Donald Trump, republikański kandydat na prezydenta, jest często krytykowany za wypowiedzi chwalące rosyjskiego prezydenta Władimira Putina i za to, że od wielu lat próbuje robić interesy w Moskwie (co zwykle mu nie wychodzi). – Trump może być marionetką Kremla – oskarża Robby Mook, szef kampanii wyborczej Hillary Clinton. – Jeśli martwicie się o bezpieczeństwo Polski, Ukrainy, Łotwy itp., nie możecie popierać Trumpa – pisze Edward Lucas, znany publicysta „The Economist". To, jak silne są związki Trumpa z Rosją, na pewno jeszcze będzie wielokrotnie przedmiotem dyskusji, ale na podstawie tego, co dotychczas ujawniono, można śmiało stwierdzić, że są one o wiele słabsze niż związki z Kremlem, w jakie wchodziły niektóre znane amerykańskie rekiny biznesowe już od czasów rewolucji bolszewickiej i utrzymywały je również w czasie zimnej wojny. Żelazna kurtyna praktycznie nigdy nie była barierą dla tych, którzy chcieli zarabiać na współpracy z Sowietami. A gdyby zastosować standardy ocen stosowane wobec Trumpa, można by np. uznać Rezerwę Federalną za siedlisko bolszewickiego spisku.