REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Bessa ominie amerykańskie akcje w 2020 roku?

Pomimo wieloletnich wzrostów głównych indeksów w Stanach Zjednoczonych, żaden z zapytanych o zdanie specjalistów nie spodziewa się nadejścia głębokiego załamania na amerykańskim rynku akcji w przyszłym roku. Nie wykluczają jednak korekty.
Foto: AFP

Choć do końca roku został jeszcze ponad miesiąc, to można zaryzykować stwierdzenie, że 2019 r. był bardzo dobrym czasem dla amerykańskiego rynku akcji. Gdy jednak spojrzymy na indeksy za oceanem w dłuższym – kilkuletnim – okresie to dość naturalnie pojawia się obawa, czy przypadkiem hossa w USA nie jest już u swojego szczytu i za rogiem nie czyha bessa?

– O nadejściu nieuchronnej bessy na rynku amerykańskim mówi się już przynajmniej od 2015 r. W tym czasie indeks S&P 500, który nie uwzględnia wypłacanych przez spółki dywidend, wzrósł o blisko 50 proc. – zauważa Remigiusz Lemke, ekspert w dziedzinie rynków zagranicznych DM mBanku.

Postanowiliśmy więc poznać aktualne opinie przedstawicieli domów i biur maklerskich oraz TFI dotyczące perspektyw rynku akcji w USA. Dlatego zwróciliśmy się do pięciu ekspertów zajmujących się zagranicznymi rynkami z pytaniem, czy spodziewają się początku bessy w USA w perspektywie 12 miesięcy?

Foto: GG Parkiet

Informacja o ewentualnym końcu hossy w USA i rozpoczęciu bessy jest istotna nie tylko dla pasjonatów giełdy, którzy postanowili kupić akcje amerykańskich spółek. To także istotna przesłanka inwestycyjna dla osób skupionych na GPW. W sytuacji, gdyby doszło do głębokiego załamania na rynku akcji w Stanach Zjednoczonych, trudno będzie o większy wzrost na krajowym parkiecie, jak i innych światowych giełdach.

Korekta tak, bessa nie

Co ciekawe, żaden ze specjalistów nie odpowiedział twierdząco na nasze pytanie o spodziewaną bessę w perspektywie roku.

Jak ocenia Karol Ciuk, dyrektor zespołu zarządzania strategiami globalnymi Pekao TFI, prawdopodobieństwo bessy na amerykańskim rynku akcji w perspektywie najbliższych 12 miesięcy nie jest wysokie. – Nie oznacza to jednak, że unikniemy korekt notowań, tym bardziej że wciąż mamy do czynienia z niepewną sytuacją gospodarczą na świecie, co potwierdzają twarde dane makroekonomiczne oraz zamówienia na dobra trwałego użytku w Stanach Zjednoczonych, czy dane dotyczące poziomu eksportu, zarówno na rynkach rozwiniętych, jak i wschodzących – wylicza.

I dodaje: – Jednocześnie jednak obserwujemy nieznaczne odbicie wskaźników wyprzedzających koniunktury (PMI dla globalnego przemysłu), co sugeruje ograniczenie tempa trwającego spowolnienia. Poprawa oczekiwań, w połączeniu m.in. z gołębim zwrotem w polityce pieniężnej Fed, zmniejsza obawy dotyczące koniunktury w Stanach Zjednoczonych w kolejnych 12 miesiącach (notabene okres podwyżek stóp procentowych przez Fed w 2018 r. wspomniane obawy potęgował).

Foto: GG Parkiet

Także Tomasz Kania, menedżer ds. portfeli Santander BM, nie spodziewa się bessy w perspektywie roku, lecz za bardziej prawdopodobny scenariusz uznaje krótkoterminową korektę. – Ten rok był bardzo solidny pod względem wzrostu na rynku amerykańskim, co może popychać inwestorów do realizacji części zysków – zaznacza.

Kapitał popłynie do USA?

– W perspektywie kolejnych 12 miesięcy w scenariuszu bazowym, kierując się zwiększoną wrażliwością kapitału, spodziewam się kontynuacji wzrostu na amerykańskich giełdach. Zakładam jednak delikatny spadek dynamiki zwyżek i wyższą zmienność. Jeżeli rok 2019 zakończymy na poziomach wyższych niż obecnie, to w 2020 roku wzrośnie prawdopodobieństwo silniejszej korekty – przedstawia podobne prognozy Piotr Minkina, dyrektor ds. produktów inwestycyjnych Generali Investments TFI.

Aby dojść do takiego wniosku, ekspert założył, że stosunkowo długi okres od dołka ostatniego kryzysu skłania wielu inwestorów do postawienia pytania, czy obecne spowolnienie będzie miało charakter cykliczny, po czym nastąpi ożywienie, czy też finał cyklu przybierze szaty głębokiej recesji? – Osobiście nie widzę na horyzoncie znaków głębokiego kryzysu, lecz coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że mamy do czynienia z cyklicznym spowolnieniem, którego głównym czynnikiem sprawczym będzie zapewne, już częściowo widoczny, słabnący poziom konsumpcji – mówi Minkina.

– Niska inflacja oraz symptomy pogarszającej się płynności sektora finansowego i słabe wskaźniki gospodarcze będą motywowały banki centralne do dalszych reakcji wspierających rynki w czasach turbulencji. Taki specyficzny układ czynników skłania część kapitału do szukania w USA bezpiecznej przystani, czego dowodem jest mocny dolar oraz historyczne szczyty np. lubianego przez zagraniczny kapitał instytucjonalny indeksu Dow Jones – dodaje.

Kluczowe będą wyniki spółek

Jak jednak zgodnie przyznają eksperci, za uniknięcie bessy w najbliższych 12 miesiącach będą odpowiedzialne przede wszystkim przyszłe wyniki spółek. – Wydaje się, że dopóki będzie istniał potencjał poprawy wyników przez spółki i przy braku negatywnych szoków zewnętrznych, dopóty jest szansa na kontynuowanie trendu – podkreśla Kania z Santander BM.

– Na dalszy potencjał wzrostowy indeksów wpływ będą miały fundamenty spółek. Ostatnie trzy kwartały to okres spadku zysków największych amerykańskich przedsiębiorstw, a w całym roku dynamika zysków jest prognozowana zaledwie na poziomie zera. Jednak zakładając ograniczenie spadkowych tendencji w światowej gospodarce i utrzymanie koniunktury gospodarczej w samych Stanach Zjednoczonych realna staje się poprawa wyników finansowych spółek w przyszłym roku. Wygląda na to, że taki scenariusz dyskontuje obecnie rynek akcji, a poziom zrealizowanej poprawy będzie miał istotny wpływ na dalszy potencjał wzrostu – mówi w podobnym tonie Ciuk z Pekao TFI.

– Długotrwałych i dotkliwych spadków na rynku akcji można oczekiwać w scenariuszu znaczącego spadku zysków spółek. Te są charakterystyczne dla okresów recesji w gospodarce. To, co obserwujemy obecnie, to raczej stabilizacja, którą charakteryzuje słabość przemysłu i siła sektora usługowego wspieranego wysokim optymizmem konsumentów – dodaje do tego Grzegorz Pułkotycki, dyrektor inwestycyjny Starfunds.

Nie brakuje pozytywnych przykładów

Optymizm przedstawicieli instytucji finansowych wzmaga fakt, że wyniki spółek za trzeci kwartał, pomimo kilku rozczarowań, były dość solidne. – Tu zwracamy uwagę, że nie ma jakiegoś huraoptymizmu, jeśli chodzi o traktowanie spółek po słabszych wynikach czy prognozach, co pokazują reakcje na wyniki Alphabet czy Amazona. Z drugiej strony w tym sezonie wyników mieliśmy kilka przykładów spółek, które zaskoczyły pozytywnie i widać w wynikach pozytywne zmiany jeśli chodzi o model biznesowy, przykładowo: Intel, AT&T, Kraft Heinz, General Electric. Duże wrażenie zrobiły na nas działania firmy Walt Disney, która w perspektywie kilku lat może stać się realną konkurencją dla Netflixa – podkreśla Kania.

Poszczególne branże i spółki omawia również ekspert DM mBanku. – Na przekór wszystkiemu zarówno amerykańska gospodarka, jak i Wall Street mają się dobrze. Część sektorów łapie zadyszkę, jak choćby przemysł samochodowy, ale wzrost generowany jest gdzie indziej. Liczba nowych pozwoleń na budowę w USA osiągnęła 12-letnie szczyty, jednocześnie stopa bezrobocia znajduje się na najniższych poziomach od końca lat 60. Ruch pieniądza w gospodarce obrazowany przez wolumen transakcji stale rośnie, co pokazują dane takich spółek, jak Visa czy Mastercard. Podobny trend można zaobserwować w przypadku przelotów pasażerskich, które w tym roku najprawdopodobniej przekroczą 4,5 mld. Korzystne dane znajdują odzwierciedlenie również w wynikach spółek zajmujących się sprzedażą detaliczną. Walmart zanotował 21 kwartałów z rzędu wzrostu – mówi Lemke.

I dodaje, że kolejnym czynnikiem wpływającym pozytywnie na zachowanie giełd są innowacje. Coraz szersze zastosowanie sztucznej inteligencji i obliczeń w chmurze powoduje tworzenie nowych nisz, które jeszcze kilka lat nie istniały, a dziś otwierają przestrzeń do dalszego postępu.

Trudna sztuka wyboru

Wygląda więc na to, że jeszcze nie jest za późno, aby skorzystać z amerykańskiej hossy. Warto jednak pamiętać o odpowiedniej selekcji. – Amerykański rynek akcji jest środowiskiem bardzo niejednolitym. Z jednej strony obserwujemy kolejne rekordy na głównych indeksach (DJIA, S&P 500 czy Nasdaq), podczas gdy wciąż daleka jest droga do podobnych osiągnięć w przypadku indeksu Russell 2000, skupiającego spółki o najmniejszej kapitalizacji. To samo można powiedzieć o rozkładzie sektorowym, gdzie stopy zwrotu liderów tegorocznej hossy, czyli spółek IT, dochodzą do 40 proc., podczas gdy w niełaskę popadły spółki z sektora paliwowego czy ochrony zdrowia – mówi na koniec Pułkotycki ze Starfunds.

dyrektor zespołu zarządzania strategiami globalnymi Pekao TFI

Zakładając ograniczenie spadkowych tendencji w światowej gospodarce i utrzymanie koniunktury gospodarczej w samych Stanach Zjednoczonych, realna staje się poprawa wyników finansowych spółek w przyszłym roku.

dyrektor ds. produktów inwestycyjnych Generali Investments TFI

W perspektywie kolejnych 12 miesięcy w scenariuszu bazowym, kierując się zwiększoną wrażliwością kapitału, spodziewam się kontynuacji wzrostów na amerykańskich giełdach. Zakładam jednak delikatny spadek dynamiki tych wzrostów i wyższą zmienność.

dyrektor inwestycyjny Starfunds

Długotrwałych i dotkliwych spadków na rynku akcji można oczekiwać w scenariuszu znaczącego spadku zysków spółek. Te są charakterystyczne dla okresów recesji w gospodarce. To, co obserwujemy obecnie, to raczej stabilizacja.

ekspert ds. rynków zagranicznych DM mBanku

Na przekór wszystkiemu zarówno amerykańska gospodarka, jak i Wall Street mają się dobrze. Część sektorów łapie zadyszkę, jak choćby przemysł samochodowy, ale wzrost generowany jest gdzie indziej.

menedżer ds. portfeli Santander BM

W tym sezonie wyników mieliśmy kilka przykładów spółek (m.in. Intel, AT&T, Kraft Heinz, General Electric), które zaskoczyły pozytywnie i widać w wynikach korzystne zmiany, jeśli chodzi o model biznesowy. Duże wrażenie zrobiły na nas działania Walta Disneya, który w perspektywie kilku lat może stać się realną konkurencją dla Netflixa.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA