Siedem lat temu (rocznicę będziemy obchodzili 9 marca) amerykański rynek akcji odbił się od pokryzysowego dołka. Od tego momentu indeks S&P 500 zyskał blisko 190 proc., Dow Jones Industrial ponad 150 proc., Nasdaq blisko 260 proc., a indeks średnich spółek Russell 2000 wzrósł o prawie 200 proc. Spośród spółek z indeksu S&P 500 najwięcej można się było obłowić na akcjach firmy Wyndham Worldwide Corp., które zdrożały w tym czasie aż o 2320 proc. Porządnie dawały zarobić też m.in. papiery CBS (wzrost o 1313 proc.), Starbucks (1290 proc.), Amazon.com (798 proc.) czy nawet tak ciężko doświadczonej przez kryzys instytucji finansowej jak AIG (768 proc.). Ci, którzy zainwestowali w papiery Apple, mogli zyskać „jedynie" 688 proc. Amerykańskie giełdy radziły sobie w ostatnich miesiącach, w obliczu ostrego wzrostu niepewności, zdecydowanie lepiej od wielu rynków Europy i Azji. Spośród najważniejszych indeksów z USA tylko Russell 2000 otarł się w lutym o bessę. Jednak to, czy wciąż mamy do czynienia w USA z hossą, jest przedmiotem dyskusji wśród analityków.