Pierwsza połowa grudnia to czytelny sygnał dla inwestorów śledzących rynek obligacji: utrzymuje się odmienne nastawienie głównych banków centralnych w strefie euro i w USA co do cyklu zmian stóp procentowych. W strefie euro widoczne jest ostrożne, zachowawcze podejście do kolejnych decyzji, podczas gdy FOMC w dalszym ciągu dostarcza rynkom „paliwa” poprzez obniżenie stóp o 25 pb. Za decyzją stały przede wszystkim dane z rynku pracy, które zwiększają obawy o kondycję gospodarki i jednocześnie osłabiają presję inflacyjną. Fed zasygnalizował możliwość jeszcze jednej obniżki w 2026 r., natomiast dalsza ścieżka będzie zależna od napływających danych, zwłaszcza w kontekście niepewności dotyczącej wpływu taryf celnych na inflację w nadchodzącym roku. Reakcja rynku była silniejsza na krótkim końcu krzywej dochodowości, podczas gdy długi koniec pozostaje „w ryzach” głównie ze względu na ryzyko ponownego impulsu inflacyjnego. W Europie nastroje są odmienne: rynek długu znajduje się pod presją fiskalną (w szczególności w Niemczech) oraz przy ograniczonych perspektywach szybkich obniżek stóp. W efekcie wzrost rentowności Bundów (z okolic 2,70 proc. w kierunku 2,90 proc.) jest negatywnym sygnałem dla polskich obligacji skarbowych, bo ogranicza potencjał spadku rentowności na naszym długim końcu – nawet przy relatywnie sprzyjającym otoczeniu z USA. Jastrzębi EBC i gołębi Fed to rzadka konfiguracja, która może wspierać euro, ale jednocześnie szkodzić wycenom europejskiego długu.