Analizy

Warszawa ma swoje pięć minut, które mogą jeszcze potrwać

Indeksy naszego rynku w ostatnim czasie zachowują się lepiej niż rynków rozwiniętych. Kapitał też płynie do nas szerokim strumieniem. Perspektywy są całkiem niezłe.
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Przez lata nasz rynek był mocno zdołowany. Z zazdrością patrzyliśmy na hossę na innych parkietach. Kiedy na Zachodzie i w Stanach Zjednoczonych indeksy zdobywały coraz to wyższe poziomy, u nas w najlepszym przypadku mieliśmy do czynienia z symbolicznymi zmianami i ruchem bocznym. Frustracja była tym większa, że kiedy na innych rynkach pojawiały się spadki, my traciliśmy dwa razy mocniej. Wszystko to okraszone było spadającymi obrotami giełdowymi, które sugerowały, że zainteresowanie nim maleje. Uderzenie pandemii sprawiło, że i na GPW kapitał zaczął płynąć szerokim strumieniem. Indeksy po początkowym szoku odrobiły straty po covidowym uderzeniu.

Ostatnio jednak największe światowe rynki złapały zadyszkę. Tym razem jednak Warszawa dzielnie się broni. Nasz parkiet stawia czoła presji otoczenia, a dane dotyczące obrotów wskazują, że nie ma w tym przypadku. Kapitał pokochał Warszawę. Pytanie, na jak długo?

Szykuje się rekordowy miesiąc

W krótkim terminie statystyki działają na korzyść naszego rynku. WIG20 w ciągu miesiąca zyskał około 4 proc. W tym samym czasie niemiecki DAX stracił ponad 1 proc., a nieznacznie pod kreską jest również amerykański S&P 500.

– Rzeczywiście w ostatnich tygodniach dało się zauważyć lepsze zachowanie krajowego indeksu blue chips. Lokalną kulminacją był ruch wzrostowy z 8–12 października, który wyraźnie premiował krajowy rynek na tle Europy – mówi Konrad Ryczko, analityk DM BOŚ.

Dariusz Kuśmider, zarządzający w TFI PZU, podkreśla, że na ostatnią siłę naszego rynku złożyło się co najmniej kilka czynników. – Jako główny wymieniłbym dynamiczne wzrosty kursów akcji największego sektora na GPW, czyli spółek finansowych. Kolejne dane miesięczne potwierdzające podwyższoną inflację cen w gospodarce sprowokowały inwestorów do kupna akcji banków w oczekiwaniu na podwyżki stóp procentowych NBP. Dodatkowym czynnikiem wspierającym GPW są kwestie przepływu kapitału. Systematyczne napływy środków do PPK są strukturalną zmianą popytową, która wspiera wyceny rodzimych spółek. Dodatkowo wydaje się, że duże oferty pierwotne z ostatnich kwartałów przyciągnęły uwagę i kapitał inwestorów zagranicznych na GPW, również w segmencie średnich spółek – mówi Kuśmider.

Foto: GG Parkiet

Dobrych informacji dla Warszawy jest więcej. Ruch wzrostowy poparty jest wysokimi obrotami, co dodaje mu wiarygodności. Pierwsze jaskółki ożywienia po wakacyjnym marazmie widoczne były już we wrześniu, kiedy to średnie dzienne obroty na rynku akcji wróciły powyżej 1 mld zł (1,12 mld zł). Prawdziwy boom widzimy jednak w październiku. Dni z obrotami powyżej 1 mld zł są w zasadzie normą, a też nie brakuje sesji z obrotami nawet powyżej 2 mld zł. Jak na nasze warunki możemy więc mówić zdecydowanie o czymś więcej niż o satysfakcjonującym wyniku. Na razie październikowa średnia kształtuje się na poziomie 1,75 mld zł (stan na 14.10). Jeśli druga połowa miesiąca będzie równie udana, to pod względem obrotów będzie to najlepszy miesiąc w historii GPW.

Kto rzucił pieniądze na rynek? Szukając odpowiedzi na to pytanie, warto spojrzeć na udziały poszczególnych brokerów. Zdecydowanym liderem w październiku jest jak na razie BM PKO BP. Już sam fakt, że to właśnie ta instytucja przewodzi stawce, jest sporym zaskoczeniem. W tym roku w każdym z miesięcy wyraźnym liderem rynku był BofA Securities. W październiku to jednak BM PKO BP nokautuje konkurencję. Udział tej firmy przekracza 18 proc. Drugi BofA Securities ma nieco ponad 12 proc. udziałów.

– Biznes bardzo dobrze się rozwija zarówno w części detalicznej, jak i instytucjonalnej. Październikowy wzrost udziału w dużej mierze jest jednak pochodną większej aktywności instytucji zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Widać wyraźne ożywienie wśród tych grup. Sprzyja temu chociażby zmienność niektórych dużych spółek i relatywnie dobre zachowanie polskich indeksów – mówi Grzegorz Zawada, dyrektor BM PKO BP.

Foto: GG Parkiet

W październikowym zestawieniu BM PKO BP wyprzedza wspomniany BofA Securities. Na najniższym stopniu podium jest Morgan Stanley, a za nim Goldman Sachs. To świadczy o tym, że kierunek przepływów kapitałowych w dużej mierze pochodzi od zagranicznych graczy. Na wątek ten zwraca uwagę również Konrad Ryczko.

– WIG20 w ostatnim czasie zachowuje się relatywnie lepiej niż chociażby sWIG80 oraz mWIG40. Sugeruje to, iż za pozytywnym impulsem na GPW stoją w dużej mierze inwestorzy zagraniczni, których transakcje zwyczajowo przeważają w WIG20. Dane statystyczne zdają się potwierdzać tę tezę przy założeniu, że część przepływów realizowana jest również za pośrednictwem instytucji krajowych. Powodem wzrostu zainteresowania WIG20 zdaje się być specyficzny miks sektorowy: finansowo/surowcowo/energetyczny, wpisujący się obecne w główne tendencje rynkowe związane ze środowiskiem podwyższonej inflacji, oczekiwań na zaostrzanie polityki monetarnej czy zwyżek wycen surowców energetycznych. Należy również wspomnieć, iż wzrost zainteresowania inwestorów zagranicznych jest widoczny również w przypadku innych rynków rozwijających się, jak np. Rosji, która oferuje wyraźną ekspozycję surowcową – mówi Konrad Ryczko. Jak jednak zauważa, do giełdowego handlu chętnie podłączyli się również inwestorzy indywidualni.

I znów warto w tym kontekście odwołać się do statystyk maklerskich. W zestawieniu październikowym pozycję wyraźnie umocnili brokerzy z mocną częścią detaliczną biznesu. Piąte miejsce przypada w udziale BM mBanku, ósme jest BM Pekao, a na 11. pozycji jest BM ING Banku Śląskiego, które żyją wyłącznie z handlu klientów indywidualnych.

To jeszcze nie koniec?

Ostatnie wydarzenia rynkowe mogą oczywiście napawać optymizmem, ale wieloletnie doświadczenia sprawiają, że wielu inwestorów „miłość" kapitału do GPW traktuje jedynie jako wypadek przy pracy. Eksperci wskazują jednak, że tym razem może być inaczej.

– W dalszej perspektywie widzimy solidny potencjał debiutów w ostatnich miesiącach roku, co zwykle skutkowało wyższymi obrotami, jak i spodziewamy się dalszych napływów kapitału na warszawski rynek klientów PPK, TFI, jak i rosnącego zainteresowania klientów detalicznych związanego z kolejnymi rekordowymi poziomami WIG-u – mówi Tomasz Duda, analityk BM Pekao.

– Jest szansa na utrzymanie obecnej sytuacji. Inwestorzy instytucjonalni wyraźnie się przebudzili i zakładam, że będą bardziej aktywni w najbliższych miesiącach. Klimat inwestycyjny na razie sprzyja, plan ofert publicznych, które też mają wpływ na rynek wtórny, jest ciekawy, więc uważam, że nadal będziemy obserwować wyższe obroty na GPW, chociaż oczywiście ciężko przewidzieć, jak duże faktycznie one będą – mówi z kolei Zawada. Wychodzi więc na to, że na razie nie ma co szukać dziury w całym, a po prostu cieszyć się chwilą. Nigdy nie wiadomo bowiem, kiedy trend się odwróci.

Waluty: Inwestorzy zagraniczni rzucili się na polskie akcje, ale nie na złotego

O ile hossa na dobre zawitała na warszawską giełdę, co potwierdzają ostatnie zachowania indeksów oraz rosnące obroty akcjami, o tyle z tak dobrego nastawienia do Polski nie korzysta nasza waluta. Nadal pozostaje relatywnie słaba.

Na przełomie września i października za dolara trzeba było płacić nawet powyżej 4 zł. Euro było z kolei wyceniane na około 4,65 zł, co oznacza powrót do poziomów notowanych chociażby w czasie marcowego uderzenia pandemii. To oczywiście kontrastuje z zachowaniem indeksu WIG20. Dlaczego więc rynek walutowy nie reaguje na napływ kapitału na krajowy rynek akcji z zagranicy?

Złoty ma swoje problemy. Jednym z nich jest Rada Polityki Pieniężnej, która przez bardzo długi okres, mimo szalejącej inflacji, utrzymywała stopy procentowe na ultraniskim poziomie. Na ruch zdecydowała się dopiero w październiku. Podwyżka stóp (główna wzrosła z 0,1 proc. do 0,5 proc.) co prawda pomogła notowaniom naszej waluty, ale tylko na chwilę. Z komunikatów RPP ciężko bowiem wnioskować, czy ruch z jej strony był jednorazowym działaniem, czy faktycznym początkiem cyklu podwyżek, co mogłoby pozytywnie wpływać na naszą walutę. Na tym jednak problemy złotego się nie kończą. W aprecjacji naszej waluty przeszkadzają też kwestie polityczne. Temat potencjalnego polexitu sprawił, że inwestorzy zagraniczni z dużą dozą ostrożności zaczęli traktować złotego, co przyćmiewa czynniki, które w teorii działają na korzyść złotego.

Wyjaśnienie kwestii politycznych w połączeniu z potencjalnymi dalszymi podwyżkami stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej z pewnością byłoby mocnym wsparciem dla złotego. Pytanie tylko, czy do tej pory utrzyma się „miłość" zagranicznych inwestorów do polskiego rynku i czy nastroje globalne nadal będą sprzyjać przepływowi kapitału w kierunku bardziej ryzykownych aktywów. Nie pozostaje nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość. PRT

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.