bieżącym. Nie zamierza podejmować jakichkolwiek rozmów z DNLD, nie znajdując podstaw rzekomej odpowiedzialności z tytułu sprzedaży GetBacku. Traktuje stwierdzenia DNLD jako insynuacje i próbę przypisania mu współodpowiedzialności za obecną sytuację windykatora, za którą – jak przekonuje – odpowiedzialny jest zarząd spółki i jej organy nadzoru. „Bank jednoznacznie odcina się od prób wciągnięcia go w odpowiedzialność za doprowadzenie do zagrożenia upadłością GetBacku" – dodaje Idea Bank. Przekonuje, że w momencie sprzedaży GetBack był w dobrej sytuacji finansowej i miał dobre perspektywy rozwoju.

Bank twierdzi, że portfele wierzytelności były analizowane przez DNLD przed zawarciem transakcji na podstawie danych przekazanych przez bank, a DNLD – zdaniem Idei – nigdy wcześniej nie kwestionował ich wartości. W lipcu Paweł Gieryński, partner w Abrisie, mówił „Forbesowi", że nie kwestionuje tego, iż w momencie zakupu GetBack był zdrowy.

Idea Bank przekonuje, że kryzys w GetBacku wywołany został przez działania jego zarządu po sprzedaży akcji. UKNF przypomina, że przekazywał do prokuratury uzupełnienia zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z dalszymi ustaleniami w zakresie nierzetelności danych GetBacku w 2017 r. Czy chodzi o rozszerzenie tych zarzutów na inne okresy, czy o zarzuty innego typu? Tego UKNF nie komentuje z powodu tajemnicy.

Co z kupującymi w IPO?

Czy inni akcjonariusze GetBacku mogą składać podobne jak Abris roszczenia? – Jedną z naczelnych zasad prawa spółek handlowych jest równouprawnienie akcjonariuszy, których – zgodnie z art. 20 k.s.h. – należy traktować jednakowo w takich samych okolicznościach. Uprawnienia akcjonariuszy w zależności od liczby akcji różne są jedynie wyjątkowo, np. co do możliwości żądania zwołania walnego zgromadzenia, wyboru członków rady nadzorczej oddzielnymi grupami itp. Z tej perspektywy każdy akcjonariusz GetBacku ma takie same prawa i potencjalne roszczenia, w tym cywilnoprawne o naprawienie szkody, w stosunku do tej spółki; dotyczy to zarówno DNLD, jak i przysłowiowego Kowalskiegom – mówi Radosław L. Kwaśnicki, partner w RKKW.

Sęk w tym, że inwestorzy biorący udział w IPO GetBacku latem 2017 r. kupowali akcje od Abrisu, a nie Idei. – Kierowanie roszczeń wobec banku przez inne podmioty niż DNLD trudno obecnie uznać za uzasadnione, skoro nie były one stroną umowy sprzedaży akcji GetBacku – dodaje Kwaśnicki.


Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA