W ciągu niewiele ponad tygodnia złoty umocnił się o ponad 6 proc. w stosunku do euro i niemal o 8 proc. wobec dolara. Poprzednio tak szybko polska waluta zyskiwała wartość w 2008 r.
W czwartek rano euro kosztowało przejściowo niewiele ponad 4,66 zł, najmniej od 25 lutego. Dolar kosztował niespełna 4,22 zł. Po południu kurs euro był bliżej 4,68 zł. To jednak oznacza, że złoty jest już tylko o około 2,5 proc. słabszy niż tuż przez atakiem Rosji na Ukrainę.
Wojna w Ukrainie doprowadziła do paniki na rynkach finansowych, ale też zakupów „twardych walut" przez Polaków. W rezultacie, choć NBP kilkakrotnie interweniował na rynku walutowym, aby powstrzymać przecenę złotego, 7 marca euro kosztowało nawet 5 zł, najwięcej w historii.
Niemal równie żywiołowe umocnienie złotego w kolejnych dniach analitycy tłumaczą oczekiwaniami inwestorów, że wojna w Ukrainie ma się ku końcowi. Notowaniom złotego sprzyjało też globalne tło: osłabienie dolara względem euro. To efekt zarówno spadku awersji do ryzyka na rynkach finansowych, jak i zgodnego z oczekiwaniami inwestorów wyniku środowego posiedzenia Fedu.
Złotemu w ostatnich dniach pomagały też czynniki wewnętrzne. W następstwie wojny w Ukrainie i skokowego wzrostu cen surowców nastąpiła zmiana rynkowych oczekiwań co do ścieżki stóp procentowych w Polsce. Uczestnicy rynku zaczęli liczyć się ze zwyżką stopy referencyjnej NBP w ciągu kilku miesięcy do niemal 6 proc., zamiast do 4,75 proc., jak przed wojną. Na to nałożyły się doniesienia, że wkrótce odblokowany zostanie finansowany z unijnych funduszy Krajowy Plan Odbudowy. W środę z kolei ukazały się lepsze od oczekiwań ekonomistów dane dotyczące salda obrotów bieżących Polski.