Reklama

Indeksy szukają równowagi po zatrzymaniu na kluczowych oporach

Połowa stycznia na rynkach akcji przynosi widoczne wyhamowanie dynamiki wzrostów.

Publikacja: 16.01.2026 06:00

Paweł Danielewicz menedżer ds. portfeli, analityk techniczny, Santander BM

Paweł Danielewicz menedżer ds. portfeli, analityk techniczny, Santander BM

Foto: materiały prasowe

Obserwując przebieg ostatnich sesji, zarówno w Warszawie, jak i za oceanem, trudno oprzeć się wrażeniu, że paliwo, którym rynki żywiły się na początku roku, zaczyna się powoli wyczerpywać. Nie mamy jednak do czynienia z paniczną ucieczką kapitału czy odwróceniem trendu, lecz z klasyczną „zadyszką” i próbą weryfikacji siły popytu w newralgicznych punktach technicznych. Mimo zaawansowanej fazy hossy, rynek wchodzi w etap wyczekiwania, gdzie o dalszym kierunku zadecyduje między innymi to, w jaki sposób inwestorzy zdyskontują trwający sezon wyników w USA i czy dane płynące ze spółek staną się wystarczającym impulsem do kontynuacji ruchu.

Sytuacja na warszawskim parkiecie doskonale odzwierciedla ten globalny marazm. Analizując wykres dzienny WIG20, widzimy, że popyt wciąż utrzymuje techniczną przewagę, ale impet wzrostowy wyraźnie przygasł. Benchmark oddala się od kluczowych rozstrzygnięć, co jest bezpośrednią konsekwencją nieudanego ataku na rozbudowany klaster podaży 3340–3366 pkt. To właśnie ta strefa, wyznaczona na bazie licznych zniesień zewnętrznych i wzmocniona elementami klasycznej analizy technicznej, pozostaje sufitem, którego przebicie otworzyłoby drogę do dalszej eskalacji wzrostów. Obecnie jednak ciężar gry przenosi się na niższe pułapy.

W kontekście bieżącego zachowania indeksu warto zatem zwrócić szczególną uwagę na strukturę wsparć. Pierwszym buforem bezpieczeństwa jest testowany w ostatnich dniach intradayowy węzeł cen 3226–3232 pkt zniesienia 14,6 proc. i 18,6 proc. Jednak z punktu widzenia średnioterminowego, dużo większe znaczenie ma niżej położona zapora popytu 3149–3173 pkt. To strategiczny bastion obronny dla warszawskich byków – strefa koncentracji licznych zniesień Fibonacciego. Dopóki indeks broni tego poziomu, scenariusz wzrostowy pozostaje niezagrożonym wariantem bazowym. Dopiero trwałe zejście poniżej wymienionego klastra stanowiłoby wyraźny sygnał ostrzegawczy, sugerujący fundamentalną zmianę układu sił.

Zatrzymanie w Warszawie jest w dużej mierze pochodną wydarzeń na Wall Street, która w tym tygodniu oficjalnie zainaugurowała sezon publikacji wyników kwartalnych. Inwestorzy zapoznali się dopiero z pierwszą porcją danych, w tym z raportem tajwańskiego potentata TSMC, który posłużył do wstępnej oceny kondycji sektora technologicznego. Równie istotne na starcie tego okresu były publikacje takich gigantów, jak: Bank of America, Wells Fargo, Citigroup, Goldman Sachs, Morgan Stanley czy BlackRock. To właśnie sektor bankowy znalazł się w ostatnich dniach pod presją polityczną, po tym, jak Donald Trump zasugerował wprowadzenie sztywnych limitów oprocentowania kart kredytowych, co wywołało falę realizacji zysków z akcji pożyczkodawców.

Te fundamentalne zawirowania znajdują odzwierciedlenie na wykresie tygodniowym S&P 500. Indeks, mimo ustanowienia historycznego rekordu hossy, wciąż zmaga się z potężną barierą podaży Fibo 6930–6965 pkt. Choć rynek zdołał wyjść na moment powyżej górnego ograniczenia strefy, to brakuje cały czas tej przysłowiowej „kropki nad i”. Ponieważ ostatnie sesje upływają pod znakiem większej aktywności podaży, warto obecnie z dużą uwagą obserwować istotne zapory popytu.

Reklama
Reklama

W tym kontekście dość newralgiczną rolę odgrywa strefa 6668–6672 pkt. To właśnie tutaj byki muszą wykazać się determinacją, gdyż ewentualne przełamanie wsparcia wygenerowałoby wstępny sygnał słabości, być może zachęcający sprzedających do jeszcze śmielszych poczynań. Konkludując: patrząc na wykresy „na chłodno”, widzimy, że rynki szukają równowagi po silnych wzrostach z początku roku. Zarówno WIG20, jak i S&P 500 znajdują się powyżej kluczowych wsparć, co oznacza, że trend wzrostowy nie jest zagrożony. Mamy jednak do czynienia z „postojem”, który może wymagać od inwestorów nieco więcej cierpliwości w oczekiwaniu na kolejny, wyraźny impuls kierunkowy.

Okiem eksperta
Rok rozpoczęty z przytupem
Okiem eksperta
Jak zagarnąć kawałek przyszłości
Okiem eksperta
Mocna końcówka, dobry początek i co dalej?
Okiem eksperta
Niskie oczekiwania z potencjałem
Okiem eksperta
Walka na oporach. Czekamy na raport z rynku pracy
Okiem eksperta
Po co komu listy zastawne?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama