Podpisaliście umowę na refinansowanie kredytu w wysokości 400 mln dolarów. Dlaczego wybraliście to rozwiązanie, a nie np. obligacje?
Przeprowadzona przez nas analiza wykazała, że kredyt na taką kwotę z zabezpieczeniem na zapasach jest najbardziej efektywnym rozwiązaniem zarówno od strony kosztowej, jak i organizacyjno-prawnej. A więc z jednej strony jest tańszy niż obligacje, a z drugiej - ze względu na relacje łączące nas z instytucjami finansowymi w zakresie inwestycji w Program 10 + - tego typu transakcja bardziej wpisuje się w całą strukturę finansowania spółki, niż jakakolwiek inna opcja.
A jak się mają obecnie uzyskane warunki kredytowe wobec tych z 2007 r.?
Warunki kredytowania, odpowiadają dzisiejszym realiom. Trudno byłoby oczekiwać, byśmy otrzymali te uzyskane przed pięcioma laty, na niemal rok przed wybuchem kryzysu finansowego. Patrząc jednak na to, co się dzisiaj na rynku dzieje - jak stwierdził jeden z bankowców - LOTOS pożycza pieniądze taniej niż niejeden rząd w Europie.
Czyli w ogóle nie myślicie o obligacjach?
Na razie posiadamy bardzo atrakcyjne warunki finansowania w bankach. Dlatego w tym momencie zapewne nie będziemy prowadzić działań zmierzających do emisji papierów dłużnych.
W projekcie nowelizacji ustawy o zapasach obowiązkowych jest mowa o tym, że państwo do 2017 r. przejmie ich utrzymanie w 30 proc. od koncernów paliwowych. Czy na wysokość kredytu miała wpływ planowana nowelizacja prawa?
Nie. Ta kwota wynikała z wcześniejszych analiz dotyczących naszego zapotrzebowania na środki zewnętrzne, by móc sfinansować wymagany poziom zapasów. Zdecydowaliśmy, że obecny kredyt zastąpi ten istniejący na taką samą kwotę. Pozostałe zapasy, których wartość sięga u nas 4,5 mld zł, jesteśmy w stanie finansować z własnych środków.