Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polega nowojorski eksperyment z subsydiowanymi sklepami i kto realnie poniesie jego koszty.
- Skąd czerpią inspiracje nowi amerykańscy socjaliści i jak duże poparcie zyskują wśród wyborców.
- Jakie radykalne zmiany w polityce wewnętrznej i zagranicznej USA proponuje lewe skrzydło demokratów.
- Dlaczego rosnące wpływy socjalistów stają się poważnym zmartwieniem dla establishmentu partii.
Zohran Mamdani, burmistrz Nowego Jorku, ogłosił pod koniec lipca, że znalazł sposób, by codzienne zakupy stały się tańsze. Przedstawił plan mówiący, że powstanie sieć supermarketów (na początek ma być ich pięć), w których podstawowe artykuły spożywcze będą sprzedawane o 30 proc. taniej od średniej ceny rynkowej. Amerykańskie sieci sklepów uzyskują zwykle marże na tego typu produktach wynoszące od 1 proc. do 4 proc. Ceny niższe o 30 proc. od rynkowych da się więc zapewnić jedynie subsydiami. Drobni sklepikarze z okolic, w których mają powstać te miejskie supermarkety, mają prawo się obawiać ich konkurencji, ale raczej nie powinno dojść do masowego wypychania prywatnych sprzedawców z rynku. (Wszak sklepów Mamdaniego będzie tylko pięć i nie będą mogły one sprzedawać m.in. alkoholu, papierosów i ciepłych posiłków). „Wielu konserwatywnych komentatorów wydaje się oczekiwać, że te sklepy szybko ukażą niebezpieczeństwa socjalizmu w eliminowaniu obfitości, w stylu wenezuelskiej sieci Mercal, ale małoskalowy eksperyment Mamdaniego jest daleki od znacjonalizowanych łańcuchów dostaw. Jego pięć sklepów będących własnością rządu, a zarządzanych prywatnie, w połączeniu z ogromnymi subsydiami mającymi zrekompensować menedżerom straty, najprawdopodobniej okaże się mało imponującym i coraz bardziej kosztownym bublem. W zakresie, w jakim te sklepy sprawią, że artykuły spożywcze będą tańsze dla niektórych, zrobią to przede wszystkim poprzez przerzucanie kosztów na podatników. To nic nowego – po prostu więcej subsydiów” – oceniają analitycy Cato Institute.
Już samo to jednak, że burmistrz „stolicy światowego kapitalizmu”, wprowadza w mieście subsydiowane sklepy spożywcze, świadczy o dużej zmianie w amerykańskiej polityce. Wszak Mamdani jest gwiazdą młodego pokolenia Partii Demokratycznej. W zeszłym roku wygrał wybory na burmistrza Nowego Jorku zdobywając nieco ponad 50 proc. głosów. Nigdy nie krył się z socjalistycznymi pomysłami gospodarczymi, a przeciwnicy nazywali go „komunistą”. Mimo to wydaje się on być politykiem dosyć umiarkowanym w porównaniu z wieloma innymi młodymi „gwiazdami” Partii Demokratycznej, zwłaszcza tymi związanymi z organizacją Demokratyczni Socjaliści Ameryki (DSA). To właśnie ci ludzie ciągną demokratów mocno w lewo, co stanowi coraz większe zmartwienie dla partyjnego establiszmentu, a dla prezydenta Trumpa stanowi punkt zaczepienia pozwalający mu mobilizować republikańskich wyborców przeciwko „komunistom”.
Czytaj więcej
S&P 500 po prawie dwóch miesiącach wrócił do ustanawiania rekordów. Wyniki spółek przyczyniły się do poprawy nastrojów inwestorów. Znów uwierzyli o...
Sięgając do Marksa
– Trump powiedział bilion kłamstw, ale gdy on mówił, że DSA to komuniści, to nie było kłamstwo. By się o tym przekonać, wystarczy zacytować DSA i jej kandydatów – stwierdził Bill Maher, amerykański komik mocno sympatyzujący z Partią Demokratyczną. Doszukał się on wpływów marksistowskich w wypowiedziach przedstawicieli lewego skrzydła partii. - Program DSA mówi: „Pracujesz tyle, ile jesteś w stanie, i nie więcej, niż potrzeba”. Gdyby to było jeszcze bliższe cytatu Karola Marksa – „od każdego według jego zdolności, każdemu według jego potrzeb” – mogliby ich pozwać za plagiat. Nowojorski burmistrz Mamdani kiedyś zacytował dokładnie słowa Marksa. Oni wcale nie próbują tego ukrywać. Ich najpopularniejszy influencer Hasan Piker uważa komunizm za coś tak świetnego, że opłakuje upadek dwóch najbardziej zbrodniczych reżimów w historii – Związku Radzieckiego i Chin przewodniczącego Mao. Asystentka Mamdaniego, jego najważniejsza doradczyni Cea Weaver, powiedziała: „Jeśli nie wierzysz w święte prawo rządu do przejmowania własności, to koniec” – zwrócił uwagę Maher.
Kontrowersje wywołuje również choćby Darializa Avila Chevalier, wspierana przez Mamdaniego i DSA kandydatka do Izby Reprezentantów z Nowego Jorku. Na zlikwidowanym w 2022 r. koncie twitterowym pisała ona m.in., że Marks jest „lekturą obowiązkową”, narzekała, że w bibliotekach jest za mało literatury marksistowskiej i wzywała do rozwiązania policji. „Po prostu nie mogę się nadziwić, że wszechświat zafundował nam idealną ilustrację dosłownie każdej wady kapitalizmu, a ludzie nadal mówią: nie możemy być komunistami, bo nie będzie wystarczająco wielu rodzajów zupy” – mówił jeden z zacytowanych przez nią postów.
– Socjalizm udowodnił, że realizuje wartości Deklaracji Niepodległości lepiej niż kapitalizm – zadeklarowała natomiast Melat Kiros, wspierana przez DSA kandydatka do Izby Reprezentantów, która wygrała demokratyczne prawybory w Kolorado. Zaprzeczyła ona jednak, że jest komunistką i wskazała, że chodzi jej tylko o bezpłatną opiekę medyczną dla wszystkich, bezpłatne przedszkola i 32-godzinny tydzień pracy. Zadeklarowała również, że nie popiera części programu DSA obejmującego m.in. wyjście USA z NATO, drastyczne zmniejszenie finansowania dla policji i wojska, amnestię dla nielegalnych imigrantów czy likwidację urzędu prezydenta i Sądu Najwyższego.
„Mówi się, że łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec kapitalizmu. Ale to, że teraz nie jest łatwo to sobie wyobrazić, nie oznacza, że nie powinniśmy próbować to zrealizować” – mówi program DSA zatytułowany „Robotnicy zasługują na więcej”. DSA może się wydać organizacją marginalną, ale zdobywa coraz większe wpływy. Sondaże sugerują, że ma ona poparcie nawet 30 proc. wyborców Partii Demokratycznej.
Czytaj więcej
Gospodarka USA rosła w drugim kwartale wolniej, niż oczekiwano, pomimo odbicia w wydatkach konsumenckich i solidnych inwestycji biznesu.
Galeria osobliwości
Kandydaci popierani przez DSA często przedstawiają się jako „ekonomiczni populiści”, by dotrzeć do nieco bardziej umiarkowanych wyborców. Zdobywają głosy wśród młodych ludzi, akcentując również swoje poparcie dla „Wolnej Palestyny” i niechęć do Izraela. Czasem robią to w ostrym stylu. Maureen Galindo, kandydatka w demokratycznych prawyborach w jednym z teksańskich okręgów kongresowych, zapowiedziała, że jeśli wygra wybory, to zamieni lokalny ośrodek dla nielegalnych imigrantów w „obóz dla amerykańskich syjonistów”. Prawybory jednak przegrała.
Niektórzy z kandydatów z lewego skrzydła partii okazują się dosyć toksyczni. Tak było w przypadku Grahama Platnera, kandydata z Maine do Senatu. Ów rolnik i weteran Marines musiał się tłumaczyć ze starych wpisów, w których określał się jako „komunistę” i „socjalistę biorącego psychodeliki”. Twierdził, że tylko żartował i że jest „przedsiębiorcą, a nie komunistą”. Okazało się też, że ma tatuaż z trupią główką w stylu SS. Jego kampanię zniszczyły jednak dopiero oskarżenia o gwałt, a demokraci musieli szybko wymienić kandydata.
– Nasza partia stała się orgią socjalizmu. Czy demokraci będą kontynuowali obronę tych świrów, czy powiedzą: „Och, nie zwróciliśmy uwagi na to, co się dzieje?” – stwierdził demokratyczny senator John Fetterman.
Administracja Mamdaniego ujawniła dane właścicieli nieruchomości
1 lipca w Nowym Jorku zaczął obowiązywać nowy podatek od nieruchomości, obejmujący domy warte co najmniej 5 mln USD i apartamenty warte co najmniej 1 mln USD, które nie są głównymi miejscami zamieszkania podatników. Stawki tego podatku sięgają od 0,8 proc. do 6,25 proc. Ma on przynieść budżetowi miasta do 500 mln USD rocznie. Sama idea wprowadzenia tej daniny (nazywanej podatkiem pied-a-terre) nie jest jednak aż tak kontrowersyjna jak towarzyszące jej działania administracji miejskiej kierowanej przez burmistrza Zohrana Mamdaniego. Departament Finansów Nowego Jorku opublikował bowiem listę właścicieli nieruchomości mogących podlegać opodatkowaniu. Na liście tej znalazły się dokładne adresy domów i mieszkań. To działanie miejskiej administracji zszokowało nawet część zwolenników Mamdaniego. – Moje dane osobowe zostały ujawnione. Nie wiem, czy słyszeliście, ale burmistrz Mamdani zdecydował się opublikować listę 950 000 rezydencji, które mogą zostać objęte podatkiem pied-a-terre, wraz z adresami i nazwiskami właścicieli – stwierdził Scott Galloway, profesor Uniwersytetu Nowego Jorku, będący zarazem prominentnym lewicowym podcasterem. Jego zdaniem urzędnicy Mamdaniego postanowili wywrzeć presję na właścicieli nieruchomości. – Poza tym, że ma to za zadanie zidentyfikować właścicieli nieruchomości i zasugerować, że robią oni coś złego, i dzieje się to 18 miesięcy po tym, jak prezes spółki z branży ubezpieczeń zdrowotnych został zabity na ulicy, to jakie ma to przynieść dobre skutki? Po co on to robi? – pytał Galloway. Wspomniany przez niego „prezes zabity na ulicy” to Brian Thompson, szef firmy UnitedHealth Group, zastrzelony w grudniu 2024 r. w Nowym Jorku przez Luigiego Mangione, który stał się bohaterem dla sympatyków radykalnej lewicy. Radykałom spodobało się to, że Mangione motywował swój zamach zemstą za ceny leków. „To jest lista celów. I jest wyraźnie zaprojektowana po to, by zastraszać właścicieli domów pod bardzo realistyczną groźbą przemocy ze strony lewicowych bandytów czczących Luigiego” – w ten sposób listę opublikowaną przez nowojorski ratusz określiła Vickie Paladino, radna z Queens. HK