REKLAMA
REKLAMA

Banki

Andrzej Powierża, DM Citi Handlowy: Sprawa frankowa nie wyjaśni się przez parę lat

Franki, problemy Getinu i Idei, jak rozwinie się sytuacja Aliora i mBanku, ale przede wszystkim gospodarka zdecyduje o notowaniach indeksu WIG-Banki - mówi Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowego, w ParkietTV.

Andrzej Powierża

Foto: parkiet.com

Co było najważniejszym wydarzeniem dla banków w 2019 r.?

Trzy sprawy: kredyty frankowe, o których mówiło się od dawna, ale po raz pierwszy z etapu potencjalnych ryzyk przechodzimy do kosztów dla sektora, po drugie większe niż oczekiwano problemy Idea Banku, a po trzecie wystawienie na sprzedaż mBanku.

 

Czy w 2020 r. nadal kwestia kredytów frankowych i rosnąca liczba pozwów oraz rezerw będzie głównym tematem?

To będzie się rozwijać, ale nie spodziewam się ostatecznych rozstrzygnięć. Za rok nadal nie będziemy wiedzieć ile klientów ostatecznie pójdzie do sądów i ile procent z nich wygra. To początek długiej drogi. Jeśli nie zmieni się orzecznictwo, to pewnie przez pięć pójdzie do sądów sporo klientów, ale nie aż tyle aby z obecnych blisko 4 proc. czynnych umów przeskoczyć do 70 proc. Ten rok pokaże kierunek, spodziewam się więcej spraw i w większości nadal wygrywanych przez klientów.

 

Z danych Związku Banków Polskich wynika, że w 2019 r. 70 proc. prawomocnych wyroków było na korzyść banków. Z kolei Votum twierdzi, że w IV kwartale 70 proc. wyroków było na korzyść klientów.

Z żalem muszę powiedzieć, że bardziej wiarygodnie wyglądają dane przedstawione przez kancelarię Votum niż ZBP. Za tymi pierwszymi stoją sygnatury akt i można sprawdzić o jakich sprawach mowa. Poza tym orzecznictwo Sądu Najwyższego jest bardziej przychylne klientom. Inna sprawa to fakt, że można formalnie różnie zaklasyfikować wyroki. W słynnej sprawie p. Dziubak wyrok z początku stycznia był dla klientów korzystny w zakresie unieważnienia kredytu, ale już roszczenie o zapłatę było odrzucone przez sąd. Zatem wygrali pod względem meritum sprawy, ale nie sposobu rozliczenia. Sporo jest też takich sytuacji, w których frankowicze nie płacą i banki dochodzą swoich roszczeń. Szczególnie przy małej aktywności banki mogą wygrywać, co podbija statystykę na korzyść banków, ale nie toczy się tam spór o indeksację i waloryzację. Dla mnie bardziej wiarygodnie wyglądają dane podparte sygnaturami i szczegółami, a nie same liczby.

 

Banki zaczynają zwiększać rezerwy na kredyty frankowe.

Do tej pory banki zawiązywały rezerwy, ale tylko na sprawy już wniesione przez klientów – oceniano czy ryzyko przegrania przekraczało 50 proc. Jeśli tak, tworzyły rezerwy. Niestety niektóre banki mające dużą ekspozycję na franki, jak np. Millennium, nie podawał szczegółów. Teraz audytorzy uznali, że powinny objąć rezerwami także te sprawy, które najprawdopodobniej dopiero trafią do sądów. Ile ich tam się znajdzie, ile bank przegra i jakie koszty to przyniesie. Można się zgodzić, że teoretycznie to dobre podejście, ale taka rezerwa wymaga danych statystycznych, a jesteśmy dopiero na początku drogi i spraw jest niewiele. Trudno na tej podstawie budować skuteczne modele. Ostateczny efekt tego ćwiczenia będzie zależny od tego jakie założenia zostaną przyjęte przez zarząd, uznaniowość będzie duża. Rezerwy będą pewnie zbliżone proporcjonalnie do tych stworzonych przez Santandera.

 

Jakie mogą być frankowe straty banków?

Rezerwy za IV kwartał 2019 r. będą dopiero przedsmakiem tego, co zobaczymy za rok, dwa. Szczyt spodziewam się, że osiągniemy dopiero za trzy-cztery lata. Szacunki na 2020 r. obarczone są bardzo dużym ryzykiem. Gdyby wszyscy klienci poszli do sądów i wygrali, to według moich obliczeń będzie to 70-80 mld zł w zależności czy będzie to unieważnienie czy odfrankowienie. Później są już bardzo istotne założenia. Zakładam, że pójdzie 70 proc. klientów pójdzie do sądu i 70 proc. z nich wygrywa, co daje połowę maksymalnych kosztów jako to, co sektor będzie musiał zapłacić przez następne około 7 lat. Rozłożenie ich w czasie będzie zależne od tempa przyrostu spraw, rozstrzygnięć i od podejścia do tworzenia rezerw.

 

Który bank jest Pana faworytem na ten rok?

Ponownie Santander Bank Polska. Stawiałem na niego także rok temu, ale nie wyszło m.in. ze względu na mniejszy od oczekiwanego pozytywnego wpływu na finanse fuzji z Deutsche Bankiem Polska, doszły też franki i sprawa kredytów konsumpcyjnych. Te problemy dalej są, ale patrząc na kurs i perspektywę wyników i ryzyka, bank wydaje się obiecujący. Są też banki państwowe: PKO BP jako największy bank detaliczny najbardziej korzysta z dobrej kondycji polskiego konsumenta, są ryzyka polityczne, są franki. Jest też Pekao bez franków, ale przez wielu typowany na faworyta do kupna mBanku wspólnie ze swoim właścicielem PZU. To może ciążyć na kursie.

 

Czy ktoś z zewnątrz może przebić oferty podmiotów państwowych jak PKO BP czy Pekao z PZU?

Kiedy dwa miesiące temu się nad tym zastanawiałem myślałem, że zainteresowanie podmiotów z zagranicy nie będzie duże ze względu na niepewność frankową, niską rentowność spowodowana w dużym stopniu przez bankowość czy problemy Idea Banku. Te czynniki powodują, że w oczach inwestorów zagranicznych polski sektor bankowy może być nieatrakcyjny a o mBanku myślałem jako dobrej instytucji, ale w złym otoczeniu. Ale po rozmowach z inwestorami inwestującymi w banki zachodnioeuropejskie trochę zmieniłem zdanie. Zwrócili uwagę na dodatnie stopy procentowe w Polsce i perspektywy wzrostu gospodarczego, dlatego być może bank europejski chciałby zwiększyć ekspozycję w Polsce. Sprzedaż mBanku może być punktem zwrotnym w historii sektora. Na pewno doprowadzi do większej konsolidacji, jeśli mBank zostanie kupiony przez kogoś już obecnego w Polsce. Lub do dalszego upaństwowienia. Pamiętam czasy, gdy wszystko było państwowe i nie wierzę, że to byłaby to droga w dobrą stronę.

 

Gdyby PZU i Pekao kupili mBank, w grupie ubezpieczyciela byłyby już trzy banki, bo jest przecież jeszcze Alior.

Zakładam, że doszłoby do połączenia Pekao z mBankiem a PZU byłoby współfinansującym transakcję. Pytanie co z Aliorem w tej sytuacji. Jego pozycja kapitałowa Bank chwali się, że ma wysoką nadwyżkę kapitałową nad minima regulacyjne. Jednak inwestorzy pamiętają, że istotna część rezerw wynikająca ze zmian w księgowości jeszcze nie obciążyła w pełni kapitałów. Gdyby to zrobić, to bank nie spełniałby wymogów kapitałowych. Dlatego musi zarabiać, aby wzmacniać kapitały. Stąd bierze się obawa niektórych inwestorów, odzwierciedlona w kursie, co będzie dalej z tym bankiem. Szczególnie, że jego przychody mocno ucierpią wskutek wyroku TSUE dotyczącego kredytów konsumenckich. Jednak zwykle potrafił szybko reagować i wierzę, że da radę.

W trudnej sytuacji jest Getin Noble, który ma niedobory kapitału i jest nierentowny, a dodatkowo może zwiększyć rezerwy frankowe. Jest też Idea Bank, choć ten franków nie ma. Czy to ryzyko dla sektora?

 

Idea Bank de facto nie ma kapitału, więc pytanie co KNF i BFG uczynią z takim bankiem, jakie i kiedy decyzje podejmą. Getin Noble spełnia unijne wymogi kapitałowe, ale ma dużo franków i w razie zwiększenia rezerw na te kredyty rodzi się pytanie o jego pozycję kapitałową. To nie zdarzy się bardzo szybko, bank ma trochę czasu, ale na tym trudnym rynku wychodzenie na prostą nie jest łatwe. Nie jest to raczej temat, który zostanie rozstrzygnięty w 2020 r. Zwiększa moje obawy, bo pokazuje, że sektor wbrew powszechnej opinii nie jest aż tak stabilny.

WIG-banki spadł w 2019 r. o około 10 proc. Czy odbije w tym roku?

Jest dużo niewiadomych: co z Aliorem, czy transakcja mBanku da zarobić akcjonariuszom mniejszościowym, czy narastająca sprawa frankowa jest już w cenach – jak duży będzie ten rachunek i na ile lat będzie rozłożony. Do tego dochodzi Idea Bank i Getin Noble. No i gospodarka, kluczowa dla sektora. Wszyscy wieszczą spowolnienie, pytanie jak duże. To będzie kluczowy czynnik, bo wspomniane wcześniej ryzyka raczej są już w cenach. Jeśli dojdzie do głębszego spowolnienia, notowań sektora nic nie uratuje.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

ERROR: Macro pageStructure/components/componentVideoComment is missing!
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA