Rosyjskie uderzenie
Eksperci podkreślają, że dla Polski wojna w Ukrainie to, oprócz rosnących cen surowców, także problem w łańcuchach dostaw. – Ceny gazu to na pewno jeden z głównych problemów. Już wysokie w 2021 r., teraz jeszcze się zwiększyły. Przed tym wyzwaniem stoi obecnie cała Europa Zachodnia. Gaz jest głównym składnikiem do produkcji nawozów sztucznych, a także źródłem zasilania czy ciepła. Rosną także ceny paliw, które również są potrzebne w produkcji żywności oraz zapewnieniu działania całego łańcucha dostaw. Pozostaje jeszcze kwestia siły roboczej. Część z pracowników mogła podjąć decyzję o wyjeździe z kraju i powrocie do Ukrainy – wyjaśnił „Parkietowi" Grzegorz Kozieja, dyrektor biura analiz branży rolno-spożywczej w BNP Paribas.
Obecne wysokie ceny zbóż zakłócają także rynek śruty zbożowej, co ugodzi w działalność hodowców zwierząt. – Dziś widzimy, że większość tłoczni śrut wraz z większymi podmiotami handlującymi zbożami wycofała wszystkie oferty sprzedaży, co było pokłosiem dużych zwyżek cen na giełdach. W takiej sytuacji handel został praktycznie ograniczony do zera. Z kolei analizując krajowy rynek pasz, widzimy, że przede wszystkim łańcuch dostaw śruty słonecznikowej, która jest importowana do Polski w ponad 90 proc. z Ukrainy i Rosji, został zerwany. Jest to problem, gdyż możliwości zmiany kierunków zakupu śruty słonecznikowej są ograniczone. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku oleju słonecznikowego – dodała prezeska Izby Zbożowo-Paszowej Monika Piątkowska. Przypomina również, że trudna sytuacja będzie podtrzymana na rynku nawozów, na którym już obowiązują rosyjskie sankcje. – Sankcje uderzą w rynek nawozowy, grzebiąc praktycznie szansę na jakąkolwiek jego odbudowę. Do 1 kwietnia obowiązuje nałożony przez Rosję zakaz eksportu saletry amonowej, a uwzględniając obecną sytuację, można się spodziewać jego dalszego przedłużenia. Saletra amonowa to obok mocznika najczęściej stosowany na świecie nawóz azotowy. Problem też potęguje obowiązujący do czerwca tego roku chiński zakaz eksportu nawozów fosforowych – dodała prezeska.
Spółki już widzą podwyżki
Rosnące koszty działalności, mediów, osłabiająca się złotówka czy problemy logistyczne to trudności, których efekty zaczynają być powoli widoczne w firmach. – Największym wyzwaniem dla każdego producenta są dynamicznie rosnące koszty prowadzenia działalności. W obecnym otoczeniu niezwykle trudno jest wynegocjować podwyżki cen, które by rekompensowały wzrost kosztów. Obserwujemy zatem rosnącą presję na marżę – komentuje Joanna Olszewska-Schilbach z Wawela. – Na dziś trudny jeszcze do oszacowania pozostaje wpływ zatrzymania wielu firm w Ukrainie i dostępności eksportowanych produktów. Pomimo tego, że z Ukrainy sami nie importowaliśmy bezpośrednio produktów, to znajdują się tam duże huty szkła, stali, a ich zatrzymanie na pewno zaburzy dostępność komponentów do produkcji na rynkach europejskich, w naszym przypadku opakowań szklanych i metalowych. Negatywny wpływ konfliktu w kolejnych miesiącach odczujemy też we wzroście cen płodów rolnych i całego powiązanego łańcucha – dodał Bartosz Półgrabia, wiceprezes producenta dań gotowych Pamapol.
W intensywnych okresach sprzedażowych wiele firm wspomagało się pracownikami z Ukrainy. Teraz jednak może to być niemożliwe. Przedstawiciele spółek wskazują także na trend deglobalizacji oraz jego skutki, jak m.in. dbanie o to, by firmy nie prowadziły biznesu z rosyjskimi podmiotami. – Pandemia zapukała do naszych drzwi, a teraz wojna w Ukrainie te drzwi wyważyła. Gdy do tego dodamy zaburzenia w łańcuchu dostaw, spodziewany dalszy gwałtowny wzrost cen energii, niedoskonałości Polskiego Ładu, rysuje się nam sytuacja pełna wyzwań. Rosyjska agresja na Ukrainę może na stałe zmienić biznes i geopolitykę. Nie ma już miejsca dla firm neutralnych, niemających stanowiska. Odchodzimy od globalizacji, której głównym elementem jest zysk i wyniki finansowe. Skoro geopolityka wyważyła nasze drzwi, musimy brać pod uwagę kwestie geopolityczne tak samo, jak w obszarach środowiskowych, klimatycznych czy zrównoważonego rozwoju. Teraz obok wyników finansowych liczy się to, z kim firma prowadzi interesy – wyjaśnił Tomasz Kułakowski, rzecznik producenta napojów Krynicy Vitamin.
Największe problemy dotyczą ukraińskich firm. Jak podał już Kernel, działalność w regionach największych walk została wstrzymana. Spółka zdecydowała się też przenieść część pracowników na zachód kraju, kolejni muszą walczyć za ojczyznę. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Astarty i IMC. Z powodu zamknięcia portów spółki nie mogą także eksportować zbóż. Wojna uniemożliwia również firmom przeprowadzenie kampanii siewnej, która zazwyczaj rozpoczynała się na przełomie lutego i marca.
Nie musi być tylko gorzej
Wojna w Ukrainie trwa od ponad trzech tygodni, dlatego jej skutki ciężko jest obecnie przewidywać. Eksperci wskazują jednak, że braki wywołane potencjalnymi rosyjskimi sankcjami i sytuacją w Ukrainie mogą pozytywnie wpłynąć m.in. na popyt na polskie produkty. – Efektywne usunięcie Rosji i Ukrainy z rynku międzynarodowego zwiększa oczywiście popyt na produkty tych, którzy na tym rynku pozostali. W większej mierze będzie to odczuwane po stronie producentów pierwotnych i produktów wstępnie przetworzonych, bo tutaj Ukraina i Rosja miały silniejszą pozycję. Ukraina była w ostatnich latach dość istotnym dostawcą mięsa drobiowego, głównie dla UE i krajów Bliskiego Wschodu. Naturalnie będzie tu przestrzeń do wypełnienia przez producentów z Polski – skomentował Grzegorz Kozieja. Potwierdzenie tego trendu widać m.in. w branży wieprzowej. Ceny tucznika w ostatnich tygodniach osiągają poziomy widziane ostatnio przed pandemią. – Wskaźnik ZMP, pokazujący poziom cen na giełdzie towarowej w Niemczech, będącej odniesieniem do cen w Polsce, podskoczył z 1,25 euro/kg, który utrzymywał się przez około pół roku, do 1,75 euro/kg w zeszłym tygodniu. Rosnące ceny to pozytywny sygnał dla branży wieprzowej. Z drugiej strony wciąż rosną koszty produkcji – skomentował prezes Gobarto Marcin Śliwiński. Wspomniany trend wspomagać będzie również fakt, że Polska nie jest uzależniona od pszenicy ukraińskiej bądź rosyjskiej.
Wojna spowodowała również napływ uchodźców z Ukrainy do Polski. Do 18 marca ich liczba przekroczyła 2 mln. Może to wpłynąć na zwiększony popyt na żywność oraz produkty o dłuższym terminie spożycia. Wojna w Ukrainie spowodowała również, że klienci zaczęli gromadzić zapasy oraz kupować żywność niezbędną np. na granicy z Ukrainą. – Wojna w sąsiednim kraju powoduje przypływ emocji i nic dziwnego, że mieliśmy do czynienia ze zwiększoną potrzebą robienia zapasów. Mam jednak wrażenie, że w przypadku żywności nie mieliśmy do czynienia, póki co, z falą o tak silnej dynamice, jaka wystąpiła na początku pandemii. Mniej było doniesień o pustych półkach. Wiele też z zakupów było dokonywanych z potrzeby pomocy napływającym do Polski uchodźcom. Żywność o dłuższym terminie spożycia może więc być przydatna do zarządzania aprowizacją, szczególnie w początkowym okresie organizacji pobytu uchodźców w Polsce – podsumował Kozieja.