Kolejny tydzień kończy się pozostawiając inwestorów z narastającym uczuciem przygnębienia. To, co dzieje się na rynku, pozbawia złudzeń tych, którzy liczyli, że tym razem zdarzy się wyjątek i ta fala bessy zatrzyma się na poziomie jesiennego dna. Gdyby nie silny wzrost BSK, obraz rynku wyglądałby jeszcze gorzej. Dzieje się tak, choć sam powód wzrostu cen tych właśnie akcji nie może być traktowany w kategoriach dobrych informacji. Oto bowiem mamy znów do czynienia praktycznie z wycofaniem z obrotu dużej i płynnej spółki. Wobec coraz szczuplejszego grona firm z GPW, w które można zainwestować większe środki, z decyzji głównego akcjonariusza BSK trudno się cieszyć.

Patrząc na to, co dzieje się w innej giełdowej spółce z dominującym akcjonariuszem, gdzie inwestorzy mniejszościowi przed sądem będą dochodzić, jak duże uprawnienia im przysługują, można zastanawiać się, po co inwestorzy dominujący mają utrzymywać spółki na GPW. Niestety, taka refleksja nie prowadzi do pozytywnych wniosków. Trudno wskazać, w przypadku części tych inwestorów, korzyści wynikające z obecności spółki na GPW, które kompensowałyby im ?przyjemność? kontaktu z inwestorami mniejszościowymi. Utrzymująca się na giełdzie dekoniunktura będzie więc zwiększać pokusę, by w mniej lub bardziej atrakcyjny dla akcjonariuszy mniejszościowych sposób próbowali oni przejąć od nich akcje. Być może zaowocuje to kilkoma okazjami do zarobienia całkiem pokaźnych jak na trudne czasy pieniędzy, lecz z punktu widzenia przyszłości rynku jest to zjawisko zdecydowanie niekorzystne.

Roman Sosnowski

WBK AIB Asset Management SA