Minister energii Krzysztof Tchórzewski stwierdził na antenie Telewizji Trwam, że pozytywnie zaopiniowałby pomysł fuzji Orlenu z Lotosem.
Szef nadzorującego rafinerie resortu ocenił przy tym, że zaangażowanie w projekt jądrowy podmiotu utworzonego w wyniku fuzji mogłoby się „odbyć bez nadzwyczajnych uzależnień od banków". Zwrócił też uwagę, że fuzja nie wymaga pośpiechu.
O toczących się w samych spółkach analizach dotyczących połączenia rafinerii pisaliśmy w „Parkiecie" 9 lutego. Potem wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski cytowany przez inne media potwierdzał, że „coś jest na rzeczy". Z kolei Tchórzewski podkreślał, że prace nad tym tematem nie były inspirowane przez resort. Przypomniał też o wcześniej składanych przez PKN deklaracjach co do jego zainteresowania udziałem w projekcie atomowym.
Orlen mniej zadłużony
W ocenie analityków połączenie rafinerii mogłoby zmniejszyć zdolności kredytowe PKN, który jest dziś w wyjątkowo dobrej sytuacji. – Z punktu widzenia pozyskania finansowania pod atom samemu PKN Orlen byłoby obecnie łatwiej rozmawiać z bankami. Niewykluczone, że jego połączenie z Lotosem mogłoby nawet pogorszyć sytuację kredytową płockiej rafinerii, która jest obecnie mniej zadłużona niż gdańska grupa paliwowa – tłumaczy Adrian Kyrcz, analityk z DM BZ WBK. Zauważa przy tym, że PKN czekają istotne wydatki na realizację strategii i przejęcie mniejszościowego pakietu w Unipetrolu.
Sobiesław Kozłowski z DM Raiffeisen Banku wskazuje na ok. 6,2 mld zł gotówki leżącej na kontach PKN przy obecnym zadłużeniu na poziomie około 7 mld zł. – Co prawda te proporcje się zmienią po uiszczeniu płatności za wezwanie na Unipetrol, ale Orlen i tak pozostanie mniej zadłużoną spółką niż Lotos, który posiada 1,5 mld zł gotówki przy 4,9 mld zł długu – wtóruje analityk.
Ryzyka na horyzoncie
Zdaniem Kozłowskiego, choć ocena kredytowa połączonych spółek może wzrosnąć (także za sprawą dodatkowych przychodów w Lotosie po oddaniu instalacji EFRA), to pogorszy się ich ocena inwestycyjna w przypadku zaangażowania w projekt atomowy.
– Na długie lata zwiększyłoby to ryzyka co do przekraczania budżetów inwestycyjnych i wypłaty dywidendy. Z drugiej strony jednak, jeśli prognozy w zakresie rozwoju elektromobilności się sprawdzą, to zarówno Orlen, jak i Lotos, nie dywersyfikując przychodów ze schyłkowego biznesu przerobu ropy, mogą się stać spadającą gwiazdą – dodaje analityk Raiffeisen.
Udział samego PKN lub połączonych rafinerii w projekcie atomowym odciążyłby jednakże energetykę. Dziś w celowej spółce powołanej do realizacji budowy elektrowni jądrowej (PGE EJ1) pakiet 70 proc. należy do PGE. Po 10 proc. mają zaś KGHM, Enea oraz Tauron.