Paradoksalnie jednak, bieżąca reakcja globalnych parkietów pozostaje niezwykle stonowana. Główne amerykańskie benchmarki, w tym NASDAQ oraz szeroki S&P 500, notują w ostatnich tygodniach co najwyżej płaskie, kosmetyczne korekty. W obliczu tak szerokiego wachlarza potencjalnych zagrożeń, warto jednak na bieżąco uwzględniać sygnały płynące z wykresów, co może znacznie ułatwić chłodną ocenę faktycznego układu sił (na razie w pełni zdominowanego przez popyt).
Z perspektywy klasycznej analizy trendu i technik Fibonacciego, przewagę wciąż zachowuje obóz byków. Obserwowane ruchy korekcyjne trudno na tym etapie utożsamiać z wiarygodnymi sygnałami rynkowego odwrotu. Niemniej, utrzymywane do tej pory zapory popytowe nabierają obecnie krytycznego znaczenia. W przypadku indeksu NASDAQ konkretnym, obiektywnym potwierdzeniem słabości byłoby dopiero przełamanie średnioterminowego wsparcia, usytuowanego w przedziale: 24710–24882 pkt. Strefa ta została z sukcesem wybroniona pod koniec lipca, co nadaje jej solidną, historyczną podbudowę. Z kolei dla indeksu S&P 500 ewentualne sforsowanie silnej zapory popytowej: 7361–7367 pkt. świadczyłoby o stopniowej, lecz zauważalnej zmianie w bieżącym układzie sił. Dopóki jednak wskazane klastry pozostają nienaruszone, techniczny obraz niezmiennie faworyzuje stronę popytową.
Tymczasem fundamenty rzucają rynkom akcji coraz trudniejsze wyzwania, a w centrum uwagi ponownie znalazła się restrykcyjna polityka monetarna. Zgodnie z przewidywaniami, Fed jednogłośnie podniósł stopy procentowe o 25 punktów bazowych, ustalając docelowy przedział na poziomie 3,75–4,0 proc. Był to pierwszy tego typu ruch w górę od trzech lat, podyktowany – jak kategorycznie podkreślał Kevin Warsh – zbyt wysoką i utrzymującą się od dłuższego czasu presją cenową. Jastrzębią narrację wzmacnia dodatkowo dobra kondycja amerykańskiego rynku pracy, która daje decydentom pełny komfort do utrzymywania twardego kursu. Najnowsze projekcje (dot plot) wyraźnie sygnalizują, że nie musiała to być wcale ostatnia podwyżka. Taka perspektywa jedynie wpisuje się w trwający już od dłuższego czasu negatywny proces na rynku długu. W ramach tej długofalowej tendencji rentowności 10-letnich obligacji skarbowych ponownie przekroczyły barierę 5 proc., co tworzy wyraźną, psychologiczną przeszkodę dla giełdowego kapitału.
Rosnący koszt pieniądza uderza przede wszystkim w wymagający ogromnych nakładów sektor technologiczny, będący niekwestionowaną lokomotywą trwającej hossy. Jakby tego było mało, branża ta musi się obecnie zmierzyć z zupełnie nowym ryzykiem. Głośne apele liderów świata sztucznej inteligencji, domagających się spowolnienia tempa rozwoju najbardziej zaawansowanych modeli ze względów bezpieczeństwa brutalnie redefiniują rynkowe oczekiwania. Ewentualna realizacja scenariusza, w którym rozwój AI hamują kwestie kontroli i potencjalne regulacje, mogłaby w krótkim czasie skutkować znacząco niższymi nakładami na infrastrukturę, serwery i półprzewodniki. Taka zmiana paradygmatu wygenerowałaby potężną presję na wyceny spółek technologicznych, których kursy dyskontowały dotychczas scenariusz nieprzerwanego, agresywnego wzrostu.
Podsumowując tę złożoną układankę fundamentalną i techniczną, główne indeksy wciąż znajdują się ponad ważnymi zaporami popytowymi, co w dalszym ciągu faworyzuje stronę kupującą. Jednocześnie to właśnie baczna obserwacja wykresów pozwala nam precyzyjnie zdefiniować miejsca, w których ta optymistyczna tendencja mogłaby wyczerpać swój potencjał, otwierając niedźwiedziom przestrzeń do wyprowadzenia korekty technicznej. Na razie jest to jednak scenariusz alternatywny.