REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Słabnące atuty dolara

Kluczowa jest właśnie szybko erodująca przewaga w poziomie aktualnego i oczekiwanego oprocentowania.

Damian Rosiński makler papierów wartościowych, DM AFS

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompala

Ostatnie kilka tygodni to cały szereg ciekawych wydarzeń na rynkach. Ma miejsce wyraźny wzrost awersji do ryzyka, uwidoczniony spadkiem cen akcji, przy jednoczesnym umocnieniu obligacji. Dochodzi do pogłębienia inwersji krzywej rentowności w USA, a gracze coraz śmielej dyskontują obniżki stóp Fed. Donald Trump otwiera nowy front wojny celnej, co wzmaga obawy o recesję w największej gospodarce świata. W takich warunkach dolar na razie utrzymuje wysoką wartość, lecz argumenty przemawiające na rzecz jego dalszej aprecjacji będą z każdym tygodniem słabnąć.

Podczas gdy indeksy cen akcji w Nowym Jorku, Tokio czy Frankfurcie w szybkim tempie korygują wcześniejsze zwyżki, rentowności – uważanych za bezpieczne – dziesięcioletnich obligacji skarbowych Niemiec spadają do rekordowo niskiego poziomu w historii (0,21 proc.). Dochodowość analogicznych papierów rządu USA zbliża się z kolei do dołków z września 2017 r. (2,05 proc.). Spadające wolniej stawki krótkoterminowych bonów skarbowych sprawiają, że różnica w oprocentowaniu trzymiesięcznych lokat i dziesięcioletnich obligacji jest najniższa od 12 lat.

Amerykańska krzywa dochodowości wyostrzyła się już na tyle mocno, że bazując na historycznych zależnościach, o recesję w Stanach Zjednoczonych należałoby zacząć martwić się nie za rok czy dwa, ale już za pięć czy sześć miesięcy. Te obawy podsycane są przez rosnący amerykański protekcjonizm. Nie widać końca konfliktu na linii USA–Chiny. Poszerzają się instrumenty restrykcji. Jednocześnie prezydent USA nieoczekiwanie nakłada cła na cały import z Meksyku. Po upływie sześciomiesięcznego okresu karencji ws. ceł na auta spokojne nie może czuć się Europa. To samo dotyczy Indii i Turcji, którym grożą sankcje za zakup rosyjskiego uzbrojenia.

Na rosnące prawdopodobieństwo zakończenia dziesięcioletniego okresu nieprzerwanego wzrostu gospodarczego w USA żywiołowo reaguje rynek pieniężny. Szanse na to, że Fed do końca roku dwukrotnie obniży stopy procentowe, wynoszą obecnie aż 75 proc. A tego, że będą to trzy cięcia po 25 pkt bazowych, prawe 50 proc. Zwiększają się również oczekiwania na obniżki oprocentowania w strefie euro, choć – wydawałoby się – stopy sprowadzone zostały już do minimum. Stawki trzymiesięcznego Euroiboru na początku 2020 r. handlowane są 5 pkt bazowych poniżej kwotowań bieżących.

Faza rynku, w której dominuje strach, jest chwilowo sprzyjająca dla waluty USA. Ale przedstawiony w skrócie przegląd ostatnich wydarzeń rynkowych miał na celu uwypuklenie czynników, które w perspektywie kolejnych kwartałów (a może nawet lat) będą przechylać szalę zwycięstwa na rzecz pozbywających się dolara.

Kluczowa jest właśnie szybko erodująca przewaga w poziomie aktualnego i oczekiwanego oprocentowania. Europejski Bank Centralny w kwestii stóp procentowych zrobić wiele już nie może. Nie dalej jak w marcu zapowiedział wznowienie jednego z najpotężniejszych narzędzi oddziaływania na warunki kredytowe, jakie wciąż ma do dyspozycji (TLTRO-III).

Przy okazji dwóch poprzednich rund tanich pożyczek dla banków po ich ogłoszeniu euro przez kolejne dziewięć miesięcy traciło do dolara. Gdyby ta analogia miała się powtórzyć, dolarowi wciąż pozostaje ok. pół roku, kiedy może trzymać relatywnie wysoką wycenę wobec euro. Osobiście wątpię jednak, by historia miała się powtórzyć aż z taką dokładnością. Choćby nawet z tak błahego powodu jak to, że ogłaszanie kolejnych działań o takim samym charakterze będzie za każdym razem dawać coraz mniejszy efekt. A jeśli tak, na bazie słabnącej różnicy oprocentowania (nie tylko do euro), już w ciągu najbliższych miesięcy dolar powinien zacząć trwale się osłabiać.

Wraz z pojawianiem się kolejnych sygnałów słabnięcia koniunktury za oceanem inwestorzy coraz chętniej poszukiwać będą możliwości korzystnego lokowania pieniędzy tam, gdzie okres globalnej ekspansji może jeszcze nie w pełni się ujawnił, albo tam, gdzie dana gospodarka wolniej reaguje na spowolnienie w USA (jest tak choćby w przypadku Polski). To zmniejszać będzie systematycznie popyt na amerykańską walutę, pchając ją na słabszą stronę.

Również wojny handlowe na dłuższą metę nie przysłużą się dolarowi. Jakkolwiek cła i inne bariery w wymianie mogą krótkoterminowo wspierać przemysł czy pewne obszary gospodarki, długofalowo są kosztem zubażającym kraj obwarowany cłami. Czas gra na niekorzyść Ameryki, w tym także dolara.

Damian Rosiński makler papierów wartościowych, DM AFS

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA