REKLAMA
REKLAMA

Analizy

#TydzieńNaRynkach: Inwestorzy docenili bezpieczeństwo

Obligacje kupię za wszelką cenę – takie hasło zdawało się nakręcać decyzje inwestorów niemal na całym świecie. Przynajmniej tak było w pierwszej części minionego tygodnia.

Porównywalną z obligacjami moc przyciągania inwestorów ma ostatnio złoto. Kruszec podrożał w tym roku o 18 proc., przebił poziom 1500 USD za uncję i jest najdroższy od sześciu lat.

Foto: materiały prasowe

Co prawda akcje nie poszły jeszcze całkiem w odstawkę, ale to, co dzieje się na rynku obligacji skarbowych, złota i walut uznawanych za bezpieczne przystanie, nie pozostawia wątpliwości w kwestii preferencji inwestorów. W środę rentowność dziesięcioletnich amerykańskich papierów skarbowych momentami zbliżała się do 1,6 proc., a więc do poziomu najniższego od prawie trzech lat, i była o ponad połowę niższa niż jeszcze w listopadzie ubiegłego roku. Ruchy o tak dużej dynamice w tak krótkich okresach nie zdarzają się zbyt często. Ale też nieczęsto główne banki centralne dokonują tak radykalnych zmian swej polityki, jak czyniły to w ostatnich miesiącach. A to, w połączeniu z nasileniem się czynników ryzyka i obaw o perspektywy globalnej gospodarki, daje właśnie taki efekt. Jeszcze bardziej spektakularnie prezentuje się on w przypadku dziesięciolatek niemieckich, których rentowność momentami przekraczała minus 0,6 proc. Środa przyniosła gigantyczne spadki rentowności papierów hiszpańskich i portugalskich, które zostały równie mocno skorygowane już dzień później. To pokazuje, że rynek obligacji także może być rajem dla spekulantów i ryzykantów. Generalnie jednak ostatnie tygodnie stoją pod znakiem unikania ryzyka, co doskonale widać na rynku walutowym. Co prawda „król dolar" nieco stracił, ale za to nadal zyskiwały jen, który jest najmocniejszy od prawie trzech lat, i szwajcarski frank, którego indeks także jest najwyżej od października 2016 r., a od majowego dołka wzrósł o ponad 8 proc.

Na rynku akcji trzeba być czujnym

Na tym tle rynki akcji zachowują się relatywnie spokojnie. Poniedziałek okazał się ostatnim dniem wyprzedaży na Wall Street, przed odreagowaniem. S&P 500 kończył dzień spadkiem o 3 proc., a w trakcie sesji był jeszcze niżej. Nerwowo było przez jakiś czas także w środę, ale wskaźniki zdołały utrzymać się nad kreską. W czwartek byki radziły sobie już bardzo odważnie, windując S&P 500 o 1,9 proc., a Nasdaq o ponad 2 proc. W efekcie bilans pierwszych czterech sesji minionego tygodnia był lekko korzystny dla posiadaczy akcji, za wyjątkiem Dow Jonesa, który tracił 0,4 proc. Po tak dużych spadkach, jakie obserwowaliśmy w poprzednich dniach, odbicie wygląda dość mizernie, ale panika została opanowana. Indeks we Frankfurcie zniżkował do wtorku, schodząc na moment poniżej 11 600 pkt, czyli najniżej od marca. Wzrostowe odreagowanie nie wystarczyło do wyjścia nad kreskę i w skali tygodnia DAX tracił 0,2 proc., ale największe kłopoty na razie zostały zażegnane. Wciąż mocno poobijany po spadkowej serii pozostaje japoński Nikkei, który w poniedziałek dotarł w okolice poziomu najniższego w tym roku, a do czwartku tracił prawie 2 proc. Handlowe niesnaski to nie tylko spektakularne zmagania Stanów Zjednoczonych i Chin, ale także narastające napięcia między państwami azjatyckimi, a Japonia jest na to najbardziej narażona. Chiński parkiet w minionym tygodniu kontynuował przecenę, która nawet uległa niewielkiemu nasileniu. Shanghai Composite do piątkowego poranka tracił nieco ponad 3 proc. i nie był w stanie powrócić powyżej 2800 pkt. MSCI Emerging Markets w poniedziałek meldował się na poziomie najniższym od grudnia ubiegłego roku, a do czwartku, mimo późniejszego odbicia, zniżkował o 0,7 proc.

Uspokojenie sytuacji na giełdach nie oznacza, że posiadacze akcji mogą już spać spokojnie. Raczej powinni bacznie obserwować to, co się dzieje, a szczególną uwagę zwracać na wieści z Twittera. Zaskakująco dobre dane o chińskim handlu zagranicznym oraz osłabienie juana z pewnością nie wprawiły w dobry humor Donalda Trumpa, który w każdej chwili może dać temu wyraz.

GPW szuka wsparcia

Miniony tydzień na warszawskim parkiecie stał pod znakiem testowania istotnych poziomów technicznego wsparcia w przypadku niemal wszystkich głównych indeksów, ale można się spodziewać, że to jeszcze nie koniec „atrakcji", bo na horyzoncie są jeszcze kluczowe dołki z października ubiegłego roku.

WIG20 w środę napędził bykom trochę strachu, schodząc z impetem poniżej 2150 pkt. W czwartek indeksowi udało się powrócić ponad ten poziom, ale odreagowanie nie było zbyt przekonujące. W efekcie bilans pierwszych czterech sesji tygodnia to spadek WIG20 o 2,6 proc., a więc zdecydowanie mocniejszy niż niespełna 1-proc. zniżka MSCI Emerging Markets.

Względna słabość warszawskich blue chips trwa więc nadal i widoczna jest także w odniesieniu do bardziej porównywalnych wskaźników takich jak WIG20 w ujęciu dolarowym, który zniżkował o 2,1 proc., i MSCI Poland, który stracił 1,8 proc. W przypadku obu sytuacja jest o tyle bardziej klarowna, że w ostatnich dniach przetestowały one ubiegłoroczne dołki i na razie nie skończyło się to jakimś dramatem, a więc jest szansa, że kapitał zagraniczny w najbliższym czasie przystąpi do wygenerowania przynajmniej mocniejszego odreagowania. WIG20, podobnie jak MSCI Emerging Markets, ma za sobą trzy tygodnie z rzędu spadków, jednak w tym czasie stracił 8 proc., przy 6,5-proc. zniżce tego drugiego (dolarowy WIG20 i MSCI Poland spadły po około 9 proc.). W ostatnich dniach segment średnich spółek sprawiał nieco lepsze wrażenie, ale tylko na pierwszy rzut oka. mWIG40 po czterech pierwszych sesjach tracił co prawda jedynie 0,7 proc., jednak tydzień kończył poniżej dołka z połowy maja i nie zdołał powrócić ponad 3900 pkt, czyli poziom, z którym pożegnał się w pierwszych dniach sierpnia. Testowanie poziomów wsparcia nie zostało jeszcze ostatecznie rozstrzygnięte, ale wydaje się, że nie obejdzie się bez odwiedzin okolic minimów z października i listopada ubiegłego roku. W takim scenariuszu indeks średniaków poszedłby jeszcze o około 3 proc. w dół. Niemniej jednak zarówno na dystansie liczonym od początku roku, w którym mWIG40 traci niespełna 0,8 proc. w porównaniu ze stratą ponad 5 proc. w przypadku WIG20, jak i od szczytu z pierwszych dni kwietnia, segment średnich spółek utrzymuje przewagę nad blue chips. Nad nimi zaś wciąż dominuje sektor najmniejszych firm. sWIG80 do czwartku zniżkował o 1,3 proc., ale zdołał obronić się przed zejściem poniżej 11 600 pkt. Krytyczny moment był w środę, gdy poziom ten był przez moment „w grze". Po czwartkowym odreagowaniu można uznać, że pierwsze podejście do testowania ważnego wsparcia wypadło korzystnie dla byków, choć z wyciąganiem ostatecznych wniosków wypada jeszcze zaczekać. Najgorsze w ostatnich dniach segmenty warszawskiego rynku to tradycyjnie już energetyka i paliwa. Oba subindeksy zniżkowały do czwartku po 4 proc., przy czym WIG-energia ustanowił niechlubny historyczny rekord, spadając poniżej 2000 pkt. Najbardziej przysłużyły się do tego osiągnięcia akcje PGE, które taniały o prawie 6,5 proc., do poziomu najniższego w historii. Od ustanowionego w połowie czerwca dna próbowały odbić się papiery Tauronu, które mimo czwartkowej zwyżki o prawie 2 proc. w skali czterech sesji traciły jednak 2,7 proc. Spośród paliwowej „wielkiej trójki" najmocniej w ostatnich dniach taniały akcje PGNiG (o ponad 8 proc.), a za nimi plasowały się walory Lotosu (spadek o 5,6 proc.). W przypadku rafinerii można się domyślać, że przyczyną przeceny było przedłużenie przez Komisję Europejską badania skutków fuzji z PKN Orlen. Walory płockiego koncernu zniżkowały jednak tylko o 2,3 proc. Za negatywną niespodziankę można uznać zdecydowane nasilenie się impetu spadkowej korekty WIG-informatyka. Ten bardzo dobrze zachowujący się w tym roku subindeks (wzrost o ponad 21,5 proc.) do czwartku tracił 2,7 proc., do czego przyczyniała się głównie ponad 3-proc. przecena papierów Asseco. Przedłuża się także korekta w segmencie spółek telekomunikacyjnych. WIG-telekomunikacja zniżkował do czwartku o ponad 2 proc., a najbardziej do tego przysłużył się przekraczający 3-proc. spadek walorów Cyfrowego Polsatu. Zadyszki dostał tracący 2,5 proc. WIG.GAMES, a akcje CD Projektu traciły 3,4 proc.

Ropa przy wsparciu, złoto na szczycie

Notowania amerykańskiej ropy WTI po środowym spadku o prawie 5 proc. zbliżyły się do 51 dolarów za baryłkę, czyli do dołków z połowy stycznia i czerwca. To techniczne wsparcie zadziałało i czwartek przyniósł mocniejsze, sięgające 3,5 proc. odreagowanie. Bilans pierwszych czterech sesji minionego tygodnia to jednak 5-proc. przecena, a w przypadku surowca typu Brent wyniosła ona prawie 7 proc.

Rynek jest pod wpływem pesymistycznych nastrojów, związanych z wojną handlową i słabymi perspektywami globalnej koniunktury. Te czynniki jeszcze mocniej odbijają się na metalach przemysłowych. W poniedziałek notowania kontraktów terminowych na miedź znalazły się na poziomie najniższym od 12 miesięcy. Kolejne dni przyniosły wzrostowe odreagowanie, częściowo wynikające z sytuacji technicznej, a częściowo będące efektem dobrych czwartkowych danych o dynamice importu i eksportu w Chinach. Ten drugi czynnik zadziałał jednak dość słabo, powodując wzrost jedynie o nieco ponad 1 proc. i powrót notowań w okolice 260 centów za funt. Mocno taniały także między innymi ruda żelaza i cynk. Notowania aluminium wciąż są na poziomie zbliżonym do tego z wiosny 2009 r., czyli z apogeum przeceny po kryzysie finansowym. Na obawach i niechęci do ryzyka nadal korzysta złoto. Notowania kruszcu w środę z impetem przebiły się powyżej 1500 dolarów za uncję, a chętni pod koniec dnia musieli płacić za nią momentami 1520 dolarów. To cena najwyższa od kwietnia 2013 r., czyli od ponad sześciu lat. Od początku roku złoto podrożało o 18 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy – o 24 proc. i wiele wskazuje, że to jeszcze nie koniec rajdu.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA