Specjalnością polskiego rynku sztuki jest handel przedmiotami o nieznanym pochodzeniu. Do znudzenia wracam do tego problemu, ponieważ pojawiają się kolejne sensacyjne dzieła o nieznanym rodowodzie. Na dojrzałych rynkach dobra proweniencja nierzadko podwaja cenę. Światowi kolekcjonerzy lub inwestorzy ekstra płacą nie tylko za sam obraz, ale także za wartość dodaną w postaci udokumentowanej historii dzieła, jego legendy. Dopłacają za renomę poprzedniego właściciela obrazu.
Na kilku najbliższych aukcjach są dzieła sztuki najwyższej klasy, jakie pojawiają się na krajowym rynku raz na wiele lat. Nie mają, niestety, rodowodu. Są jak rodzynki bez ciasta.