Produkt krajowy brutto Polski, szeroka miara aktywności w gospodarce, zmalał w I kwartale realnie o 0,3 proc. rok do roku, a nie o 0,2 proc., jak wynikało ze wstępnego szacunku sprzed dwóch tygodni – podał w środę GUS. Nawet po tej niewielkiej rewizji zniżka PKB okazała się sporo mniejsza, niż oczekiwała większość ekonomistów. W ankiecie „Parkietu” z końca kwietnia przeciętnie szacowali oni, że PKB zmalał o 0,8 proc. rok do roku.

Po oczyszczeniu z wpływu czynników sezonowych PKB w I kwartale był aż o 3,8 proc. większy niż w poprzednim kwartale, gdy z kolei zmalał o 2,3 proc. To największa zwyżka od I kwartału 2022 r. Na ten wynik ekonomiści patrzą jednak ze sporym sceptycyzmem. Tak gwałtowny wzrost aktywności w polskiej gospodarce na początku br. stoi bowiem w sprzeczności z innymi danymi z tego okresu. Jak zauważyła Urszula Kryńska, ekonomistka PKO BP, od pandemii odsezonowane dane są bardzo zmienne. – W szczególności dotyczy to wartości dodanej w zakwaterowaniu i gastronomii – dodała, odnosząc się do tego, że w świetle środowych danych ta składowa PKB zmalała w I kwartale o 23 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału.

Wymuszone inwestycje

Mniejszy od oczekiwań spadek PKB rok do roku to przede wszystkim konsekwencja zdumiewająco silnego popytu inwestycyjnego. Nakłady brutto na środki trwałe w I kwartale wzrosły (realnie) o 5,5 proc. rok do roku po zwyżce o 5,4 proc. w poprzednim kwartale. Ankietowani przez „Parkiet” ekonomiści spodziewali się przeciętnie wzrostu inwestycji o 2,5 proc. rok do roku.

Czytaj więcej

Kolejna bitwa z inflacją wygrana, ale wojna trwa

Częściowo jest to wynik solidnego wzrostu inwestycji infrastrukturalnych w związku z koniecznością wykorzystania do końca br. unijnych funduszy z budżetu na lata 2014–2020. Ekonomiści uważają jednak, że nie tłumaczy to w pełni niespodzianki. – Dane z sektora przedsiębiorstw sugerują, że mieliśmy do czynienia z silnym wzrostem inwestycji firm, który dotyczył wszystkich sektorów własności. Naszym zdaniem może to być odzwierciedlenie nakładów na transformację energetyczną, wymuszonych przez wzrost cen energii – ocenia Kryńska.

Słabsze, niż obawiała się większość ekonomistów było jednak także załamanie popytu konsumpcyjnego. Spożycie w sektorze gospodarstw domowych zmalało o 2 proc. rok do roku po zniżce o 1,1 proc. w IV kwartale ub.r. Tymczasem ekonomiści przeciętnie szacowali, że konsumpcja zmalała o 2,9 proc. rok do roku.

Foto: GG Parkiet

Popyt u progu odbicia

Aż 4,3 pkt proc. do rocznej zmiany PKB dodały wyniki handlu zagranicznego (tzw. eksport netto). To konsekwencja tego, że w I kwartale eksport towarów i usług z Polski realnie zwiększył się o 3,2 proc. rok do roku, niewiele mniej niż w IV kwartale ub.r., ale import tąpnął o 4,6 proc. rok do roku, podczas gdy kwartał wcześniej wzrósł o 0,7 proc.

Spadek importu to odzwierciedlenie korekty cen surowców energetycznych, ale też mniejszego popytu na materiały i komponenty w firmach, które coraz częściej sygnalizują, że mają nadmierne zapasy. Zmiana zapasów obniżyła roczną dynamikę PKB o 4,1 pkt proc., podczas gdy jeszcze w IV kwartale dodała do niej 1,7 pkt proc.

Ekonomiści zwracają uwagę na to, że struktura zmian w PKB w I kwartale sprzyjała spadkowi inflacji (więcej inwestycji, mniej konsumpcji). To może się jednak zmienić, bo popyt konsumpcyjny jest już u progu odbicia. Jak wyliczają ekonomiści z mBanku, odbiciu konsumpcji sprzyjał będzie spadek inflacji, sygnały obniżek stóp procentowych, kredyt na 2 proc., obietnice nowych transferów socjalnych oraz zapowiedź dużej podwyżki płacy minimalnej w 2024 r. W ich ocenie w br. można obecnie oczekiwać wzrostu PKB o 1,9 proc. Większość ekonomistów podtrzymuje jednak prognozy nieco poniżej 1 proc.